Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.40- Sekretne spotkanie w Watykanie i powołanie Ultima Sigillum.

Udostępnij


Było już ciemno, gdy Michał wracał z pracy. Ciało i umysł, ogarnięte zmęczeniem, pragnęły jak najszybciej dotrzeć do ciepłego zacisza rodzinnego domu. Mama na pewno czeka z kolacją, pomyślał przyspieszając kroku na samą wzmiankę o ciepłym posiłku. Michał już od kilku lat posiadał stałe zatrudnienie w pobliskiej firmie wytwarzającej opakowania tekturowe. Praca była pewna i dawała jakąś formę bezpieczeństwa, ponieważ zapotrzebowanie na pudełka tekturowe, co roku wzrastało.

Do tego bardzo dobrze prowadzona polityka marketingowa gwarantowała poszerzenie rynku zbytu także za granicę. Michał, każdego poranka, z chęcią i pozytywnym nastawieniem witał nowy dzień, cieszył się, że ma, co robić, ma pracę. Obecna sytuacja w Polsce, kraju od kilkudziesięciu lat demokratycznym, przybrała niestabilną postać. Wielu ludzi nie miało pracy, wielu wyjeżdżało za granicę w poszukiwaniu lepszego życia.

Powstaje pytanie ilu Polaków oraz ile Polek może czekać by otrzymać pracę we własnym kraju? Uczciwą pracę. Dzisiaj polska jest okupowana przez wielkie molochy zagraniczne, które niczym obozy pracy wyniszczają każdego za najniższą pensję. Ludzie traktowani jak zwierzęta zaczynają kierować się zasadą przetrwają najsilniejsi. Iluż ludzi i polskich przedsiębiorstw zostało zniszczonych przez wielkie konsorcja zagraniczne, które nawet nie odprowadzają podatków, lecz ślą je do zagranicznych rąk.

Nie było zasad, nie było granic. Polska kraj chrześcijański ewoluował w dziką dżungle. Jak to możliwe? Demokracja przerodziła się w niepohamowaną i zwierzęcą pogoń za nowym bogiem, którym stał się pieniądz. Dramat, takie słowa przychodziły na myśl Michała, dramat i wielka trwoga. Dzisiaj pomagając drugiemu sami na siebie ściągamy kłopoty i problemy. Co się stało z wielką i chwalebną spuścizną polski, którą stanowił Bóg, honor, ojczyzna?

Michał od wielu lat starał się być realistycznym optymistą, cud, jakiego doświadczył przed laty wycisnął niezatarte piętno na jego duszy. Miał pewność, że to naprawdę On, że to sam Bóg uzdrowił go z ciężkiego schorzenia posługując się nieznanym księdzem, który akurat w tamtym momencie przystanął na drodze jego życia.

Od Tamtego pamiętnego wydarzenia Michał był apostołem miłości i miłosierdzia niosącym przesłanie radości i wiary. Nie odwracał wzroku od osób opuszczonych, dotkniętych nędzą. Sam kiedyś potrzebował cudu, teraz starał się odpłacić jak mógł za otrzymane dobro. Robił wszystko, aby przełamać dominacje zła i rozproszyć mrok ciężkiego życia, przygniatającego do ziemi, bezlitosnego i momentami nieuczciwego. Życia, które zgotowali ludziom inni ludzie.

Nie raz widział osoby starsze, walczące z łzami w oczach o przetrwanie o odrobinę godności, poczucia człowieczeństwa w oczach innych. Zdawali się wołać ostatnimi siłami my też jesteśmy ludźmi, nie opuszczajcie nas, to gorsze niż pewna śmierć. Słał innym pozytywną wiadomość, że nigdy nie jest za późno, kiedy zależy człowiekowi na drugim człowieku wówczas zawsze jest czas na zmiany.

Pośród wielu błędów, upływającego życia można dostrzec blask wiary w oczach innych by nigdy nie stać obok. W mroku nocy Michał pośród natłoku wielu myśli podążał samotnie drogą prowadzącą do domu, opierając umysł i duszę kolejnej fali myśli. Co jeśli dzisiejszy dzień będzie ostatnim dniem twojego życia? W co wierzysz? Czego potrzebujesz? Czy napotkasz pomocną dłoń wyciągniętą w twoim kierunku? Wiara w miłość może uratować twoje życie, każdy potrzebuje móc z kimś porozmawiać, czuć czyjąś obecność. Tylko wspólnie możemy zajść dalej i dalej, bo wiara czyni ludzi najmocniejszymi z mocnych.

