Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.5- List część 2.

Prześlij dalej:

tlo-artykulow-4

[fb_button]

Czy wierzycie w swoje marzenia i samych siebie? Macie siłę by sięgać po to, na co macie ochotę? Często potrzebujemy uleczenia naszego ciała i naszej duszy a jednak nic z tym zrobić nie możemy, jedynie czekamy i staramy się nie tracić odwagi. Czy dostrzeżemy światło w tunelu czy będzie to tylko nadjeżdżający pociąg? Nie znamy przyszłości, ale mimo wszystko próbujemy żyć najlepiej jak potrafimy, upadamy i podnosimy się, śmiejemy i płaczemy, wygrywamy i przegrywamy, ale po prostu próbujemy, ponieważ postawa działania może nas tutaj na ziemi ocalić.

To też chwyćmy nasze marzenia mocno i wznieśmy wzrok do góry a z pewnością blask wschodzącego słońca oświetli naszą twarz, oświetli naszą teraźniejszość. Niestety czasem jasność jest ulotna, po niej nadchodzi mrok, dookoła nas panuje noc i jedynie tlący się płomień wiary rozgrzewa nas od środka. Czasem, gdy nie ma już nic, pozostaje tylko wiara. Dominico Tarvage był pełen wiary i rozpaczy, balansował na krawędzi po między nadzieją a beznadzieją, w tym momencie stanowił uosobienie tego, co najlepsze z tym, co najgorsze. Jednak spójrzmy, co napisał w dalszej części listu.

Dzisiaj obchodzę urodziny już czterdzieste piąte, do niedawna myślałem, że to najwyżej półmetek mojego istnienia ludzkiego, dziś już wiem, drzwi zamykają się a ja przechodzę przez próg życia i śmierci. Nadszedł czas by spłacić winy moich błędnych decyzji, trochę się ich nagromadziło a szala sprawiedliwości jest miażdżąca. To przemożna siła, która nie zważa na zewnętrzne wpływy i naciski. Sprawiedliwość w przeciwieństwie do ludzi jest stała i bezkompromisowa od wieków. Dziś po raz ostatni udam się na spotkanie Bractwa Cieni. Jestem jego członkiem od wielu lat, zbyt wielu. Zostałem zwerbowany przez mojego bardzo dobrego przyjaciela z czasów młodości, który niestety już nie żyje. Został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach a jego głowa odrąbana od reszty ciała spoczywała nabita na pal. W ustach znaleziono srebrną monetę, po dziś dzień nie wiem czy to był makabryczny żart czy może było w tym celowe działanie.

Noszę w sobie obawy, że jego śmierć mogła mieć związek z czymś, co odkrył na temat Bractwa Cieni. To wydarzenie wycisnęło piętno w mojej podświadomości, zmusiło do myślenia i wnikliwszego przyjrzenia drodze, którą przed laty obrałem. Od tamtego czasu mam nieodparte wrażenie jakoby śmierć już na dobre dostała się do mojego życia, towarzysząc mi na każdym kroku. Szczególnie w momentach osamotnienia wyczuwam zmysłami czyjąś obecność, to coś spogląda na mnie, pożąda mojej duszy, chce przejąć nad nią kontrolę. Panująca wówczas cisza nieomal potwierdza strach samej natury, która czegoś się boi, czegoś nienaturalnego. Trwoga całkowicie paraliżuje ciało pozostawiając mnie sam na sam z tym, co czai się w mrokach mojego umysłu.

Czy już dostrzegasz myśl, do której zmierzam? Odpowiedzialność. Podjęcie pełnej odpowiedzialności za innych, wymaga niezachwianej odwagi. Wystawieni na ciągłe niebezpieczeństwo, gdzie zagrożony będzie nasz umysł i dusza, o którą ostatecznie nikt się nie upomni gdyż śmierć pojedynczego człowieka, zbyt często nie liczy się dla świata, gasnąc w ciszy i zapomnieniu przeszłości. Bractwo Cieni zanurzone jest w nieprzeniknionym mroku licznych sekretów, do których dostęp mają jedynie wybrańcy, nazywamy ich Apostołami Cienia.

