Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.14- Mam ważną misję do wypełnienia.

Udostępnij


Duże poruszenie panowało wśród zebranych gapiów oglądających sceny, jakich najprawdopodobniej nigdy w życiu jeszcze nie oglądali. Ktoś robił film telefonem komórkowym, ktoś dzwonił na pogotowie, szloch przebiegał przez tłum zebranych, który z każdą kolejną chwilą rósł, mocniej otaczając martwe zwłoki Uriela.

Tom wbrew swoim emocjom i woli musiał posłuchać rozsądku i jak najszybciej opuścić to miejsce póki jeszcze było to możliwe. Tłum na tyle zgęstniał, że lada chwila nie uda mu się na czas prześlizgnąć pomiędzy zebranymi a odgłosy nadjeżdżających na sygnale radiowozów coraz mocniej nasilały się będąc idealnym dodatkiem dla obecnej chwili.

Strugi deszczu, zebrani i zmartwieni ludzie no i odgłos policyjnego koguta czegóż można było chcieć więcej. Próbując porzucić dotychczasowe przeżycie w sferze przeszłości, energicznie wyprostował się i rozejrzał szukając z nadzieją jakiejś luki po między tłumem. Starsze osoby, młode łepki, jakaś zakochana para, cała paleta, nie brakowało nikogo.

– Ojcze. – Ktoś z tłumu zwrócił się do odchodzącego Toma. – Dokąd idziesz?

Kraver spojrzał w stronę, z której dobiegło pytanie z zamiarem nie odpowiadania na owe pytanie, kiedy jednak zobaczył, że autorem tych słów jest starsza kobieta zmienił na moment zdanie. Zalane łzami oczy staruszki, która ewidentnie okazywała szczere uczucia, rozbroiły Toma. Być może była to jedna z nielicznych osób w tym tłumie, szczerze przeżywająca całe zajście.

– Mam ważną misję do wypełnienia. – Położył dłoń na ramieniu staruszki. – Od tego zależy twoje, moje a także życie tutaj zebranych ludzi. Nie mogę zawieść. – Spojrzał po zebranych, wszystkie oczy były skierowane na niego. – Proszę cię módl się za mnie. – Poprosił staruszkę.

Szybko odwrócił wzrok, nie chciał prowokować ludzi do kolejnych pytań. Po raz ostatni spojrzał za siebie, chcąc dostrzec Uriela, towarzysza, którego nie spodziewał się spotkać na swojej drodze, tak naprawdę nie znał go, jednak czuł wdzięczność za jego pomoc włożoną w tę wyprawę. Dzięki niemu wiedział więcej o swojej misji. Antonio Mazar wprowadził go na ścieżkę wymykającą się racjonalnemu poznaniu, Uriel ugruntował go na tej drodze wskazując dalszy kierunek. Mam nadzieje przyjacielu, że odnajdziesz spokój, pomyślał Tom ruszając w stronę wejścia do portu lotniczego.

– Gdzie jest Uriel? – Zapytała z niepokojem Kate.

Tom spojrzał jej w oczy, często w życiu powiadamiał już ludzi o śmierci ich bliskich i nigdy nie było to łatwe tym razem jednak było mu jeszcze trudniej.

– Umarł.

Umarł… Umarł… Umarł… Jak echo słowa odbijały się w przestrzeni otaczającej Kate powracając niczym nieunikniony wyrok. Umarł… Umarł…

– Ale przecież przed chwilą był z nami. – W prawdzie nie przepadała za tym człowiekiem, ale nie była przygotowana na taką wiadomość. Niewinna łza spłynęła po jej policzku, bez chwili namysłu wpadła w ramiona Toma mocno obejmując go w pasie, chciała na moment ukryć się przed światem. Przed perspektywą, że wcześniej czy później wszyscy, których coś łączy z tą sprawa umierają.

Niektórzy z oczekujących ludzi poczuli lekkie zgorszenie widząc młodego i przystojnego księdza tulącego w ramionach uroczą i pociągającą kobietę. Chwila ta jednak nie trwała długo, sygnał policyjnych syren ucichł, zaczęły trzaskać drzwi a z radiowozów wyskoczył tłum policjantów i agentów ubranych w czerń. Jedni udali się w prawo inni w lewo obstawiając wszystkie wejścia i wyjścia.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.