***

Jechali dwie godziny rozsypującym się samochodem, gubiąc po drodze jeszcze dwa kołpaki i jedno lusterko. Tom dopiero teraz zauważył, że pod stopami brakuje fragmentu podwozia, dziura wielkości stopy ukazała szybko przemijający asfalt. Dobrze, że nie jest większa, bo bym już tutaj nie siedział, pomyślał uśmiechając się do widoku z za szyby.

W stresie i napięciu czas mija szybciej niż zwykle, dlatego dwie godziny jazdy przepłynęły niezauważenie. Wielka Foggia została daleko w tyle, teraz jechali jakąś wymarłą drogą dwupasmową od czasu, do czasu mijając inne samochody. Dookoła panował wiejski krajobraz, zielone drzewa znaczyły szlak nieco podziurawionej drogi, wijącej się pośród kilku domów z gospodarstwami rolnymi. W odróżnieniu od betonowego świata i wielkich metropolii tutaj panowała całkowita harmonia i cisza. Na skołatane nerwy całej trójki nie było lepszego lekarstwa niż możliwość przebywania w tej okolicy.

– Mógłbym tutaj pozostać na resztę swojego życia. – Oznajmił Tom, nie kryjąc przy tym wielkiego zachwytu i miłości do wiejskiej sielanki. Kate spojrzała na niego jednak nie wypowiedziała ani jednego słowa. Przejechała jeszcze kilka metrów szybko zwalniając i skręcając w stronę wielkiego drzewa. Zaparkowała w cieniu mocno rozpostartych gałęzi. – Nie bierz tego tak na poważnie. – Zaczął tłumaczyć. – Miło byłoby tutaj zamieszkać jednak może innym razem nie dziś.

– Tom prawda? Chyba mogę tak do ciebie mówić. – Spojrzała na niego wysiadając z samochodu. – Czas porozmawiać i wyjaśnić kilka spraw nagromadzonych przez czas i narastające niedomówienia.

Najwyższy czas, pomyślał Kraver, jednak czy aby to miejsce jest bezpieczne na niezapowiedziane debaty. Nie znali okolicy, nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać, tym bardziej, że prawdopodobnie właśnie teraz pół włoskiej policji zaczyna ruszać na łowy polując tylko na nich.

– Czy to miejsce jest bezpieczne?

– Oczywiście, że nie, niemniej jednak z możliwych najbezpieczniejsze. – Spojrzała na masywne drzewo. – Tom zawsze możesz wejść i przycupnąć w koronie tego drzewa. – Chłodna i rzeczowa odpowiedz szybko zadowoliła Toma.

– Co teraz zrobimy? – Spytał. – Jakie będzie następne posunięcie?

– Tom musimy opuścić Włochy i to jak najszybciej. Z każdą upływająca minutą nasze szanse maleją. W obliczu zorganizowanej i przemyślanej akcji policji my również powinniśmy podjąć szybkie decyzje.

– Opuścić Włochy? Ale dokąd? Czy ty w ogóle wiesz, dlaczego jesteśmy ścigani?

– Prawdopodobnie zabiliście Antonio Mazara. Spokojnie Tom, ja w to nie wierzę, dlatego tutaj jestem ratując wasze tyłki i narażając swój. – Na słowa prawdopodobnie zabiliście Antonio Mazara, ja w to nie wierzę Tom poczuł napływ nieodpartej ulgi, wreszcie ktoś jest przekonany o jego niewinności.

– Skąd ta pewność? – Próbował podpuścić Kate.

– Znałam Antonio Mazara, był dla mnie jak ojciec. Często wspominał o tobie i zawsze były to pozytywne wspomnienia, dlatego śmiem twierdzić, że jesteś niewinny.

– Znałaś Antonia? – Tom nie ukrywał zaskoczenia. W przeciwieństwie do Kate, Antonio nigdy nie opowiadał mu o niej. Może to jakieś kolejne kłamstwo, w ostatnim czasie napotykał ich wiele. – Jak go poznałaś?

Ultima Sigillum czy coś ci to mówi? – Powiedziała głośno. – Ostatnia Pieczęć.

