Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.16- Jeden niewinny a jednak w oczach wszystkich najbardziej winny.

Udostępnij


– Tutaj policja. Jest tam ktoś? – Niestrudzenie powtarzające się pytanie mąciło ciszę zalegającą w damskiej toalecie.

– Co robimy? – Zapytał ledwo słyszalnym szeptem Tom. – Wychodzimy czy nadal udajemy, że nas tu nie ma?

– Nadal udajemy i czekamy na cud. – Oznajmiła Kate. – Wygląda na to, że tylko to nam pozostało.

Kraver nie był przekonany czy w tak błahej sprawie zdarzy się cud. Być może z góry byli na straconej pozycji. Jednak to nie musi być cud, pomyślał, wystarczy mała dawka szczęścia, umożliwiająca bezpieczne opuszczenie toaletowej pułapki.

– Proszę mnie przepuścić. – Piskliwy głos dobiegł z za drzwi. – Nie widzi pan, że w moim wieku oczekiwanie w kolejce do toalety jest czymś skandalicznym.

– Przepraszam ja tylko sprawdzam czy ktoś jest w środku.

– Jak? Waląc pięścią w drzwi? Od kiedy to policja zmieniła metody działania wzorując się na świadkach Jehowy. Dobrze, że nie ma tutaj dzwonka, bo by pan policjant pewno zostawił po nim jedynie kilka wystających kabelków. – Starsza pani bez cienia respektu pchnęła funkcjonariusza wchodząc do środka. – Ułatwię to panu. – Powiedziała przez niewielką szparkę w lekko uchylonych drzwiach. – Sprawdzę czy ktoś jest w środku i gdy już będę wychodziła to powiem, co wiem.

– Ale… – Policjant nie był skłonny do przystania na warunki niemiłej babuni.

– Nie ma żadnych ale, to toaleta dla kobiet a pan jest mężczyzną. – Zmierzyła wzrokiem funkcjonariusza od stóp po głowę. – No chyba, że się mylę?

Drzwi trzasnęły tuż przed nosem stróża prawa jeszcze zdegustowanego ostatnią uwagą.

To się jeszcze okaże stara wiedźmo, pomyślał funkcjonariusz obmyślając dalszy plan działania.

Kate i Tom lekko zdziwieni całym zajściem, które doskonale słyszeli, patrzyli po sobie zakrywając dłonią usta. Nie było im do śmiechu, po prostu nie chcieli, aby jakiś niepotrzebny dźwięk bądź słowo wymknęło im się z ust.

– Jest tu kto halo…? – Starsza kobieta od niechcenia wypowiedziała piskliwe pytanie. Nie oczekiwała odpowiedzi, widziała, że nikogo nie ma a policjant albo ma zwidy albo jest zboczony i pod pretekstem służbowych działań chce podglądać niewinne i nieświadome młode Włoszki. Ruszyła w stronę kabin ustawionych jedna obok drugiej. Zatrzymała się przed środkową. Drzwi od kabiny były nieco krótsze, dlatego od ziemi dzieliła ich 40 centymetrowa odległość.

Tom od razu dostrzegł duże dwie stopy stojące przed ich kabiną. Zrozumiał, że jeżeli je otworzy i zobaczy księdza wraz z kobietą prawdopodobnie zacznie krzyczeć. Idź dalej, idź dalej, powtarzał w myślach Tom, dalej jak najdalej…

Kate z wolna zaczęła przybierać pozycję do ataku. Chcąc od razu po otwarciu ich ostatniej zasłony zatkać usta kobiety dłonią bądź czymkolwiek innym. Wreszcie klamka lekko, lecz zdecydowanie zaczęła opadać w dół otwierając zamek. Drzwi wydały lekki jęk i zaczęły się z wolna otwierać.

Pięknie w toalecie jest kilka kabin, ale kobieta wybrała akurat ich, to się nazywa szczęście. Niezadowolony Tom spojrzał na Kate, ta jednak patrzyła jak zahipnotyzowana w coraz bardziej rozwierającą się szczelinę otwieranych drzwi. Tom zamknął oczy nie chcąc patrzeć na to, co miało za moment się wydarzyć.

– Co u licha?!

Zaczęło się, pomyślał Tom jeszcze mocniej zaciskając powieki.

– Co pan tu robi?!

Kraver chciał zacząć się tłumaczyć jednak poczuł ciepłą dłoń na ustach. Otworzył oczy i spostrzegł Kate trzymającą palec na wargach. Dopiero później dostrzegł szeroko otwarte drzwi i kobietę, ale ku jego wielkiej uldze patrzyła w stronę wyjścia.

– Mówiłam, że gdy będę wychodzić powiem jak wygląda sytuacja. – Zniecierpliwiony policjant po mimo zakazów postanowił wejść niezauważenie i na własną rękę przeczesać pomieszczenie. – Nie ma tu nikogo. – Warknęła piskliwym głosem.

