Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.18- Ostatnia pieczęć.

Tło Artykułów 5

Gdzieś we Włoszech.

Lekka mgiełka unoszącą się pośród chłodu nocy okryła wąską alejkę w centrum miasta. Mała i niepokaźna przebiegała u stóp wielkich opuszczonych budynków, których stan mógł zadowolić jedynie zwierzęta, gromadnie przybywające osiedlić opuszczone mury. Panującą zewsząd ciszę zachwiało echo kroków z każdą chwilą przybierające na sile. Ktoś przechodził rzucając nienaturalnie rozciągnięty cień. Samotna postać podążała ku ostatnim drzwiom czteropiętrowego bloku. Bezimienny Pielgrzym wszedł do środka nie zwłocznie ruszając ciasną klatką schodową wprost do piwnicy. Drobna struga światła wydobywająca się z małego okna ukazywała ogrom zniszczeń, jakie czas poczynił z budynkiem pozbawionym koniecznych remontów. Brak mieszkańców i ich pieniędzy spowodował częściowe uszkodzenie niektórych elementów konstrukcji nośnej, w konsekwencji dom groził zawaleniem. Liczne kable zasilające wiły się niczym węże w górę i w dół tworząc splątaną sieć bez początku i końca. Rury umieszczone na zniszczonych murach przeciekały czerwoną cieczą. Rdza zmieszana z wodą utworzyła zwodniczy obraz cieknącej krwi.

Krok po kroku, schód po schodzie, ciemna postać bez zawahania podążała dalej, czasem odgarniając ręką sporych rozmiarów pajęczyny okrywające zejście, dawno nikogo tu nie było. Ostatecznie odgłos powolnego chodu na klatce ucichł, zapanowała cisza. Wędrowiec wszedł do środka nieoświetlonego pomieszczenia delikatnie zamykając drzwi. Zapalił małą świecę zatopioną w dużej ilości wosku. Drobny płomień oświetlił bladawo żółtym światłem sporą ilość notatek i wycinków z gazet przyklejonych do ścian. Liczne twarze, daty, wydarzenia. Samotny Pielgrzym wszedł do pomieszczenia będącego namiastką mózgu przepełnionego dużą ilością informacji. Wystarczyło tylko podejść i dokładnie zgłębić wybrany tekst. Krok po kroku przemierzał niewielkie pomieszczenie, co jakiś czas zatrzymując się i czytając wybrany fragment niezwykłej mozaiki.

Garabandal. Październik 1961. Trzeba podejmować wiele ofiar, wiele pokutować, nawiedzać często Najświętszy Sakrament. Przede wszystkim jednak trzeba być bardzo dobrym, jeśli tego nie uczynimy, nadejdzie kara. Kielich już się napełnia.

Garabandal 1965. Ponieważ nie wypełniono i nie dano dostatecznie poznać Mojego orędzia z października, chcę powiedzieć, że to orędzie jest już ostatnie. Przedtem kielich Bożego gniewu się wypełniał teraz się wylewa. Musicie waszymi wysiłkami stając się lepszymi uniknąć ciążącego nad wami gniewu Dobrego Boga. Przebaczy wam, jeśli poprosicie Go szczerze o przebaczenie.

Po przeczytaniu niedługiego fragmentu zamknął oczy pogrążając umysł i duszę w kontemplacji pozaziemskiego przesłania. Trwało to krótką chwilę, następnie zrobił trzy kolejne kroki.

Wydarzenia w Naju 1985- 1997. Świat pędzi w swych grzechach na zatracenie. Jeśli nie będziecie chcieli żyć słowami prawdy, wkrótce przejdziecie przez cierpienia i będziecie tego żałować. Na cóż jednak zda się wam żal wtedy, gdy spadnie sprawiedliwość Boża.

Medjugorie. Musicie wiedzieć, że szatan istnieje. Kiedyś stawił się przed tronem Boga i prosił o pozwolenie na kuszenie Kościoła przez pewien okres czasu, z zamiarem zniszczenia go. Bóg pozwolił szatanowi na wystawienie Kościoła na próbę przez jeden wiek, ale dodał: ‘Nie zniszczysz go!’ Ten wiek, w którym żyjecie jest w mocy szatana, lecz kiedy urzeczywistnią się tajemnice, jakie wam powierzyłam jego moc zostanie zniweczona…

Samotny Pielgrzym robił to już od wielu lat. Wszystkie teksty, daty i miejsca znał na pamięć, jednak nadal czytał, czytał, czytał. Wciąż liczył, że odkryje jakieś nowe powiązanie, nowe oblicze zawartej informacji. Wszelkie objawienia, które miały miejsce w ostatnich stuleciach łączą się w jedną całość, są niczym puzzle ukazujące pewien wielki obraz przyszłości, kto posiądzie tę wiedzę, posiądzie także wgląd w przyszłe wydarzenia. Po wielu latach poszukiwań, jednego mógł być pewien, ziemię czekają globalne zmiany, są już u progu i żadna niewiedza czy ignorancja ludzka nie powstrzyma nadciągającej hekatomby.

