Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.12- Cieszę się, że mogłam cię poznać, jesteś dokładnie taki jak opowiadał Mazar.

Udostępnij


Tom próbował odciąć myśli od informacji, jakie przed momentem ukazały się jego oczom. Chciał skupić się na ucieczce z Włoch, wszystko na lotnisku musi przejść bez problemowo do tego należy liczyć, że będzie jakiś samolot do Niemiec w możliwie najkrótszym czasie oczekiwania.

– Tom musimy załatwić sobie ubranie na przebranie. – Kate żałowała, że straciła swój samochód, miała tam przygotowane ciuchy dla siebie i dla Toma. – Jeżeli tego nie zrobimy i nic nie wykombinujemy nasze szanse zmaleją.

Kraver spojrzał raz jeszcze na swoje odzienie, wszystko było bez zmian, kawałki strzępków, brud, pył i plamy po krwi. Jego towarzyszka wyglądała podobnie, na Uriela nawet nie patrzył, ponieważ wyglądał najgorzej ze wszystkich, do tego jego życie trzymało się na ostatnim cienkim włosku.

– Skąd chcesz teraz wytrzasnąć dla nas ubranie? – Zapytał.

– Jeszcze nie wiem, myślę nad tym.

Rozejrzeli się jeszcze raz dokładnie po okolicy. Odczuli ulgę nie widząc nigdzie radiowozów czy grup policjantów.

– Tom zaparkuję obok tamtego zielonego lexusa. – Wskazała palcem, nowy jeszcze lśniący, samochód. – Będziemy musieli w miarę szybko wyciągnąć Uriela i dotrzeć do hali odlotów, im sprawniej nam to pójdzie tym mniejsze zainteresowanie wzbudzimy.

Kraver spojrzał na Uriela, bez zmian. Nieprzytomnie leżał na tylnym siedzeniu nie wiedząc, co się właśnie dzieje i co będą musieli zrobić.

– Nie wiem czy on da radę. – Powiedział lekko zrezygnowany, ale nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Podjechali stając tuż za zielonym cackiem.

– Teraz. – Kate spojrzała w oczy Toma chcąc dodać mu odwagi. – Wysiadamy i albo damy radę, albo… – Nie dokończyła zdania, bo i nie było takie potrzeby, stawka była znana i jasna. Wysiedli z radiowozu czując krople deszczu na twarzy. Tom jak mało kiedy ucieszył się z tego faktu.

– Mamy, chociaż namiastkę kamuflażu.

Kate zamknęła drzwi ruszając w stronę pasażera siedzącego bezwładnie w tyle samochodu.

– Co masz na myśli, ja tu nie dostrzegam żadnego kamuflażu, widać nas jak na dłoni. – Odparła przecierając twarz z zaległych stróżek padającego deszczu.

– Nie widzisz, że opady się nasilają? To lepsze niż nic, w strugach deszczu łatwiej przepaść w tłumie.

– Masz rację. – Podniosła głowę nad maskę samochodu ponaglając przemokniętego kapłana. – Pomóż mi go obudzić. Jest na tyle ciężki, że lepiej będzie, jak chociaż trochę pomoże nam w przetransportowaniu swojego ciała. – W oddali usłyszeli pierwsze odgłosy nadjeżdżających radiowozów na sygnale. – Pospieszmy się. – Dodała, odczuwając napływ adrenaliny.

Delikatne uderzenia w twarz, prośby i różne inne sposoby nie skutkowały, Uriel nie odzyskiwał przytomności a czas uciekał.

– Trudno musimy go jakoś zawlec. Weźmy go pod ramiona, ja z prawej ty z lewej. – Kraver wcisnął się na tylne siedzenie wyciągając jak worek kartofli nieprzytomnego Uriela i zarzucając jego ciężar ciała na swoje barki.

– Czekaj już ci pomogę. – Kate szybko doskoczyła do Toma.

– Nie ma potrzeby dam sobie radę. – Odetchnął głęboko. – Ty za ten czas idź i sprawdź czy są jakieś odloty do Niemiec.

– Do Berlina. – Sprostowała. – Rozumiem.

– Nie koniecznie, miasto nie gra roli, musimy opuścić Włochy. Jeżeli teraz nam się to nie uda to już sam nie wiem, co będzie z nami dalej.

Kate podeszła bliżej do Toma.

– Jeżeli wpadniemy… – Wpadniemy? Co ja wygaduję, pomyślała. – Chciałam powiedzieć, że… – Spojrzała mu w oczy, do końca nie wiedząc, w jakie słowa ubrać myśli, które teraz napływały jej do głowy, krótko ucięła. – Cieszę się, że mogłam cię poznać, jesteś dokładnie taki jak opowiadał Mazar.

Tom nie zdążył wypowiedzieć ani jednego słowa, ponieważ Kate już biegła w stronę głównego wejścia na lotnisko, mógł jedynie oglądać jej zanikającą w deszczu sylwetkę.

– Dobrze. – Spojrzał na nieprzytomnego Uriela – czas ruszać.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.