Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.17- Czasu nie pozostało wiele.

Tło Artykułów 5

[fb_button]

Tom wyprostowany niczym struna słuchał ostatniej prośby przyjaciela. Nie wiedział jeszcze czy to wszystko jest prawdą czy doskonale zagranym żartem, makabryczną iluzją. Antonio wydał się mu nagle taki obcy, siedział na wprost niego a jednak to nie był ten sam Antonio z lat jego młodości. W miejsce wielkiej wiary i pogody ducha wtargnęło zwątpienie i mrok. Był naprawdę stary, ale nie wiekowo, lecz wewnętrznie. Mogło się wydawać, że ciągle gdzieś podąża nie mogąc dotrzeć do celu, bezimienny podróżnik znikający za bramą odciskającą piętno przeżytych lat. Ale to jeszcze nie był koniec. Antonio widząc, że Tom długo milczy kontynuował.

– Tom przez całe moje życie niosłem w sercu wzniosłe marzenia, by móc tworzyć wielkie dzieła takie, które zrobią różnice w świecie. Jednak w konfrontacji z rzeczywistością duża część mojego ja bezpowrotnie przeminęła. Dziś tylko Bóg trzyma mnie w szeregu zwartym. Dzięki niemu postrzegam świat inaczej. On każdego dnia otwiera moje oczy na nowe doznania, pomaga mi przejrzeć. Bez niego dawno bym upadł dryfując po oceanie codzienności, bez sił by móc dopłynąć do brzegu. Dziś spoglądam przez rysę w szkle. Próbuję ujrzeć, co jest po drugiej stronie, czy coś jeszcze jest?

Tom w ciszy słuchał wyznania Antonia, czuł, że jest to namiastka spowiedzi i że jego przyjaciel od dawna z nikim nie rozmawiał w ten sposób. Z Antonia emanowała na przemian siła i słabość, dobro i zło, miłość i żal.

Niewielka łza spłynęła po policzku Antonia, opadając na blat stołu niczym deszcz zraszający wyschłą ziemię. Jedna łza, ale ile goryczy i lat doznań kotłujących się w głowie starszego kapłana, który ocierając dłonią twarz kontynuował spowiedź.

– Każdej nocy, gdy zostaję sam w pustym pokoju i nie wiem, co robić dalej dostrzegam światło w mroku to paląca się świeca przy krzyżu na moim nocnym stoliku. Tom w chwilach największego zwątpienia pamiętaj, że wystarczy jeden promień światła, nawet najmniejszy, by rozproszyć ciemność, ale nie ma takiej ilości mroku by przyćmić jasność – Wypowiadając te słowa Antonio mocno zacisnął pięści w przypływie siły fizycznej zainicjowanej mocną wiarą w to, co mówił. – Tom dobre słowo, prosty uśmiech, to już bardzo wiele, stojąc na krawędzi to wszystko, co nam pozostaje, co możemy z siebie dać.

Antonio podparty o blat stolika wreszcie wstał, spojrzał w oczy Toma wypowiadając już ostatnie słowa dzisiejszego spotkania.

– Odkryliśmy coś na terenie Gór Zielonych w Ameryce Północnej.

Tom nachylił się nad stołem i zapytał z niedowierzaniem w głosie.

– Co odkryliście?

– Grobowiec w głębi ziemi a w nim zwłoki jednego człowieka. Tom ta sprawa wiąże się z porwaniami, o których przeczytałeś w aktach, ale nie tylko z nimi. Od wielu lat próbuje rozwiązać te śledztwo, ale zawsze za każdym kolejnym zakrętem jest jeszcze jeden. Na ścianach i zwłokach są jakieś symbole, których większości nie mogę odczytać, nigdy takich nie widziałem, jest też list. – Złapał rękę Toma. – Chciałem Cię prosić byś ze mną tam poleciał, jutro mam samolot.

– Ja, ale dlaczego właśnie ja?

– Bo jedynie Tobie mogę w pełni zaufać. – Odchodząc zatrzymał się jeszcze na moment i dorzucił. – Tom nie bagatelizuj tej sprawy, tutaj może chodzić o coś więcej niż tylko okrucieństwo. Może chodzić o rzeczy ostateczne. Życie upływa, nie możemy pozwolić sobie na bezczynność, czasu nie pozostało już wiele.

[fb_button]

Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


This article has 1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.