– Tak. Czasem niewiedza bywa błogosławieństwem. – Uciął swoje rozważania, by na koniec dodać z uśmiechem. – A czasem przekleństwem. – Jego wzrok spoczął na zamurowanym cegłami wejściu od strony ulicy i na małym ołtarzu znajdującym się u jego podstawy. Nie wielki obraz ukazujący skrzydlatą postać, która spadała z nieba w świetle wydobywającym się z za chmur. Wokół obrazka ułożone zostały świece w pół okręgu oraz trzy odwrócone krzyże. Podszedł i stojąc w postawie wyprostowanej z rękoma wzniesionymi w kierunku świec zaczął recytować swoją prywatną modlitwę.

– Początek, który czasem dobiega końca. Kto by pomyślał, że tak się dzieje? Dni wydają się być takie same a jednak zawsze jest inaczej. Przytłumione słowa tworzące nieświadomość w świadomej iluzji. Czynię to, co zawsze, jednak dziś historia nadciąga z innego kierunku. Jak to się stało, że tak się dzieje? Etap pierwszego stopnia udziału, który odmieni się w obliczu ostatniego wtajemniczenia. – Z głębokiej zadumy nad wypowiadanymi słowami wyrwał go nieduży, ale za to intensywnie wibrujący telefon. Ktoś miał odwagę przerwać tak ważną chwilę. Sięgnął po mały cud techniki, niechętnie wciskając zielony klawisz rozmowy.

– Ostatnia pieczęć. – Usłyszał w słuchawce.

– Jest pośród nas Mistrzu. – Bez chwili zawahania odpowiedział, zapominając już o dotychczasowej modlitwie i własnej zadumie.

– Dotarłeś do celu? – Zapytał lekko zdeformowany głos, w pomieszczeniu musiało brakować zasięgu to też słowa płynące z głośnika były mocno zniekształcone, ale nadal zrozumiałe.

– Tak, niedawno przyleciałem. – Skwitował krótko.

– Urielu czy widziałeś znak?

– Tam mistrzu. Myślę, że widziała go większa część ludzi na świecie. – Powiedział i po chwili dodał. – Podobnie jak i pozostałe znaki.

– Dobrze, oczekuję cię u siebie jeszcze dziś.

– Tak Mistrzu. – Zakończył krótką rozmowę, zagasił palącą się świecę i ruszył w kierunku wyjścia, zabierając ze sobą małą kartkę zatytułowaną dużymi drukowanymi literami Powrót Syna- Kometa wszech czasów.

Tym razem kroki Samotnego Pielgrzyma były znacznie szybsze niż te, które przed godziną niosły go w kierunku opuszczonego zejścia. Żywo mijał kolejne kontenery i kartony wąskiej alejki kierując się w stronę dworca autobusowego. Przy wejściu na główny chodnik zaczepił go pewien nędznie wyglądający człowiek, nie było to po jego myśli szczególnie, że teraz każda minuta kosztowała podwójnie. Był umówiony, mistrz czekał a nieznajomy czegoś chciał, kiepskie połączenie. Biedak błagalnym głosem poprosił o jakieś drobne na żywność, tłumacząc się doskwierającym głodem i brakiem pokarmu od dwóch dni. Uriel spojrzał na żebraka wędrując wzrokiem od głowy po same stopy, na których ów nieznajomy nie miał żadnego obuwia. Szybko sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął dwa banknoty. W oczach biedaka zabłysła iskra nadziei, a może i czegoś więcej. Człowiek w potrzebie jest niczym opuszczony kundel, na każdą oznakę dobroci reaguje bezgraniczną uległością. Biedak był bardzo wdzięczny, tak bardzo, że zawołał.

– Panie tak wiele dla mnie?

– Bierz i zrób z tych pieniędzy użytek. – Uriel odwrócił się, a odchodząc usłyszał kolejny piskliwy krzyk nieznajomego.

– Jak się nazywasz, kim jesteś?

– Człowieku nie znasz mnie ani ja nie znam ciebie i tak musi pozostać. – Powiedział Uriel wciąż odchodząc. Biedak jednak nie ustępował, chciał bliżej poznać swojego dobroczyńcę, zwłaszcza, że często na nich nie trafiał.

– Dlaczego po okazaniu dobra odchodzisz, pozostawiając jedynie obojętność?

– Widziałem ziemię i zło, cały horror, który ma nadejść za grzech, to coś, czego byś nie chciał dożyć. Dziękujesz za te dwa papierki? Naciesz nimi wzrok i ciało, bo już nie długo nie będą miały żadnej wartości. – Uriel skręcił za róg i zniknął z oczu wypatrującego biedaka, który oszołomiony oczekiwał, co jeszcze się wydarzy, ale nic więcej się nie wydarzyło.

Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

This article has 4 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.