Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.1- Posłaniec wielkich przemian.

Udostępnij


William Rodeker siedział przy kominku, rozgrzewając zziębnięte dłonie nad ogniem. W takich chwilach cieszył się z faktu nie posiadania rodziny. Jeszcze, kiedy chodził do liceum często brał pod uwagę założenie własnej i spłodzenie gromadki dzieci. Jednak z czasem jego pasja i zamiłowanie ewoluowały w stronę pracy na rzecz własnego narodu. Był patriotą gotowym poświęcić życie za swój kraj.

Szybko trafił do NASA gdzie jego kariera podążyła gładko ku najwyższym stanowiskom. Dzisiaj miał świadomość, że już nie tylko odpowiada za swój kraj, ale także za ludzi mieszkających na innych kontynentach. Krótko mówiąc, globalna odpowiedzialność. Popijał whisky chcąc nieco rozluźnić umysł i ciało. Ostatnie tygodnie a zwłaszcza ostatnie dni przynosiły sporą ilość nowych niepokojących informacji dotyczących komety MM-2000, która obecnie była priorytetową sprawą dla NASA.

Ta średnich rozmiarów kometa miała być widowiskiem tysiąclecia, większym od jej niedawnego poprzednika, komety ISON. Trajektoria przelotu wokół ziemi była stosunkowo bliska natomiast trajektoria powrotnego przelotu po okrążeniu słońca była jeszcze bliższa, niepokojąco bliska.

Od samego początku brano pod uwagę możliwość kolizji z naszą planetą jednak prawdopodobieństwo było niewielkie, przynajmniej tak sobie wszyscy wmawiali. William Rodeker wiedział, że jeżeli istnieje, chociaż jeden procent szans na kolizję należy postawić cały sztab ludzi na nogi i zrobić wszystko, co można by uzyskać ostateczne dane, stawką było istnienie tysięcy ludzi.

Za czasów młodości dziadek opowiadał często o różnego rodzaju ciałach niebieskich, podkreślał ich ponadnaturalne znaczenie i wpływ na dzieje ziemi.

– Komety to specyficzne ciała kosmiczne. – Opowiadał dziadek. – Często zapowiadały upadki imperiów, narodziny królów a także globalne przemiany.

Słowa już zmarłego dziadka kolejny raz pobrzmiewały w głowie Williama. A co jeżeli miał rację i nadlatująca kometa to tak naprawdę posłaniec wielkich zmian?

Przed paroma godzinami rozmawiał z prezydentem, zapadły pierwsze decyzje a on poczynił pierwsze przygotowania stawiając na nogi część agencji rządowych oraz kilka z sektora prywatnego, wszystkie ściśle powiązane z obroną narodową.

Dotąd obowiązywał trzeci stopień zagrożenia, czyli możliwe prawdopodobieństwo kolizji. Od trzech godzin stopień bezpieczeństwa podniesiono na drugi, czyli wysoce prawdopodobne zderzenie. Jak dotąd NASA nigdy nie wprowadziła stopnia pierwszego. Rodeker miał nadzieję że nigdy nie będą musieli go wprowadzać przynajmniej nie za jego kadencji.

Kometa MM-2000 podczas przelotu wokół słońca uległa częściowej fragmentacji a teraz to, co z niej pozostało powraca by przelecieć obok ziemi i udać się w kolejną wędrówkę w mrok kosmosu. Czy oddziaływanie grawitacyjne słońca nie zmieniło trajektorii lotu komety, czy odłamki, które powstały w wyniku podziału zmierzają prosto w stronę ziemi, ile ich jest, jakich są rozmiarów?

No i wreszcie, jak zachowa się słońce, po zaabsorbowaniu tak wielkiego ciała kosmicznego? Ostatecznie główna część komety została wchłonięta przez naszą gwiazdę. Rodeker wydał już odpowiednie polecenia mające na celu sprawdzenie wszystkich możliwości, które udzielą odpowiedzi na wyżej zadane pytania. Kometa z każdą sekundą była o tysiące kilometrów bliżej ziemi a on siedział ogrzewając ręce i nie znając nowych szczegółów.

Nie wiedział, na co się przygotować. Ostatnie godziny całkowicie wyczerpały jego organizm nie mógł nawet racjonalnie myśleć. A prawdopodobnie najgorsze jeszcze przed nim. Być może nie jest tak źle, starał się myśleć pozytywnie, nie popadać w czarną dziurę. Fragmenty MM-2000 przelecą obok ziemi nie wyrządzając żadnej szkody a wszystkie lęki i czarne scenariusze w jednej chwili upadną, Rodeker włączył myślenie życzeniowe, chciał w jakiś sposób odgonić czarne scenariusze.

Czerwona kontrolka telefonu zapaliła się wściekle migając. Ktoś dzwonił na prywatny numer, to mógł być tylko ktoś z NASA.

– William Rodeker słucham. – Próbował nie okazywać zmęczenia w głosie.

– Panie Rodeker mówi Scott. – Scott był zastępcą Williama, wszelkie nowe informacje przekazywał bezpośrednio do niego. – Otrzymaliśmy wyniki przeprowadzonych pomiarów.

William szybko wstał wręcz podskoczył z fotela mając świadomość, że zaraz wszystko będzie jasne i nieodwołalne.

– No i co mów wreszcie. – Naciskał zniecierpliwiony. Jednak długa cisza w słuchawce i szybki oddech Scotta nie napawały optymizmem, cisza przed burzą, a w zasadzie apokalipsą, pomyślał. – Scott mów, jakie są wyniki?

– Dziesięć minut temu kazałem. – Nabrał powietrza do płuc jak gdyby zaraz miał zanurkować. – Ogłosić pierwszy najwyższy stopień zagrożenia. – Pierwszy stopień zagrożenia, ostatnie słowa echem odbijały się w głowie Rodekera, najwyższy stopień, ostatni stopień do piekła.

– Panie Rodeker. – Scott starał się wywołać swojego przełożonego. – Rodeker odezwij się. – Było to daremne, William odłożył słuchawkę, która stała się niewyobrażalnie ciężka i opadł z powrotem na fotel. Pierwszy stopień zagrożenia, czyli nieuniknione zderzenie. Czy to już koniec? – Pomyślał Rodeker chowając twarz w obu dłoniach. Scott nadal wołał do słuchawki telefonu.

– Rodeker… Rodeker…

Bez odpowiedzi. Śmiertelna cisza.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.