Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.36- Zawsze wiara, nadzieja i miłość.



Zostawiłeś mnie samego, a ja nie wiem czy podołam. Całe moje dotychczasowe życie bazowało na wierze w Boga oraz niesieniu pomocy ludziom poszukującym prawdy. Teraz mam zrobić coś podobnego, ocalić nieświadomych ludzi, przed nimi samymi, jednak wiedza, jaką posiadłem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin jest tak oderwana od mojego dotychczasowego życia i sposobu pojmowania rzeczywistości, że mam obawy.

Antonio zostawiłeś mnie samego na polu już toczonej bitwy, być może nawet dobiegającej końca. Nie wiem czy zdążę ogarnąć to wszystko by móc podjąć słuszne decyzje, nie wiem nawet czy nie wyląduję w więzieniu za morderstwo, którego nie popełniłem. Wszystko wzięło w łep i nadal bardziej i bardziej się gmatwa. Nawet czas działa na odwrót, upływając nie układa poszczególnych wydarzeń w logiczną całość a wręcz przeciwnie, z czasem zapanowuje jeszcze większy chaos.

Co jeszcze przyjdzie mi odkryć, w jaką ciemną i mroczną przestrzeń przeszłości wkroczę? Antonio wiem, że mnie słyszysz i widzisz jak duża burza targa moim wnętrzem. Wstawiaj się za mną u naszego Boga bym wytrwał i zrobił, co należy. Nie chcę i nie mogę zawieść, ani teraz, ani później.

– Nie wiem czy to ma jakiś związek. – Twarz Toma wyrażała niedowierzanie w to, co chciał powiedzieć. – Ale niedawno słyszałem, że kilku wpływowych polityków europejskich chcę przekształcić Unię Europejską w Stany Zjednoczone Europy. Prawdopodobnie pomysł upadnie, ale za kilka lat może już zostać zatwierdzony. – Spojrzał w oczy Uriela – to może mieć jakiś związek z zakonem Illuminati i nowy porządkiem świata.

– Tom to już duży plus. – Uriel nie krył zadowolenia z nowego wspólnika. – Jako osoba postronna dostrzegłeś te wiadomości, zagubione pośród dziesiątków innych mniej ważnych bzdur serwowanych ludziom. Informacja, którą przeczytałeś jest prawdziwa i stanowi element całości. Musisz zrozumieć, że najbardziej strategiczne rządowe stołki są lobbowane za przyczyną organizacji ustanowionych przez międzynarodowe kartele bankowe. Ich tajne spotkania odbywały się w wielu miejscach na ziemi, często z udziałem tych samych osób z komisji trójstronnej, grupy Bilderbergów, Klubu Rzymskiego oraz ONZ. – Uriel złożył dłonie opierając je na metalowym stole sali przesłuchań. – Jednak najbardziej tajnymi są grupy przygotowawcze jak na przykład Bohemian Club czy organizacja SKULL and BONES z uniwersytetu Yayle, której członkiem byli George Bush senior, George Bush junior i John Kerry.

Wszystkie nazwiska wymienione przez Uriela były doskonale znane Tomowi, dwóch prezydentów USA i jeden sekretarz stanu a wszyscy bardzo wpływowi, mający olbrzymią możliwość oddziaływania na światową politykę i koniunkturę. Globaliści, o których wspominał Antonio, pomyślał Tom powracając do dalszego słuchania wciągającej historii.

– Spotkania odbywają się potajemnie a wszystkie wpływowe media milczą lub informacje, jakie podają są szczątkowe wręcz żadne. Tom jak to możliwe, że tak wielu, tak wpływowych ludzi bierze udział w spotkaniu, o którym nigdzie nie ma konkretniejszej wzmianki? – Uriel uciszył gestem dłoni Toma, chcącego udzielić odpowiedzi. – To było pytanie retoryczne, ja ci na nie odpowiem. – Uriel lubił panować nad sytuacją, to było takie jego małe zboczenie. – Tom staje się to jaśniejsze, gdy uświadomisz sobie, że zwykli obywatele tacy jak ja czy ty, nie mają wiedzieć, co ci tam na górze robili, robią i mają zamiar robić, a wież mi ich plany są dalekosiężne, zawsze były.