Po raz kolejny Tom został zaskoczony. Ultima Sigillum rzekoma tajna organizacja działająca w Watykanie. Jednak skąd ona o niej słyszała? Czy wszyscy wiedzą więcej niż on? Odkąd podjął drogę wyznaczoną przez Antonia każda napotykana osoba wiedziała więcej od niego. To frustrujące być jedynym niewtajemniczonym pośród wtajemniczonych.

– No więc? – Widząc, że przez umysł Toma przepływa burza myśli wznowiła pytanie. – Halo ocknij się, nie mamy czasu na rozmyślanie, tylko krótkie tak lub nie.

– Tak, wiem sporo o tej organizacji. – Chwila ciszy. – To znaczy może nie tak sporo, po prostu trochę wiem. – Ponowna cisza. – Wiesz tak naprawdę prawie nic nie wiem. – Kate uśmiechnęła się, doceniając rozbrajająca szczerość Kravera.

– Nie trzeba było tak od razu? – Poklepała po ramieniu jeszcze lekko zmieszanego Toma. – Szczerość, to właśnie tego nam teraz potrzeba. – Kate podeszła bliżej grubego pnia drzewa opierając się o chropowatą korę plecami. – Tom Ultima Sigillum to tajna organizacja mającą siedzibę w Watykanie. Podlegają jedynie papieżowi i przez papieża zostali powołani. W 1987 roku Jan Paweł II podjął decyzję o zwołaniu sekretnego spotkania z najbardziej zaufanymi współpracownikami, do których należeli między innymi Joseph Ratzinger i Jorge Mario Bergoglio.

– Późniejsi papieże? – Przerwał zdumiony Tom.

– Tak masz rację, nie zabrakło także Stanisława Dziwisza czy kardynała Rivery.

Kardynał Stanisław Dziwisz. Tom powtórzył w myślał jeszcze raz zasłyszane imię i nazwisko, to tłumaczy, czemu przez te wszystkie lata był zawsze blisko Jana Pawła II, mieli wspólne tajemnice a pośród nich największą, istnienie stowarzyszenia Ultima Sigillum.

– W obliczu wypełniających się przepowiedni i licznych objawień, jakich doznał Jan Paweł II.

– Zaraz, Jan Paweł II miał objawienia? – Zapytał zdumionym głosem Tom.

– Od 26 roku życia regularnie objawiała się mu Matka Boska, myślałam, że jako rodak Karola Wojtyły będziesz o tym wiedział. – Nie Tom nic o tym nie wiedział. Była to druzgocącą informacja. Jan Paweł II papież wszechczasów systematycznie i przez cały pontyfikat był prowadzony przez niebo. Niesamowite, pomyślał Tom. Musiał szybko powrócić do rzeczywistości, ponieważ Kate kontynuowała.

– Objawienia w Medjugorie, kometa ISON, problemy z pogodą, Atak atomowy na Hiroszimę i Nagasaki, meteor nad Czelabińskiem. Naprawdę nie dostrzegasz znaków czasu? Gigantyczna Grupa plam na słońcu odkryta w listopadzie 2014 roku. Tom ona miała rozmiary jupitera, nigdy astronomowie nie zaobserwowali tak wielkich anomalii. Tom znaki na słońcu, nie czytasz apokalipsy?

Nigdy w tak otwarty sposób Tom nie rozmawiał o czasach ostatecznych jak w tej chwili z Kate, osobą zupełnie mu obcą a jednak czuł, że może całkowicie jej zaufać, jeżeli Antonio Mazar jej ufał i wierzył.

– Tak dostrzegam je, mimo wszystko staram się zbytnio o tym nie mówić. Nie każdy jest gotowy na tego typu informację.

– Tom tutaj nie chodzi o gotowość, to nie ma nic do rzeczy, bo czy świat jest gotowy czy nie, jego koniec jest bliski, bliższy niż przypuszczasz. – Kate na chwile zamilkła, chciała zebrać słowa, których potrzebowała użyć do wypowiedzenia kolejnych myśli.

– Powiem ci rzecz, o której wiedzą jedynie osoby wtajemniczone. To wiedza, która z założenia nie jest przeznaczona dla mnie czy dla ciebie. Jednak Antonio pewnego zimowego wieczoru powiedział mi coś, co pamiętam po dzień dzisiejszy i nie zapomnę do śmierci.

Kate podeszła bliżej Toma, starając się przyciągnąć go jak najbliżej siebie. Stali naprzeciw siebie czując wzajemny oddech na twarzy. Tom nie za często a w zasadzie nigdy nie był tak blisko kobiety jak w tym momencie, dlatego skupienie nad tym, co miał zaraz usłyszeć nie było łatwe.

