Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.2- Cierpliwy zabójca.

Udostępnij

tlo-artykulow-4

[fb_button]

Grudzień 1945

Ameryka Północna. Góry Zielone.

Nastawał zmrok a właściwie było już ciemno, chłodno i deszczowo. Księżyc okrył okolice lekko jasną smugą błądzącą pośród wznoszącej się mgły. W tej scenerii na zboczu wysokiego wzniesienia porośniętego drzewami stał w bez ruchu czarny wilk. Wpatrując się przed siebie czekał na odpowiedni moment. Czarne ślepia pogrążone w mroku nocy odbijały jedynie blask księżyca a mocne łapy unosiły masywne cielsko nad wilgotną ziemią. Nozdrza rytmicznie wdychały i wydychały powietrze węsząc kogoś w pobliżu.

Zwierze wyczuło pierwotnym instynktem zapach zbliżającej się mieszaniny krwi i strachu. Czarne ślepia w skupieniu chłonęły pogrążony w nocy las a nieoświetlona i zastygła postura wilka całkowicie wtopiła go w martwy krajobraz okolicy, czyniąc z niego przyczajonego i cierpliwego zabójcę.

Bacznie obserwował biegnącego doliną człowieka, który często upadając wydawał głośne jęki świadczące o doznawanym bólu. Bólu ustępującego miejsca wzrastającej grozie wypełniającej jego umysł. Grozie, która dźwigała go z kolejnych upadków ponaglając do dalszej ucieczki, stawką było życie a on sam dysponował tylko jednym, życie a później śmierć nic po za tym. Coraz większe zmęczenie potęgowało stan psychozy, przymuszając do coraz częstszego oglądania się przez ramię w głąb nieprzeniknionej pustki chcącej go pochłonąć.

Przetarł kilkukrotnie zalane potem oczy by móc dostrzec swojego oprawcę, ostatecznie nic nie ujrzał prócz przerażającej ciszy lasu. To napawało jeszcze większym lekiem, nie dostrzegał swojego przyszłego kata wiedział jednak, że tam jest i nie przestanie go ścigać. Zegarek z pękniętą szybką wskazywał północ mimo wszystko miał wrażenie, że wskazówki zastygły w bezruchu nie przesuwając się więcej. Przecinając linię drogi biegł nadal przed siebie z duszą na ramieniu.

Biegnący człowiek coraz bardziej wyłaniał się z za drzew chcąc jak najszybciej opuścić gęsty las, kryjący konsekwencje mistycznych sekretów. Wbiegł na polanę miejsce to porośnięte jedynie wysoką trawą nie gwarantowało żadnego schronienia, dodatkowo otoczone dookoła nieprzeniknioną falą drzew stanowiło naturalną pułapkę, przypominającą oko cyklonu. Zatrzymał się, chciał zapanować nad oddechem i rozszalałym sercem. Zimy pot zalał całe ciało, liczne drgawki zaczęły targać jego członkami. Potężny strach, który do tej pory napędzał organizm do ucieczki nasilił się do tego stopnia, że całkowicie sparaliżował wszelkie ruchy. Samotna czarna postać stała niczym żywa mogiła. Czas się zatrzymał.

Z głębi lasu noc niosła pomruk z każdą chwilą przybierający na sile. Ktoś systematycznie wypowiadał jego imię. Opuszczony człowiek stojący pośrodku własnej beznadziei, która coraz bardziej pochłaniała i osaczała. Czuł czyjeś spojrzenie wyłaniające się z otaczającego kręgu. Powoli odwrócił głowę chcąc spojrzeć w gęstą czerń, przerażone oczy nerwowo szukały jakiegokolwiek ruchu, chcąc dostrzec prześladowcę.

Wycieńczony padł na kolana. Zakrył oczy obiema dłońmi i głośno zapłakał. Zdał sobie sprawę, że nigdy nie zależało mu na własnym życiu, nie szanował go i nie dbał o swój los, jednak teraz w obliczu nadciągającej śmierci pragnął nadal żyć niczym dziecko zaraz po narodzeniu.

– Zostaw mnie! Odejdź! – Zawołał ochrypłym głosem, niestety tylko na tyle było go stać. – Wracaj skąd przyszedłeś!

Nikt mu nie odpowiedział prócz wilka, który zawył kilkukrotnie. Niosący się skowyt jeszcze mocniej sparaliżował ciało nieszczęśnika. Zrozumiał, że pozostała mu jedynie modlitwa. To, co się ku niemu zbliża nie pochodzi z tego świata i nie pozostawi go przy życiu. Złożył ręce, zamknął oczy i jak nigdy wcześniej z wielką gorliwością zaczął modlitwę o oddalenie nadciągającego zła. Po chwili poczuł ciepłą stróżkę spływającą z nosa, ręce nabrały czerwonej barwy a nogi ugięły się odmawiając posłuszeństwa, jak gdyby ich w ogóle nie miał. Człowiek będący na kolanach został powalony na twarz czując w ustach własną krew. Usłyszał odgłos kroków, były coraz bliżej. Ostatni raz otworzył oczy dostrzegając nie wyraźnie jakąś postać wpatrującą się w jego agonie. Mroczne oblicze pochylone nad jego ciałem delikatnie wyszeptało.

– Widziałeś wrota a ja widziałem ciebie. – Przerażający głos zwiastował rychłą śmierć. – Czas by twój strach cię pochłonął.

Był to ostatni dźwięk słów, jaki było mu usłyszeć przed śmiercią. Teraz już tylko wilk stał nad jego ciałem oblizując krew z jego twarzy. Wysoka cena za błędy będąca przestrogą i zapowiedzą czegoś więcej. Tak jest, kiedy człowiek kieruje swój los w stronę, w którą nigdy nie powinien spoglądać.

[fb_button]

Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

This article has 3 Comments

  1. Jest mowa o wrotach i ja myślę że to będzie coś ważnego w fabule. Może właśnie wszystko będzie kręcić się wokół tych tajemniczych wrót, zobaczymy.

Comments are closed.