Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.11- Coś musiało się wydarzyć, coś, czego jeszcze nie wiemy, ale wkrótce to do nas dotrze.

Udostępnij


Michał siedział przy stole trzymając obie dłonie na drewnianym blacie. Talerz przed nim był już pusty. Wszystkie placki z jabłek zostały zjedzone dodając siły witalnej po ciężkim dniu pracy. Zazwyczaj po smacznym posiłku odczuwał pełen spokój i relaks, jednak tym razem było inaczej, coś go niepokoiło, nie wiedział co, ale wiedział, że jest inaczej niż zwykle.

Miał nieodparte wrażenie, że podczas powrotu z pracy ktoś go obserwował, w prawdzie nie widział nikogo a mimo to podświadomie odczuwał czyjeś spojrzenie. Do tego jeszcze dziwnie zachowująca się mama, to wszystko stawiało duży znak zapytania.

– Synu. – Starsza kobieta weszła do kuchni niosąc coś w ręce. Szybko zajęła miejsce wprost naprzeciw Michała, przez moment badając go wzrokiem. – Myślę, że jesteś już gotowy.

– Gotowy? – Zapytał zdziwiony. – Na co?

I właśnie w tym momencie wyciągnęła niewielką kopertę kładąc ją po środku stołu.

– Na to. – Odpowiedziała wskazując niewielki przedmiot. Michał od razu zauważył, że nie jest to zwykła koperta. Była wyraźnie poszarzała i pomięta. Taki stan wskazywał na dużą starość.

– To do mnie? – Zapytał nie dowierzając, że to on może być jej adresatem.

– Adresatem tej koperty był od zawsze ktoś z naszego rodu. – Wyjaśniła. – Jednak nie było wiadome, kto ostatecznie będzie miał dane otwarcie tej koperty.

– Skąd, więc wiadomo, że mam to być ja. – Michał starał się racjonalnie podejść do tematu. – Sądząc po wyglądzie jest bardzo stara, bardziej niż ja.

– Znak na niebie synu. – Wyjrzała przez okno. – Pojawił się znak, który przepowiedziano lata temu.

– Mamo. – Objął ciepłą dłoń kobiety. – Jaki znak?

Nie odpowiedziała ani jednym słowem, jedynie wstała od stołu i podeszła do niewielkiego okienka.

– Podejdź synu.

Michał bez zbędnego ociągania wstał i ruszył śladami mamy, przystanął u jej boku spoglądając w nocne niebo oświetlone licznymi gwiazdami i księżycem.

– Mam tam coś dojrzeć. – Zapytał licząc na jakąś wskazówkę. – Nic nie widzę, żadnego nietypowego znaku. To, co zwykle gwiazdy i księżyc.

– Nie Michał. Nie to, co zwykle. Widzisz ten jaśniejący punkt na niebie, który mocniej świeci od pozostałych punktów.

Michał bliżej i dokładniej przyjrzał się obsianemu białymi i jaśniejącymi punkcikami niebu. Początkowo nic szczególnego nie zwróciło jego uwagi aż do teraz.

– Chwileczkę. – Cicho wypowiedział przełomowe słowo. – Chodzi ci o ten jasny punkt z dziwną poświatą. – Wskazał palcem zostawiając szczątkowe odbicie kciuka na szybie.

Kobieta pokiwała głową zachęcając syna do dogłębniejszego zapoznania się z nowo odkrytym obiektem.

– To jest ten znak. – Odwróciła się od okna i powróciła do stołu.

– Skąd pewność, że to znak, a nie zwykłe zjawisko kosmiczne, lub po prostu gra świateł?

– Moja mama, powtarzała mi słowa, które zasłyszała od swojej mamy a ta jeszcze od swojej i tak od dziesięcioleci. – Zamknęła oczy chcąc skupić się na słowach, jakie właśnie chciała wyrecytować z pamięci. Pojawi się wielki znak na niebie, niebiańskie oko oświetlające mrok nieba, zapowiadając wydarzenia nowego tysiąclecia, oko z dwiema zmarszczkami. Wówczas otwórz kopertę, bo czas jest bliski. Kobieta zakończyła recytowanie, otworzyła oczy i spojrzała na syna.