– Tom. – Kate zaczęła wolno, tak by każda myśl zdołała zmaterializować się w słowo. – Czas nie jest liczony indywidualnie dla jednostki, lecz wspólnie dla całego świata.

Czas nie jest liczony indywidualnie dla jednostki, lecz wspólnie dla całego świata. Co to znaczy, pomyślał Tom, ale nic nie przychodziło mu do głowy, co to za matematyczne roszady słowne?

– Nie rozumiem, jak to wspólnie?

Kate chwilę milczała patrząc badawczo w oczy Kravera.

– Przed założeniem świata Bóg wyznaczył wspólny czas, jaki będzie miała cała ludzkość na odkupienie swoich win. Jest to jedna gigantyczna pula lat podzielona pomiędzy wszystkich ludzi, którzy żyli, żyją i jeszcze się narodzą.

– Zaraz, mówisz tak jak gdyby Bóg już na samym początku wiedział, jaka będzie ostateczna liczba wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek zostaną stworzeni.

Kate ponownie obdarzyła Toma szczerym uśmiechem.

– Tom jako ksiądz powinieneś wiedzieć, że Bóg wie wszystko. Ale to nie koniec. Bóg wiedział już na samym początku, jaka będzie liczba ludzi, którzy zostaną stworzeni na przestrzeni wszystkich tysiącleci. Wiedział tez, jaka będzie liczba zbawionych. Jest to liczba równa liczbie upadłych aniołów. Tak Tom, człowiek zastąpi miejsce upadłych aniołów w niebie, sztuka za sztukę.

Takich rzeczy nie uczono Toma w seminarium ani nigdzie dotąd. Tak naprawdę nikt nigdy wcześniej w ten sposób nie przedstawił historii zbawienia, jak kobieta stojąca teraz twarzą w twarz z Kraverem. Czas liczony wspólnie, człowiek za upadłe anioły. Zaiste ta wiedza musi być naprawdę tajemna pomyślał Tom, tak tajemna, że pierwsze trupy już otworzyły pulę śmierci.

– Jest grupa ludzi na tym świecie, którzy o tym doskonale wiedzą, i zrobią wszystko by czas biblijnego sądu ostatecznego prędko nie nadszedł, rozumiesz.

– Antonio wspominał coś o ludziach, którzy właśnie chcą przyspieszyć dzień sądu. – Tom z satysfakcją wykrył rozbieżność w tym, co mówił Antonio a Kate.

– Kraver zrozum, że Antonio mówił o ich sądzie, w którym będą sędziami a nie tylko i wyłącznie zwykłymi jednostkami poddanymi osądowi. Mamy tutaj do czynienia z dwoma sądami. – Zauważyła Kate. – Pierwszy to sąd ostateczny przepowiedziany w Biblii, w którym sędzią będzie Bóg a człowiek i upadłe anioły zostaną osądzeni. Drugi sąd to globalny holokaust wywołany działaniem grupy ludzi, którzy do końca nie są ludźmi, przynajmniej tak mówił Antonio. – Wtrąciła cicho Kate. – A po co ta niszczycielska hegemonia? By ograniczyć liczbę ludzkości, by ta nie marnowała lat ze wspólnej puli, o której wyżej mówiłam.

– Co znaczy nie są do końca ludźmi? – Tom z wytrzeszczonymi oczami wypowiedział jedno z wypowiedzianych zdań.

– Nie wiem, ale znam kogoś, kto powinien wiedzieć. – Kate nie znała tego kogoś osobiście, ale ten szczegół wolała zachować dla siebie.

– Nie da się odsunąć sądu ostatecznego to jakiś absurd. – Tom nie krył niedowierzania, próbował to zrozumieć jednak nie mógł, to jakieś science fiction. – Powiedz mi jeszcze jedno. – Kraver przyłożył dłoń do twarzy, zakrywając delikatnie usta. – Ty też należysz do Ultima Sigillum?

– Nie, ale wiem tyle ile zdążył opowiedzieć mi Antonio. – Jeszcze chwile stali tak naprzeciw siebie żwawo dyskutując i gestykulując. Nie zauważyli, że Uriel odzyskał przytomność i teraz stał kilka metrów za nimi przysłuchując się każdemu wypowiedzianemu słowu.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.