– Ma to sens i powiem ci uczciwie, że chcąc nie chcąc dostrzegałem te działania mające na celu utrzymanie ludzi niczym stado baranów w obrębie wyznaczonej zagrody. – Tom dopiero od kilkudziesięciu godzin był stopniowo wprowadzany w świat globalnego spisku, ale już mu coś nie pasowało. – Jedno mi nie pasuje w tym wszystkim, skoro globaliści, czy tam członkowie zakonu Illuminati, nie wiem jak już ich nazywać.

– Możesz mówić mordercy. – Zaproponował Uriel.

– Dobrze, dziękuję. Wiem, że na ludzi można oddziaływać poprzez wojny, w ten sposób zmienia się globalne uwarunkowania. Jednak ostatnio nie słyszałem o zbyt wielu wojnach prócz oczywiście tych w Iraku i Afganistanie, ale tutaj chodzi o ropę a nie globalny porządek.

– Jesteś blisko prawdy Tom a jednak jeszcze daleko. Wojny w Iraku i Afganistanie to także forma napędzenia przemysłu USA. W każdym razie abstrahując od tego, inną formą bardziej przemyślaną i niedostrzegalną jest kontrola i manipulacją pieniędzmi. 22 stycznia 1783 roku Kongres ratyfikował umowę w której wszystkie wyemitowane rachunki kredytowe, pożyczony kapitał i długi zaciągnięte przez Kongres przed powstaniem USA będą przez konfederację uważane za obciążające USA jako wynagrodzenie i rekompensatę do której USA uroczyście się zobowiązują. Komu USA są winne te pieniądze? Wielkiej Brytanii, która po dziś dzień kasuje amerykańskie podatki za pomocą IRS, urzędu skarbowego USA. Wielka Brytania, imperium naszych czasów, potęga Illuminati.

– Z tego, co mi wiadomo. – Tom zaczął nie pewnie, ponieważ ekonomia to nie była mocna dziedzina jego życia. – Dług danego kraju to tak naprawdę dług społeczeństwa, nazywany długiem publicznym.

Na twarzy Uriela zagościł szczery uśmiech. Było to dziwne zwarzywszy na sytuację, w jakiej się znaleźli.

– Do tego zmierzałem, dobry ze mnie wykładowca, co Tom? Masz rację to obywatele są dłużni. W każdym kraju na świecie tak jest, była to forma zniewolenia ukartowana na samym początku. W pewnym momencie banki, u których poszczególne kraje są dłużnikami, miały żądać zwrotu zalegających kwot sięgających miliardów dolarów. Co w konsekwencji spowodowało by liczne krachy i bankructwa a nawet wojny. Doskonały plan na unicestwienie dużej liczby ludności.

– Nie sięgamy jednak zbyt daleko z interpretacją? – Tom od początku był sceptyczny. Napływ nowej wiedzy i informacji umiejętnie podanych przez Uriela postawił jeszcze większy znak zapytania. Tom powoli akceptował fakt istnienia zakonu Illuminati oraz bliżej niewyjaśnionych planów globalnego kataklizmu, jednak tego było powoli za wiele.

– Kraver rozumie twój sceptycyzm. Jednak wież mi, że i bez mojej pomocy, gdybyś tylko chciał i rzetelnie poszukał to znalazłbyś wiele informacji na ten temat. Dzisiaj na świecie istnieją ludzie chcący otworzyć oczy ociemniałej reszcie, zazwyczaj są uważani za szaleńców, jednak teorie spiskowe, które serwują, po bliższym i wnikliwszym poznaniu przestają już być tylko teoriami. Tom Jesteś księdzem, i sam wiesz, jak wiele w ostatnich latach występuje objawień przestrzegających przed globalną zagładą. – Tom miał w tej chwili coś na miarę de javu. Dokładnie to, co mówił mu Antonio podczas ich ostatniego spotkania, teraz mówił Uriel, tylko używając nieco innych słow.

– Tom 21 listopada 1933 roku Franklin Roosvelt, prezydent USA napisał. – Uriel zamknął oczy recytując z pamięci. – Tak naprawdę jak wszyscy wiemy finansjera wielkich ośrodków jest właścicielem rządu od czasów Andrew Jacksona. Wyobraź sobie Tom ze to było w 1933 roku, więc co musi być dziś?