Michał poczuł przepływający dreszcz na ciele. Zdanie, jakie przed momentem usłyszał bardziej pasowało do kategorii proroctw niż myśli przekazywanych pokoleniowo. Jeżeli jednak taka formuła i tego typu słowa określają tą kopertę to tym bardziej coś w niej musi być.

– Zmiana i przewrót zostały umyślnie zaplanowane, to, co się dzieje, nie dzieje się przez przypadek.

– Mamo nie można zaplanować kosmicznego wydarzenia.

– Nie można, ale można je przewidzieć. – Spojrzała smutnym wzrokiem na kopertę. – A wówczas można zaplanować cykl wydarzeń, które zapoczątkuje owe zjawisko. Synu największym czynnikiem prowadzącym do ignorancji społecznej jest grupowe myślenie, gdzie grupa ludzi nie chcąc spojrzeć ponad przyjętymi prawdami stada powiela błędy zataczające na nowo krąg mylnego rozumowania. Wiedz, że często jest to brak ambicji by zadać oryginalne pytanie a w konsekwencji by uzyskać prawdziwą odpowiedz. Ale co ważniejsze i niebezpieczniejsze to jest również sposób postępowania biorący się ze strachu by nie wyjść na głupca przed stadem, dlatego nie możemy pozwolić sobie na bezczynność. W naszej rodzinie ta koperta nie bez powodu była przekazywana przez dziesięciolecia czekając na odpowiednią chwilę, by móc ujawnić swoją treść. Nie wiem, co w niej jest, ale nigdy nie podważałam jej wartości.

Po tych słowach Michał po raz pierwszy sięgał po kopertę. Od razu zauważył, że była solidnie zaklejona i nikt nawet nie próbował jej otwierać. Na stronie frontowej widniał tajemniczy napis.

G.T.

– G.T. Czy to inicjały? – Zapytał.

– Tak to inicjały osoby, do której zaadresowana została koperta.

Michał szybko zauważył pewną zależność.

– To nie są moje inicjały.

– Tak, ale koperta ma zostać otwarta przez ciebie.

No tak. Owy znak, który pojawił się na niebie, przypomniał sobie Michał.

– Kim był człowiek, ten… – Spojrzał na kopertę. – G.T.?

– To nasz przodek, nazywał się Giovano Tarvage.

Michał już nic nie rozumiał. Nie dość, że nigdy nie słyszał o tym człowieku to jeszcze wyglądało na to, że był on obcokrajowcem a nie Polakiem.

– Giovano Tarvage. – Kontynuowała kobieta. – Jego brat Dominico Tarvage pozostawił mu ten list. – Spojrzała w oczy Michała chcąc wymusić skupienie. – W chwili, kiedy zmierzał na śmierć. A dziś koperta jest u nas, spoczywa przed nami czekając na otwarcie, jej czas wybił, nasz czas wybił.

– Zmierzał na śmierć? – Dopytywał Michał. – Mamo, o czym ty mówisz, przerażasz mnie.

W oczach kobiety pojawił się wielki smutek.

– Dominico Tarvage należał do tajnego zgromadzenia, nie znam szczegółów, wiem tylko to, co opowiedziała mi moja mama. – Spojrzała na kopertę. – Sądzę, że w niej znajduje się odpowiedź. Jednak to nie wszystko, co mnie martwi, kilka dni temu, kiedy znak na niebie ukazał się po raz pierwszy.

– Oko z dwiema zmarszczkami? – Dopytał Michał.

– Tak. – Pokiwała głową kobieta. – Jego rozmiary były znacznie większe, stanowił jeden jaśniejący punkt na niebie a teraz. – Zmarszczyła czoło. – Jest mniejszy, do tego te liczne małe punkciki do koła, to dziwne.

Michał nic nie mówił, patrzył na swoją mamę jak na święty obraz, to była jego mama a jednak była całkowicie inna.

– Synu coś musiało się wydarzyć, coś, czego jeszcze nie wiemy, ale wkrótce to do nas dotrze.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.