Bractwo Apokalipsy Ks.I Roz.8- Budząc ciszę.

tlo-artykulow-4

[fb_button]

Wszystko umiera, życie przemija, a my razem z nim. Przybliża się czas próby będący wodospadem unicestwiającym harmonię w spokojnym powiewie czasów. Księga życia otwarta na wszystkich, lecz bez wszystkich spoczywa nieodgadniona. Kto odnajdzie swoją bezpieczna przystań, kto zdoła się ostać?

Po upływie dwóch godzin spotkanie dobiegło końca, a ostatnie słowa z przemówienia Verdusa nadal rozbrzmiewały w głowie Dominico. Kto odnajdzie swoją bezpieczna przystań, kto zdoła się ostać? Zdawał sobie sprawę z podjętych dziś decyzji, niebawem miały one wstrząsnąć światem ludzi. Zegar przeznaczenia został wprowadzony w ruch. Wielkie moce otaczające te plany i to stowarzyszenie przystąpiły do działania. Jeżeli ktoś nie powstanie z narodu ludzi i nie spojrzy w przeszłość by ratować przyszłość to wówczas wszystko straci sens.

Ludzie myślą, że czas życia liczony jest indywidualnie dla jednostki, tym czasem jest on liczony wspólnie dla całej ludzkości znajdującej się obecnie w przededniu północy dziejów, to była pierwsza tajemnica, w którą wprowadził mnie Verdus. Dobro i zło odwiecznie mieszają się ze sobą w tym świecie, jednak balans utrzymywany od tysiącleci miał zostać naruszony po przez nasilone działanie pewnych osób i tajnych stowarzyszeń, których głównym zadaniem jest szerzyć powszechne zepsucie i upadek wszelkich wartości moralnych.

To, co się dzieje teraz to czas, w którym coraz więcej ludzi u władzy w różnych częściach europy i globu zdaje sobie sprawę, że prawdziwe i wiążące decyzje o losach naszej planety są podejmowane na spotkaniach globalistów takich jak Bractwo Cieni, którzy w ukryciu przyznają się, że chcą jednego światowego rządu, jednej władzy i jednej ogólno globalnej religii. Jedna doktryna, jeden sposób wzięcia ludzi na smycz, koniec z wolnością i samostanowieniem na horyzoncie jawiła się podstępna dyktatura.

Od samego początku, gdy tylko przystąpiłem do Bractwa zaczęła mną targać chęć ujawnienia i ostatecznego zniszczenia Verdusa i jego Apostołów Cienia. To, co wiem dzisiaj przeraża mnie do tego stopnia, że jestem gotów na końcową bitwę. Wcześnie rano, gdy słońce jeszcze nie wzeszło odwiedziłem sędziego Johnsona Villa mojego dobrego przyjaciela. Opowiedziałem mu historie mojego życia pochłoniętego w znacznej części przez stowarzyszenie, do którego należałem. Nie odzyskam już straconych lat, raz przeżyty czas nie powraca, postaram się jednak by nawet z pozornego zła i dramatu dotychczasowego życia wyłowić dobro, narodzić się na zgniliźnie otaczającej mnie dookoła by móc raz na zawszę z tym skończyć.

Bractwo Cieni jest jak słodka trucizna, przejmuje mentalną i duchową kontrolę nad swoimi członkami, jej duże oddziaływanie i wpływ niszczą przekonania zwykłego i szarego człowieka, przyszłego adepta. Takim adeptem byłem ja, jednak w porę przejrzałem na oczy. Nie będę opisywał reakcji sędziego, wspomnę tylko o przerażeniu malującym się w jego spojrzeniu. Prawda o Bractwie i fakt jego istnienia wywarły tak duży efekt, że początkowa nie wiara ustąpiła miejsca całkowitemu zaufaniu. Teraz to od wzajemnego zaufania i wsparcia będzie zależała nasza wspólna sprawa.

Nie zwlekając i nie trwoniąc czasu zorganizowaliśmy dużą grupę ludzi. Byli to głównie Indianie i farmerzy z pobliskich okolic bardzo dobrze znający się między sobą, co jeszcze mocniej spoiło naszą grupę. Ci ludzie z upływem czasu nauczyli się jednego, tylko wspólnie mogą przetrwać w tych okolicach. Posiadali odwagę i byli zdeterminowani, wspólnie zakończymy to, co zapoczątkowałem. Sumienie przepełnione wiarą i nadzieją dodawało sił. Mogłem poprowadzić tych ludzi na spotkanie z członkami bractwa, ku decydującej i końcowej bitwie.

Zgodnie z umową jestem już na miejscu. Pozostaje mi jedynie czekać i liczyć, że oni również się pojawią. Przed rozstaniem dostarczyłem sędziemu naszkicowaną mapę wiodącą prosto do Katedry Przeznaczenia, istniała tylko jedna bezpieczna trasa nieznacznie niwelująca prawdopodobieństwo złapania a ja chciałem by właśnie nią podążyli, każdy okruszek zwiększający powodzenie był bezcenny. Nie jestem wytrawnym rysownikiem jednak mapę sporządziłem najlepiej jak umiałem, od jej jakości zależało tak wiele.

Dziś po raz pierwszy w życiu wyraźnie poczułem woń strachu przenikającą do mojego serca po przez każde tchnienie. Liczne dźwięki przenikające do mej głowy, blask palących się pochodni, nienaturalny płomień w ludzkich oczach i emocje, których nigdy wcześniej nie odczuwałem. To wszystko przepełniło moją duszę i myśli. Dzisiaj będziemy tymi, którzy budzą ciszę, wyłaniającą się z mroku tej godziny. Wszystko, co dzisiejsze dopełni uchylenia drzwi, po których przekroczeniu nigdy nie zakotwiczymy wiary. Dość kłamstw, nie ufam już nikomu z wyjątkiem tych, którzy są gotowi pomóc w zniszczeniu potwora rodzącego inne potwory. Wiem, że nic nie ginie bez śladu, także prawda, do której dziś się przybliżę.

[fb_button]

Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


This article has 4 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.