– Pełna kontrola? – Zapytał, nie odrywając wzroku od Uriela.

– Tak, totalna kontrola Tom, totalna. Już nie tylko w obu amerykach, ale i Europie a także częściowo Afryce.

Kraver nie zdążył zadać kolejnego pytania, ktoś wszedł do pokoju przesłuchań.

***

Cisza panująca w samolocie była jakaś taka nierealna. Na tej wysokości i z tą prędkością czas płynął inaczej, bardziej spokojnie i leniwie. Błękit mieszał się z promieniami słońca jaśniejącego nad horyzontem. Kate pomyślała, że tak właśnie musi wyglądać inny wymiar, daleko od spraw dnia codziennego. Oczy miała lekko przymknięte a ciało kołysane wraz z samolotem chciało zapaść w głęboki sen.

Pozostali pasażerowie, których było około stu, znajdowali się w podobnym stanie niemego letargu. Jedni wracali do domów inni gdzieś dopiero wyruszali, każdy miał swoje sprawy i plany do realizacji. Problemy większe, mniejsze, radości i smutki nikomu nie były obce. Kate lubiła czytać w myślach napotykanych osób. Móc, chociaż przez moment zgłębić szczegóły znane tylko danemu człowiekowi, poznać jego troski i obawy, poznać elementy życia utrzymywane w najgłębszych miejscach umysłu.

Ktoś kiedyś powiedział, że patrząc w oczy możemy spojrzeć w głąb duszy danej osoby a Kate szczerze wyznawała ten pogląd, nie raz uratował ją przed niemiłymi skutkami podejmowanych decyzji. Oczy i dusza, tak to prawda powtarzała sobie częściej niż by chciała, to był jej prywatny dogmat. Znajdując się kilka tysięcy metrów nad poziomem morza, będąc bliżej nieba, powróciła do wspomnień. Wspomnień o jednym człowieku, Antonio Mazar.

Każde pokolenie ludzi ma swojego idola, mentora i przewodnika, dla niej Antonio był najważniejszym drogowskazem a przede wszystkim przyjacielem, na którego mogła liczyć nawet wtedy, kiedy zostawała całkowicie sama. W życiu jest się raz na wozie a raz pod, to normalne, jednak samemu ciężej przetrwać gorsze momenty. W takich chwilach podążała właśnie do niego, nie zdążyła nawet opowiedzieć, o co chodzi a Antonio pytał zawsze w ten sam czuły i troskliwy sposób, jak mogę ci pomóc drogie dziecko.

W momencie, w którym dowiedziała się o jego śmierci całe życie stanęło pod znakiem zapytania. Wszystkie rady i rozmowy nabrały nowej barwy i mocy. Z za zasłony śmierci Antonio Mazar z jeszcze większą siłą przemawiał do niej. Postanowiła zmienić wiele rzeczy i przyzwyczajeń życiowych, do których Antonio nie miał przekonania a wręcz odradzał jej obecnie prowadzony styl życia. Potrzebuje radykalnych zmian, powtarzała w myślach.

Coś zawibrowało w kieszeni Kate, leniwie sięgnęła po małego smart phone’a chcąc zobaczyć, co pokaże wyświetlacz. Niewielki grymas zagościł na jej twarzy, dzwonił namiętny kochanek, być może chce więcej, pomyślała. Nie odebrała, schowała telefon z powrotem do kieszeni, chciała zerwać z przeszłością a przynajmniej z tą jej częścią. Jeszcze do dziś była zakładnikiem codziennych namiętności i obaw pukających do drzwi jej życia, często dając się opętać wielu pokusom wnoszącym nie ład, rujnujących od środka to, co trwałe, fundament wiary.

Kate po mimo wszystko nadal czuła płomyk nadziei, tlący się w jej wnętrzu, ciepło spoczywające gdzieś w głębi jej natury. Nie mogła tego zatracić. Jeżeli nie będziesz patrzeć, nigdzie nie dojdziesz Kate. Zagubisz się i nie odnajdziesz swojej drogi. Powtarzał Antonio.

