Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.23- Życie i śmierć.


Tło Artykułów 5


Weszli w mrok komnaty, Kardynał Rivera przodem, tuż za nim podążał zdumiony Uriel. Wszystkie oczy zgromadzonych teraz spoczęły na ich barkach, jednak Uriel miał świadomość, że to głównie na nim są skoncentrowane. W tej atmosferze mijali kolejne filary podtrzymujące niski strop. Panujący dokoła półmrok zawężał pole widzenia potęgując wrażenie tajemniczości i czegoś niezwykłego, tak jak gdyby owa podziemna komnata nie miała kresu, nawet echo pobrzmiewając nagle dziwnie milkło.

Niespodziewanie Mistrz wyraźnie zwolnił, dając znak w kierunku zebranych. Wszyscy bez słowa ruszyli w kierunku centralnego punktu gdzie każdy zajął z góry ustalone miejsce. Uriel wykorzystując nadarzającą się sposobność uważnie prześledził wzrokiem zebranych, nic szczególnego nie dostrzegł, dwanaście postaci ubranych w czerń skutecznie chowało twarze w mroku głębokich kapturów narzuconych na głowę. W obliczu niepowodzenia skierował wzrok na posadzkę.

Ku jego zdziwieniu miejsca zajmowane przez dwunastu były regularnie rozmieszczone na dużym i solidnie wykonanym malunku. Początkowo nie rozpoznał, co dokładnie przedstawia malowidło, dopiero w momencie, gdy Rivera ruszył pociągając za sobą Uriela ten z bliższej odległości w pełni dostrzegł znajomą formę. Umysł rozpoczął pracę na najwyższych obrotach wyszukując dostępne odpowiedzi. Wiem, pomyślał, to Uroboros, mityczny wąż, gdzie głowa zjada ogon tworząc okrąg.

Ale Uroboros? Tutaj we Włoszech w katakumbach położonych głęboko pod ziemią? Kto i kiedy namalował to doskonale wykończone cudo? Każdy szczegół był dopieszczony i perfekcyjnie osadzony. Dziwne, skwitował nieme rozważania. Podchodząc jeszcze bliżej centralnej części komnaty zauważył kolejny szczegół. Dwanaście miejsc rozlokowane zostało idealnie na wężu, tworząc w ten sposób okrąg. To pewno nie jest przypadek, pomyślał.

Kardynał Rivera jako ostatni zajął wolne miejsce umieszczone w centrum okręgu i milczał, dwunastu milczało, Uriel również milczał, było mu to nawet na rękę i tak nie wiedział, co mógłby powiedzieć. W zalegającej ciszy delikatnie płynęły oddechy zgromadzonych, wszyscy wyczekiwali. Co teraz? To już koniec przedstawienia, pomyślał Uriel, wówczas Kardynał Rivera przemówił jako pierwszy.

– U źródła istnienia ludzkości, kiedy wszystko miało swój początek człowiek żył setki lat. Choroby nie istniały a życie wydawało się łatwiejsze i bardziej harmonijne. Niestety z upływem czasu to wszystko przeminęło przyjmując otoczkę legendy, w którą wierzą jedynie ludzie powszechnie uznawani za słabych. – Stwierdził Rivera, pozwalając sobie na krótką chwilę zadumy. – Dzisiaj ludzie nie wierzą w biblie lub Boga, dla nich bogiem stała się nauka, to w niej pokładają wszelką nadzieje i ufność. Skutki możemy dostrzec na każdym kroku. Przyprowadziłem cię dziś tutaj by w obliczu wielkiej rady dokonać twojego ponownego narodzenia, narodzenia dla nas i naszej sprawy. Podejdź bliżej i stań po środku.

Uriel posłuszny nakazowi ruszył ku miejscu centralnemu, po chwili stał już w centrum okręgu. Nic nie mówił. Czuł, że każde słowo i każda wypowiedziana wątpliwość, jaką odczuwał w tym momencie a którą wypowie na głos nie pomoże mu. Dwunastu patrzyło na jego ciało i jak przypuszczał także na duszę. Co ma być to będzie, ale niech to się już wreszcie stanie, krzyczał głos w głowie Uriela.

– Czas ludzkości dobiega końca, przynajmniej sporej jej części. Stan dzisiejszego człowieka jest zatrważający i wymaga oczyszczenia. Ludzie potrafią tylko mówić i lamentować, my potrafimy działać. W ciągu najbliższych dni na ziemi dojdzie do globalnych zmian po części w wyniku uwarunkowań naturalnych a po części dzięki naszym działaniom. Z pewnością zachodzisz w głowę, co może zapoczątkować te zmiany. – Rivera zwrócił się teraz do całej grupy. – Opowiedz jest prosta. Jedynie słońce może globalnie oddziaływać na naszą planetę. Urielu syn powraca, jest to syn przepowiedziany w biblii, który zapoczątkuje oczyszczenie. Ty jednak umierasz, masz blisko pięćdziesiąt lat a jednak umierasz, nie doczekasz dnia sądu i nowej odrodzonej ziemi.

Uriel osłabł a krew w całości odpłynęła z mózgu i twarzy pozostawiając trupio blade oblicze. Umrę, nie chce umierać nie teraz nie jestem gotów, nie, nie, nie… Ciągłe nie odbijało się echem w myślał Uriela. Wreszcie krzyknął nie wytrzymał.

– Nie mogę umrzeć, nie jestem gotów.

– Urielu na śmierć nie można być gotowym nigdy. – Twardo odparł Rivera. – Szczególnie na taką, która czeka ciebie.

– Ale ja… tyle wyrzeczeń, jestem młody nic mi nie dolega nie mam problemów ze zdrowiem, nie to nie możliwe.

– Urielu nie masz tylu lat ile myślisz. Jesteś znacznie starszy.

Uriel wytrzeszczył oczy. Co on mówi a może to ja oszalałem? I po to tutaj przychodziłem by dowiedzieć się, że niebawem umrę? Uriel coraz bardziej panikował.

– Cierpliwości, cierpliwości. – Rivera chciał opanować rozchwianego emocjonalnie Uriela. – Posłuchaj prawdziwą historię swojego życia, które tak bardzo pokochałeś, że przestałeś zadawać wszelkie pytania.

– Mistrzu, ale ja znam swoje życie, ostatecznie to moje życie.

– Urielu twoje prawdziwe życie miało początek w 1945 roku. Wówczas poznałeś mnie po raz pierwszy, moje prawdziwe oblicze.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.