Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.26- Wakacje w Rzymie.

Prześlij dalej:

Tło Artykułów 5


Uriel stał na ugiętych nogach, nie wykonując żadnego ruchu, nie wydając żadnego dźwięku, samotny betonowy obelisk. Ciężka cisza jeszcze rozbrzmiewała echem słów przed chwilą wypowiedzianych. Urielu twoje prawdziwe życie miało początek w 1945 roku. Wówczas poznałeś mnie po raz pierwszy, moje prawdziwe oblicze. 1945… Blisko siedemdziesiąt parę lat wstecz? Fakt, że nic nie pamiętał z tamtego okresu, wywoływał narastającą frustracje i chwilową dezorientację. Jednym z głównych powodów częściowej amnezji może być przeżycie traumatycznych wydarzeń, które mózg podświadomie ukrywa przed daną osobą, by na nowo raz zapomniany koszmar nie ożył ponownie. Czy tak było i tym razem?

– Urielu nigdy nie zastanawiało cię, że żyjesz już tyle lat na ziemi a praktycznie oznak starzenia po tobie nie widać. Wiem, dużo ćwiczysz, prowadzisz zdrowy tryb życia jednak czy aby to miało wystarczyć? Urielu w 1945 roku spotkałem cię w Ameryce Północnej na terenie Gór Zielonych uciekałeś przede mną w obawie o swoje marne cielesne życie, które ostatecznie utraciłeś, byłeś martwy. A jak z pewnością wiesz to droga w jedną stronę, gdy raz wejdziesz na jej ścieżkę nie ma odwrotu. – Rivera odetchnął głęboko i wstał. Podszedł do Uriela. – Walczyłeś ze mną, z moja organizacją. Ty pojedynczy kłos chciałeś zatrzymać nadciągającą wichurę. Okazałem ci litość, przywróciłem do życia. Od tamtego czasu wiernie mi służyłeś, odkupiłeś swój dług. Dziś dobrowolnie i z satysfakcją mogę pchnąć twoje życie krok naprzód.

Uriel teraz lekko pochylony jakby pod natłokiem tego, co usłyszał, patrzył oniemiałym wzrokiem na Kardynała, który czerpiąc wyraźną satysfakcję z obecnej chwili kontynuował.

– Masz ponad sto lat, pochodzisz z Norwegii, twoja rodzina od lat żyła z połowu ryb ty jednak potrzebowałeś czegoś więcej. Wieczny poszukiwacz prawdy. W ten sposób życie przysłało cię do mnie, a ja ofiarowałem tobie, kolejną szansę. Urielu… Urielu… Byłeś wielkim grzesznikiem, spodziewałeś się, że po śmierci trafisz do nieba? Nie! – Wykrzyczał Rivera. – Zostałeś strącony prosto do piekła, do mnie! – Ściany potężnej komnaty zadrgały od mocy i siły wypowiedzianych słów. Uriel w przypływie nagłego strachu zakrył głowę rękoma padając na kolana. Dało się słyszeć cichy szloch, łzy spływały z jego twarzy kropla po kropli tworząc niewielką kałuże u jego kolan.

– Jestem, więc w piekle a całe moje życie to chwilowe urojenie tak? – Przez zaciśnięte gardło wypowiedział słowa, których w życiu mało, kto używa.

– Ha… ha… – Szyderczy śmiech ponownie przepełnił salę. – Nie jesteś w piekle, chociaż zaiste, życie na ziemi często nie wiele odbiega od tego w głębokościach ziemi. Urielu przekręć niewielki uchwyt, na którym klęczysz. – Strapiony rozejrzał się dookoła swojej skulonej postaci, ale niczego nie zauważył, lekko przesuwając kolano w prawo odsłonił niewielkie zagłębienie. Złapał je mocno i przekręcił. Fragment posadzki wykonał pełny obrót.

– Wystarczy, teraz podejdź.

Uriel z trudem powstał, pomagając sobie dwiema mocnym rękami. Krok jeden, drugi, kolejny i kolejny a każdy następny wymagał jeszcze większego wkładu energii. Podszedł do wysokiego kardynała Rivery patrząc mu w oczy. Ten szybkim i pewnym krokiem minął go, ruszając w stronę tajemniczego fragmentu posadzki. Rivera delikatnie uniósł niewielkich rozmiarów element. Ku zaskoczeniu Uriela płynęła pod nim podziemna rzeka.

