Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.41- Czy można umrzeć w wyniku skoncentrowanego działania sił zła?

Udostępnij


Móc porzucić strach, skierować dalsze kroki w kierunku wielkiego zwycięstwa. Móc wierzyć by móc powstać. Poczuć w głębi duszy powracające życie. Boże jesteś wszystkim, czego mi teraz potrzeba. Oddaję ci moje ręce, moje nogi i moje serce kieruj nimi tak jak uznasz to za słuszne, pozwól mi jednak wytrwać do końca. Tom Kraver jeszcze chwilę modlił się w skupieniu własnymi, wypływającymi prosto z serca słowami. Ciszę przerwały słowa Uriela, przepełnione zmęczeniem i cierpieniem.

– Przyjaciele jest nas trójka, najprawdopodobniej niebawem będzie już tylko dwójka, ponieważ umieram, dlatego…

– Nie umrzesz. – Zdecydowanie zamanifestowała swoje zdanie Kate, przerywając Urielowi w pół zdania. – Zawieziemy cię do szpitala, nie będzie łatwo, ale damy radę. Nie umrzesz nie pozwolimy na to. – To prawda, rany, jakie odniósł Uriel można było skutecznie leczyć przy użyciu współczesnej medycyny. W obecnej sytuacji nie potrzebowali kolejnego zmartwienia w postaci zwłok Uriela, po za tym był człowiekiem, należało ratować jego zdrowie i życie.

– Nie o to chodzi. – Lekceważąco odparł Uriel. – Umieram nie w skutek odniesionych ran, lecz z woli sił zła skoncentrowanych w jednym człowieku. Przed nim nie ucieknę, on zawsze mnie znajdzie, dlatego do póki jeszcze chodzę i mam możliwość odkupić własne winy, zrobię wszystko ku temu by ocalić resztkę mej duszy.

Człowiek, w którym zostało skoncentrowane całe zło. Tom Kraver i Kate nie rozumieli ani słowa z tego, co powiedział Uriel. To wszystko brzmiało bardzo złowieszczo i skrajnie jednak ciężko było odnieść je do rzeczywistości.

– Urielu obecna sytuacja sprawia, że możemy na siłę szukać skrajności w życiu, jednak źli ludzie od wieków nękali całe społeczeństwa jak choćby Hitler czy Neron.

– Tom, człowiek, o którym mówię jest wcieleniem zła. Możesz nazwać go antychrystem przepowiedzianym w Biblii. Posiada moc, która nie pochodzi z tego świata. – Chwila przerwy zapowiadała mocne zakończenie. – Ten człowiek to Verdus, Lucyfer w szacie człowieka, którego nazywają Rivera.

Kate i Tom stali jak dwa posągi marmuru, gdy usłyszeli imię Rivera. Jeszcze przed chwilą rozmawiali o tajnym spotkaniu zorganizowanym przez Jana Pawła II, w którym uczestniczył wyżej wspomniany Rivera.

– Czy ten Verdus, Rivera jest w jakiś sposób powiązany z Kościołem Katolickim. – Z niedowierzaniem zapytała Kate.

– Tak jest kardynałem i ma bardzo bliskie stosunki z najwyższymi współczesnego Kościoła. To on zlecił morderstwo Antonio Mazara oraz twoje Tom. Chyba nie sądziłeś, że incydent przed lotniskiem był przypadkowy.

– Skąd o tym wiesz? – Z gniewem zapytał Tom czując narastającą niechęć do Uriela.

– Spokojnie tam przed lotniskiem to ja uratowałem ci życie w porę odciągając z pod kuł nadjeżdżającego samochodu. Gdyby nie ja byłbyś już zimnym trupem. Na pewno chcesz wiedzieć skąd o tym wiedziałem. – Rzeczywiście Tom był w tej chwili skłonny do najczarniejszych podejrzeń. Być może Uriel to wtyczka, która teraz zabije i jego i Kate, ta myśl zmroziła krew w żyłach Toma. – Kiedy Rivera zlecił mi zabójstwo Antonia wiedziałem że ciebie też czeka ten sam los. Postanowiłem cię śledzić by móc ochronić. – Spojrzał głęboko w oczy Toma. – Czuję, że odegrasz jeszcze bardzo ważną rolę w tej całej sprawie nim nasza podróż dobiegnie końca.

– Jesteś zamieszany w zabójstwo Antonia? – W nagłym przypływie emocji Kate rzuciła się w stronę Uriela.

Gdyby Tom nie złapał Kate a Uriel w porę nie usunął się przed szarżującą nieznajomą mógłby ciężko odczuć to starcie.

– To nie ja go zabiłem i nie miałem nawet najmniejszego zamiaru tego zrobić! – Wrzasnął Uriel. Lecz szybko tego pożałował, ból, jaki przeszył jego ciało był nie do zniesienia. – Przez to, że tego nie zrobiłem teraz umieram! Rozumiesz umieram! – Sytuacja była bardziej skomplikowana niż cała trójka sobie to wyobrażała. Wszyscy posiadali swoją wiedzę i zamiary jednak uświadomienie sobie, że tak naprawdę podążają w jednym kierunku nie było łatwe, wręcz obecnie wydawało się nie możliwe. Kiedy tracili czas na dochodzenie prawdy dotyczącej wzajemnych relacji czas uciekał nieubłaganie.