Tego poranka, kiedy dowiedziała się, że Antonio odszedł na dobre, tak bardzo chciała powiedzieć mu to wszystko, czego nie zdążyła przez te wszystkie lata. Nie mogła. Bezsilność bywa najgorszą z możliwych udręk. Łzy spływały po twarzy Kate. Nie powstrzymywała tego i nie ukrywała, wiedziała, że to naturalna forma oczyszczenia organizmu a ona była człowiekiem, który nie ukrywa uczuć, była samotnym wędrowcem poszukującym swojego miejsca w życiu. Miała tyle lat a mimo to jeszcze go nie odnalazła.

– Proszę zając miejsca i zapiąć pasy. Za pięć minut będziemy lądować. – Gruby, nieco zniekształcony głos pilota, popłynął z głośników, regularnie ułożonych wzdłuż całego samolotu. – Dziękuję za wspólny lot i witam we Włoszech.

Kate wyprostowała kręgosłup niczym niedźwiedź budzący się z zimowego letargu, przetarła policzki dłonią zapinając zgodnie z poleceniem cienki ciemny pas przymocowany do fotela.

Port lotniczy Foggia był położony trzy kilometry od centrum miasta, centrum, w którym znajdował się posterunek policji, jej obecny cel i priorytet, to tam miała odszukać Toma Kravera. Antonio sporo opowiadał o wyjątkowym księdzu egzorcyście z polski. Kate nie mogła zrozumieć jak to możliwe, że ten sam ksiądz jest zamieszany w morderstwo Antonia. Jeżeli to prawda wszystkie dotychczasowe ustalenia ulegną zmianie, nie będzie mogła zrobić tego, o co prosił ją Mazar.

Jeżeli jednak jest niewinny będzie musiała go z tego wyciągnąć, czasu było nie wiele, musiała obmyślić jakiś plan uwolnienia Toma a także sprawdzenia jego wiarygodności. W całej tej sprawie nie dawała jej spokoju kolejna postać, rzekomego wspólnika Toma, którego odciski palców nie widniały w rejestrze Interpolu, ten człowiek po prostu nie istniał. Wiedziała, że Tomowi jeszcze może zaufać przez wzgląd na Antonia jednak temu drugiemu nigdy nie zaufa.

Wyjrzała przez niewielkich rozmiarów okno, lotnisko nabierało kształtu i rozmiarów. Już nie długo, pomyślała, nie długo. Zamknęła zmęczone oczy na te kilka dodatkowych minut, wspominając fragment wykładu, jaki Antonio wygłosił w ośrodku dla uzależnionej młodzieży. Kate nie była uzależniona jednak zapamiętała tamtą chwilę czując, że nigdy nie zapomni jej przesłania.

Możecie wejść do całkowicie ciemnego pokoju, przepełnionego mrokiem zła i zapalić małą świeczkę a ciemność natychmiast zniknie. Ale nie da się zrobić odwrotnie. Nikt nie jest w stanie wejść z dowolną ilością ciemności do oświetlonego pokoju wypełnionego światłem prawdy i mądrości a następnie za pomocą posiadanej ciemności przyćmić owe światło, to bezskutecznie działanie.

To metafora, o której często mówię i rozmyślam, gdy czuję, że zaczyna brakować mi sił, kiedy ogarnia mnie zamęt wątpliwości. To wspaniała lekcja dla mnie i dla każdego dowiedzieć się, że jesteśmy po zwycięskiej stornie. Stronie wiary. Na początku powstaje myśl, która jak rozkwitający kwiat przeistacza się w słowo, które z kolei owocuje czynem, będącym jak słońce na firmamencie Nieba. Z czynem w parze podąża wierna intencja, która sprawia, że każdy skutek jest obleczony w uczucia będące najgłębszą tajemnicą każdego człowieka.

Tak jak głos posiada swoje echo w niektórych otwartych umysłach, tak też większość uczynków nie pozostaje bez reakcji wtórnej, będącej wykrzyknikiem po wypowiedzianych słowach i dokonanych czynach. Ów echo to emocje wywołane w ciszy duszy, ukryte niczym słowa nigdy niewypowiedziane.

Oby zawsze były to emocje przepełnione radością, miłością, harmonią, poczuciem wypełnienia miejsc niewypełnionych. Lecz jeżeli wkradnie się coś negatywnego, wówczas jeszcze silniej myślmy i przeżywajmy głęboko w sobie chwile, które były jak moment pobytu w raju na ziemi Moi drodzy zawsze wiara, nadzieja i miłość.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.