– Wiesz, co to jest? – Zapytał retorycznie. – Oczywiście, że nie wiesz i nawet się nie domyślasz. Eliksir długo wieczności, bajka a może coś więcej, liczne mity i doniesienia na ten temat mówią prawdę. Urielu to rzeka życia, która leczy z wszelkich chorób i przedłuża życie człowieka. Chcesz wiedzieć ile ja mam lat? Kilka tysięcy. Zgromadzeni tutaj mają nie wiele mniej. Przez te wszystkie lata nosiłem różne imiona. Neron, Dracula, Szatan, Verdus, ale tak naprawdę jestem upadłym aniołem, a osoby otaczające nas w tej chwili to moi współbracia.

Nie możliwe, pomyślał Uriel, to czyste szaleństwo.

– Ależ możliwe, możliwe. Ha… Ha… Tak czytam w Twoich myślach i nie tylko twoich. Nie wielu jest ludzi na świecie, których myśli nie mógłbym przejrzeć. A teraz wybieraj czy wiedząc to, co wiesz, nadal chcesz mi służyć tutaj na ziemi pijąc życiodajny łyk, który cię uzdrowi, czy może wolisz umrzeć tak jak ci to przepowiedziałem. Wybieraj i odpowiadaj.

– Tak, tak, ulecz mnie a oddam ci swoje życie kolejny raz. – Stanowczo zadeklarował. Nie był już słaby i oszołomiony jak do tej pory. Zrozumiał, o co toczy się gra i co powinien czynić dalej, miał swój alternatywny plan ratowania resztek duszy by ponownie nie trafić do piekła.

– Podejdź. – Oznajmił Rivera.

Uriel stanął na przeciw Kardynała, Verdusa, Draculi, Nerona a może i nawet Rain Man’a, już sam nie wiedział jak go nazywać. Kardynał rozpoczął uroczyście wypowiadać słowa modlitwy w języku nieznanym Urielowi. Dwunastu dołączyło się ze swoimi grubymi, nisko tonowymi głosami tworząc jeden mocny odzew, nieziemski chór. Trwało to kilka minut do momentu, w którym dwunastu powstało, otaczając Rivere i Uriela w ścisłym kręgu. Teraz był tylko on i rzeczywistość wewnątrz utworzonego kręgu.

– Urielu dostępujesz zaszczytu skosztowania z rajskiego drzewa życia. Pij i bądź mi posłuszny. – Mała fiolka do połowy wypełniona przeźroczystym płynem spoczywała w dłoniach Rivery. Podając ją Urielowi odkręcił wieko. – Pij i nie umieraj.

Na te słowa Uriel złapał w rozdygotane dłonie fiolkę, opróżniając do końca jej zawartość. Odczekał niedługą chwilę wewnętrznie badając swój organizm, tak poczuł jakiś ciepły prąd, przepływający od głowy do stóp. Teraz był pewien to nie może być autosugestia, czy był chory na raka czy też inne cholerstwo nie miało już znaczenia, był uleczony. Dwunastu powróciło na swoje miejsca. Rivera popychając jeszcze odurzonego Uriela w stronę wyjścia poprowadził go w kierunku schodów, którymi jeszcze niedawno schodzili na dół.

– Teraz idź i wykonaj zadanie, zlikwiduj go raz na zawsze. Rozumiesz?

– Tak mistrzu możesz być spokojny zrobię jak każesz.

Rivera uśmiechnął się podstępnie powracając do wnętrza komnaty. Uriel w ciszy i samotności zaczął wspinaczkę krętymi schodami ku wyjściu. Docierając na zewnątrz minął szybko urzędnika, który chciał o coś zapytać, ale nie zdążył. Opuszczając mury potężnej budowli rozprostował ręce kontemplując każdą chwile nowego życia.

– Tak Rivera miałeś rację nie jestem już tym samym człowiekiem, wracam odmieniony.

Ktoś w oddali zawołał.

– Mamo, mamo patrz jak pięknie wyszedłem na zdjęciu!

– Synku to będzie najpiękniejsze zdjęcie w twoim albumie. – Czuły uśmiech rodziców podekscytował jeszcze bardziej młodego odkrywce.

– Ale jak je nazwę?

Chwila na namysł i szybką odpowiedz.

– Wakacje w Rzymie.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.