– Dość tego, uspokójcie się! – Siłą głosu Tom starał się zapanować nad sytuacją. – Wiem, że ciężko w tej chwili o jakiekolwiek zaufanie, sam mam liczne obawy i pytania, ale nie mamy wyjścia. Na froncie jesteśmy tylko my i nikt więcej. Wizja nadchodzącego bliżej nieokreślonego kataklizmu, człowiek będący antychrystem i liczne niebezpieczeństwa, jakie na pewno na nas czekają pożrą nas żywcem, jeżeli nie będziemy działać wspólnie.

Uderzył mocno pięścią w grube drzewo, pod którym nadal stali.

– Albo działamy wspólnie albo giniemy jeden za drugim w samotności!

Ostanie słowa przeszyły umysł Kate i Uriela niczym paląca strzała. Giniemy… Samotność… Perspektywa porażki napawała lękiem, jednak nie o samych siebie, lecz o ludzi, którzy żyjąc w nieświadomości zostali skazani na śmierć.

– Zapanujcie nad emocjami one nam teraz nie pomogą. – Jednak Tom sam do końca nie wierzył w to, co powiedział. Był on, Kate, której nadal nie znał i Uriel niedoszły morderca Antonia a to sprawiało, że Tom Kraver tak naprawdę był nadal sam. Do tego jeszcze rzekoma śmierć czyhająca na Uriela. Zastanawiał się czy to rzeczywiście możliwe? Czy można umrzeć w wyniku skoncentrowanego działania sił zła?

***

Wysokie ceglane domy tworzyły antyczny klimat dawnych lat, tutaj czas cofał się, było jakoś inaczej. W komponowane małe okna lekko rozwiewały surowy wygląd ścian. Michał postanowił tego wieczoru użyć skrótu, podczas powrotu do domu. Wąska, lecz długa alejka rozdzielająca dwa szeregi budynków mieszkalnych biegła na odległość trzystu metrów.

Było zimno a do tego padający deszcz potęgował odczucie chłodu, to był wystarczający powód do skorzystania z zachęcającego skrótu. Michał porzucił licznie uczęszczaną ulicę skręcając ostro w pokrytą zalegającym mrokiem alejkę. Musiał uważać pod nogi, liczne kosze na śmieci, rozbite butelki czy zdechłe szczury ścieliły niczym dywan tajemne przejście.

W powietrzu dominował zapach stęchlizny oraz zgnitych resztek jedzenia, ciche piski dobiegające z mroku zdradzały dużą liczbę wygłodniałych zwierzątek, które nie chciały zmarnować nawet kawałka wyrzuconej żywności. Echo kroków odbijało się od ścian wąskiego przejścia podążając przed Michałem. Zakrył usta dłonią chcąc mocno odchrząknąć nieprzyjemny smak wdychanego powietrza, wdzierającego się przez nos i usta.

Ktoś zaświecił światło w jednym z mocno zabrudzonych okien, wyglądając przez nie chciał sprawdzić, kto idzie. O tej porze, kiedy ciemność przejmowała władzę nad ziemią, umysł ludzki bardzo szybko zmieniał sposób postrzegania rzeczywistości, to nie był dzień a już noc. Nieodgadniona tajemnica skrywana w mroku mogła mocno pobudzać ludzki mózg i doznawane emocje.

Człowiek w ciemności zachowuje się zupełnie inaczej, jest bardziej ostrożny i przygotowany na rzeczy, można powiedzieć nie z tego świata. Wystarczy lekki huk lub niewielkie skrzypnięcie by strach i niepewność przepełniły wnętrze zatrwożonego człowieka, takiego jak ten wyglądający przez niewielkich rozmiarów okienko.

Michał dochodził już praktycznie do połowy przejścia, pozostawiając ciekawskiego za sobą a przed sobą odkrywając niewielkich rozmiarów pomost przebiegający właśnie nad jego głową. Wąskie połączenie dwóch szeregów kamienic zostało wyposażone w już mocno zardzewiałą barierkę i cienkie deseczki wyłożone jako podłoga.

Michał na moment zatrzymał się strząsając z ubrania nagromadzone krople deszczu. Liczył, że opady ustaną całkowicie, jednak nie zanosiło się na to, dlatego też ruszył dalej przyspieszając kroku. Z satysfakcją spojrzał na zegarek, który wskazywał, że na skrócie zyskał dwanaście minut. Dwanaście minut mniej na ulewnym deszczu, warto było, pomyślał postanawiając, że od dziś będzie częściej korzystał z tajnego przejścia.

W tym całym pośpiechu nie zauważył osamotnionej postaci, czającej się na pomoście. Ciemna mara bacznie obserwowała znikającego na końcu alejki Michała. Stała nieruchomo z rękami schowanymi w kieszeni długiego czarnego płaszcza, twarz otulona lekkim mrokiem zdradzała jedynie dwoje czerwonych oczu, uszy wyraźnie odstawały na boki, co w połączeniu z łysą głową tworzyło nieludzki kształt. Samotna postać wyciągnęła prawą dłoń z kieszeni, powoli zbliżając do ust. Oblizała palec wskazujący, wyraźnie pokryty cieknącą krwią, po czym odwróciła się znikając w ciemności nocy. Alejka opustoszała coraz mocniej tonąc w kroplach padającego deszczu.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.