Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.14- Dlaczego akurat dziś? Dlaczego ja?

Tło Artykułów 4

[fb_button]

Audytorium dobiegło końca, światła opustoszałej sali zostały wygaszone. Chwilowo cała koncentracja dzisiejszego zjazdu przeniosła się do głównego holu gdzie Tom Kraver oraz inni zaproszeni goście kończyli ostatnie rozmowy poza kuluarowe z przedstawicielami mediów i organizacjami poza rządowymi, zainteresowanymi wnikliwszym zapoznaniem z tematyką okultyzmu i magii. Pytań było wiele a każda odpowiedz rodziła kolejne pytanie. Wydawać się mogło, że cała ta sytuacja nie będzie miała końca aż tu nagle zaległa całkowita cisza, jedynie dziecko stojące przy oknie nie zwracało na nic uwagi systematycznie pociągając nosem, spoglądało to w lewo to w prawo szukając zagubionym wzrokiem rodziców.

Tom stał pośrodku, otoczony grupą ludzi, którym najwyraźniej zabrakło pytań. Odetchnął z ulgą, nasycił ciekawość nie tylko ludzi postronnych, ale przede wszystkim wygłodniałych mediów. Dziennikarze zawsze zaintrygowani i pełni przeróżnych hipotez byli niczym rozpędzony pociąg trudny do zatrzymania, nie podasz konkretnej odpowiedzi to cię rozjedzie. Tom miał zamiar ruszyć w drogę powrotną do hotelu a później do Polski, kiedy nagle został złapany za ramie i zdecydowanie wyciągnięty z tłumu osób węszących i poszukujących kolejnej ofiary.

– Witaj nie poznajesz już dawnego przyjaciela? – Nieznajomy zaciągnął Toma na bok, jak najdalej od ciekawskich spojrzeń i gumowych uszu – Ci dziennikarze potrafią skutecznie zaleźć za skórę.

Tom Kraver zahipnotyzowany ochrypłym głosem wydobywającym się niczym z ekranu telewizora odwrócił głowę. Jego twarz zaczęła ujawniać narastające poruszenie a może i coś więcej, wreszcie nie zapanował nad falą emocji, głośno zawołał.

– Antonio Mazar! – Po czym drugi raz wypowiedział już bardziej oczekiwane słowo. – Przyjacielu. Ty tutaj?

– To ja we własnej osobie. Wybacz, że tak od tyłu się skradam, ale sam rozumiesz w tych czarnych sutannach wszyscy wyglądamy podobnie.

– Antonio nie bądź taki skromny, ciebie wyróżnia wszechobecna biel na głowie.

– Tak, dziękuję za przypomnienie. – Popatrzył z ukosa na Toma chcąc w ten sposób niewerbalnie dać do rozumienia, że dziś nie ma czasu na rozmowy o włosach. Tom o wesołym usposobieniu do życia szybko zrozumiał aluzje przyjmując poważną i skupioną postawę.

– Antonio, kiedy tak rozglądam się dookoła siebie szybko dostrzegam, że dzisiejszy zjazd to jedno z nielicznych okazji, kiedy w jednym miejscu, o jednym czasie tylu kapłanów i osób związanych z Kościołem może być wspólnie właśnie tu i teraz. Mam wrażenie, że nie jestem sam a to dodaje siły i motywacji.

– Tom przyjacielu tak naprawdę nigdy nie jesteśmy sami, nawet w chwilach największego odosobnienia, kiedy wszystko wydaje się być odległe i nieosiągalne. Zagubieni pośród godzin życia modlimy się, prosimy o pomoc. A wiesz, co słyszę w ciszy? Odpowiedź Boga, nigdy nie jesteś sam. My kapłani jak nikt inny musimy o tym pamiętać. – Antonio poklepał Toma po ramieniu, przypominając w ten sposób dawne lata, kiedy to dobry ojciec dawał kolejną lekcję życia. – A tak w ogóle to nasze dzisiejsze spotkanie nie jest przypadkowe.

Zapanowało dłuższe milczenie wyrywające Toma z chwilowej kontemplacji. Nasze spotkanie nie jest przypadkowe? Co Antonio przez to rozumiał? Odkąd Tom skończył seminarium i przyjął święcenia kapłańskie ich wspólne kontakty nagle się urwały. Tego samego dnia podczas życzliwej i pełnej wzajemnego zrozumienia rozmowy nadeszła korespondencja od Biskupa Gessary. Tom nigdy nie dowiedział się, co było treścią tego listu, ale też nigdy nie zapomniał wyrazu twarzy Antonia, która systematycznie przemieniała się z radosnej w skupioną i mocno zatrwożoną. Od tamtego momentu więcej nie widział Antonia. Zapamiętał jednak jak jego przyjaciel znika w drzwiach wyjściowych, delikatnie uśmiechając się w stronę Toma, nic nie powiedział, po prostu wyszedł. Teraz na nowo powraca, nagle bez zapowiedzi wyrasta z pod ziemi.

– Antonio, o co chodzi? – Zapytał najbardziej życzliwie jak tylko w tej chwili mógł, wnikliwie spoglądając w oczy rozmówcy.

– To nie miejsce by o tym rozmawiać, pozwól zaprosić się na obiad, na którym wszystko ci opowiem. Co ty na to?

Tom wiedział, że to oddalenie rozmowy w czasie było celowe. Antonio w ten sposób zawsze chciał jeszcze lepiej przygotować umysł do tego, co chciał powiedzieć a co często przerastało jego siły. Czasem w życiu słowa nie są w stanie oddać natłoku myśli, chcących opuścić zamkniętą głowę. Ostatecznie nie dając po sobie nic poznać z uśmiechem odpowiedział.

– Wiesz, czym mnie skusić. Fakt, że jeszcze nic dziś nie jadłem a dzień był długi i męczący tym bardziej nagli by przyjąć twoje zaproszenie. Prowadź.

Antonio Mazar był na emeryturze od dziesięciu lat, pomimo jego podeszłego wieku nadal posiadał dużą witalność i chęć do życia. Tom nigdy tego nie mówił, ale uważał go za swojego mistrza i jeden ze wzorców idealnego kapłana. Teraz po wielu latach ponownie podążał u boku swego nauczyciela. Był wdzięczny losowi za to nieoczekiwane spotkanie. Jedynie nutka niepokoju wkradająca się do podświadomości mąciła piękny obraz chwili. Dlaczego akurat dziś? Dlaczego ja?

[fb_button]

Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


This article has 2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.