Kim są? To dwunastu przełożonych, których prowadzi Verdus, główny i jedyny założyciel bractwa. Wysoki zawsze ubrany w czarny płaszcz z kapturem nałożonym na głowę. Posiada mocny i niski ton głosu. Jednak, gdy rozmawia z dwunastoma używa dziwnego dialektu, którego nie rozumie. Najbardziej przerażają mnie jego krwiste czerwone oczy i upiorne spojrzenie, przez które można jak gdyby dostrzec śmierć, jego oblicze jest… Jest… potworne. To on prowadził na przełomie wielu stuleci tajne stowarzyszenie zgodnie ze swoimi ukrytymi zamysłami.

Nie wiem, w jaki sposób, ale on wyczuwa. Wyczuwa, gdy myśli się o nim, bezustannie żeruje na ludzkich słabościach i czeka cierpliwie, bo kto porzuci dyscyplinę i wiarę zostanie przez niego pożarty. Nikt nie może czuć się bezpiecznie, ani teraz ani w żadnym czasie, dla niego czas to nieprzemijająca teraźniejszość. On i jemu podobne istoty władają tą planetą poprzez wyselekcjonowane na przestrzeni wieków wybrane rodziny, które zmuszone zostały by złożyć przysięgę i podporządkowując swoje życie otrzymały w zamian bogactwo oraz władzę.

Głównym zadaniem tych elitarnych rodzin jest przygotowanie świata na ostateczne i całkowite zwiedzenie. Od początków istnienia życia na ziemi, istniały momenty całkowitego zwrotu losów świata, obecnie stoimy na progu kolejnego przełomowego wydarzenia, jednak tym razem możemy coś zrobić by temu zapobiec, bo jeżeli to wymknie się z pod kontroli to nikt nie przetrwa i nadejdzie taki czas, kiedy Bóg nie będzie dłużej tolerował bezbożności i grzechu. Nastanie straszny sąd. Nie próbujmy się przekonać czy ostatecznie dojdzie do tego czy też nie, przyszłość bywa zaskakująca a my starajmy się robić wszystko, co w naszej mocy, aby była ona lepsza dla nas i dla innych ludzi.

Mój drogi przyjacielu tętno życia urzeczywistnia wiele z tego, co teoretycznie wydarzyć się nie powinno. Stajemy przed faktem dokonanym, z oczyma dziecka myśląc jak i kiedy to się stało? Teraz i ty będziesz zmuszony zachować szczególną ostrożność, ponieważ już wiesz a ceną tej wiedzy jest bezustanne oglądanie się za siebie w ciemnych zaułkach życia, w których przyszło nam działać. Wybacz, że złożyłem na twe barki tę wiedzę, ale czas ucieka a ja wiem zbyt wiele. Nie mogę pozostawić po sobie jedynie nieprzeniknionego i milczącego grobu. Tak przyjacielu najprawdopodobniej, gdy będziesz czytał tę wiadomość, którą ci zostawiam ja będę już martwy. Wspomnij mnie czasem i wiedz, że śmierć była ceną mojego życia.

Dominico Tarvage

Tarvage zebrał spisane kartki ze stołu w jeden plik, po czym delikatnie umieścił w żółtej kopercie. Drobnym drukiem w centralnej części zapisał dwie litry G. T. Zgasił palące się światło, wyszedł na werandę przed dom, spojrzał na otaczającą go okolicę głęboko nabierając powietrza do płuc. Miał świadomość, że więcej tu nie powróci. Odwrócił się zamknął drzwi i ruszył. Jego sylwetka zaczęła stopniowo niknąć w zawiesistej czerni nocy by po chwili całkowicie przepaść. Samotny człowiek i jego wiedza, mrok i światło, początek i koniec, istnieją liczne zależności jednak zawsze to człowiek stanowi nieprzewidzianą zmienną, która robi różnicę, różnicę mogącą ocalić.

Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


This article has 2 Comments

  1. Też mam podobne odczucia, jednak to wynika także z pewnego psychologicznego punktu podejścia autora względem samego czytelnika.

  2. ciekawe zobrazowanie uczuć bohatera i odniesienie ich względem czytelnika. Opis sytuacji i doznań emocjonalnych ułatwia odbiorcy a przynajmniej mi, wyobrażenie sobie tego co ma w głowie bohater dlatego plus za to właśnie…

Comments are closed.