– Mógłbym przysiąc, że widziałem jak wchodziła tutaj jakaś para. – Tłumaczył funkcjonariusz chcąc mimo wszystko dojść do porozumienia z oceanicznym wielorybem.

– Ma pan zwidy. – Piszczący głos niemiłosiernie orał narządy słuchowe. – Proszę zaczekać na zewnątrz albo wezwę ochronę lotniska i oskarżę pana o molestowanie.

– Ja miałbym panią molestować? – Tak absurdalnego sformułowania jeszcze nigdy nie słyszał. – Nie ma mowy.

– Co może się panu nie podobam? – Kobieta trzasnęła drzwiami ruszając w stronę funkcjonariusza. – Za ubliżanie i poniżanie również mogę cię oskarżyć. – Stanęli na przeciw siebie niczym zawodnicy areny śmierci mający za moment rozpocząć walkę o wszystko. Tom nie wiedział czy to oczekiwany przypływ szczęścia wlewający się na ich konto czy może tego typu sytuacje to standard tutaj we Włoszech. – Gdzie jest twój przełożony? – Kobieta przeszła na ty. – Muszę z nim pomówić.

– Ale, po co? Nie widzę takiej potrzeby.

– Kolego zadarłeś z niewłaściwą staruszką. – Pchnęła policjanta przechodząc na korytarz. – Postawię cię do pionu. – Ruszyła nadspodziewanie żwawo. Wystraszony policjant ruszył w ślad za nią, zapominając o potrzebie przeszukania toalety, teraz to już nie było ważne. Jego kariera wisiała na włosku emerytowanej wiedzmy.

– Uff… – Kate wypuściła powietrze z ust. Mieli ogromne szczęście. Dostali szansę, kolejne kilka minut na ucieczkę. – Nie ma czasu, idziemy. – Powiedziała.

– Dokąd chcesz iść? – Tom niechętnie chciał opuszczać póki, co bezpieczne schronienie. – Może chwilę tutaj zaczekajmy?

– Nie ma mowy. – Ponownie spojrzała na zegarek, zostało im dziewięć minut. – Musimy znaleźć jakieś ciuchy na przebranie albo będzie po nas.

– Ciuchy? To nie hiper market, skąd chcesz wziąć ubranie.

– Będziemy musieli je pożyczyć. – W oku Kate błysła iskierka szelmostwa nie napawając Toma optymizmem. Chyba znów złamią prawo.

Gdy opuszczali damską toaletę w tym samym momencie kobieta stała przy grupie policjantów niemiłosiernie donosząc i łajając jednego z nich.

– Czy ktoś wreszcie mnie wysłucha! – Krzyczała jak obdzierana ze skóry.

– Spokojnie to nieporozumienie, przepraszamy za zaistniałą sytuację jednak…

– Nie oczekuję przeprosin. Żądam, tak żądam, sprawiedliwości.

Wrzawa niosła się po całej hali. Na porozumienie i konsensus nie było mowy. Każda ze stron nie chcąc odpuścić brnęła w swoim rozumowaniu. Policjanci uważali całe zajście za niefortunny przypadek a kobieta za próbę molestowania i poniżania.

– Co tu się dzieje?

– A co to pana obchodzi. – Warknął policjant do nieznajomego

– Jestem agentem FBI. – Peter zwabiony dziwnym zajściem postanowił zobaczyć, co tam wyprawiają, miał dziwne przeczucie, że cała sprawa może dotyczyć uciekającej dwójki.

– Agentem? Jakim agentem? – Zapytała staruszka.

– FBI proszę pani. – Spokojnie i z klasą odpowiedział Peter chcąc dodać sobie animuszu i pokazać sforze policyjnych sługusów, że teraz on tutaj rządzi. – Dowiem się wreszcie skąd tutaj to całe zamieszanie, co robicie z tą kobietą, nie za wielu was na jedną osobę?

– Zwykłe nieporozumienie. – Policjant bagatelizował sprawę nie chcąc dopuścić do rozognienia i tak dziwnych okoliczności.

– A skąd! – Wrzasnęła kobieta. – Ten policjant. – Wskazała palcem już czerwonego i wyraźnie zawstydzonego młodzieńca. – Napastował mnie w toalecie i to damskiej toalecie. – Pomruk niezadowolenia i zgorszenia przebiegł przez zgromadzony tłum podróżnych cierpliwie oczekujących na swój lot.

– To zboczeniec! – Głos oskarżenia dobiegł z tłumu.

– Słyszałem o takich przypadkach. – Inna osoba zaczęła dzielić się na gorąco swoimi przemyśleniami. – Pracownicy sektora publicznego wykorzystując swoje przywileje napastują starsze osoby a gdy jest już po wszystkim grożą molestowanym, że jeżeli komuś o całym zajściu powiedzą to wyślą ich do domu starców gdzie umiera się powoli i w męczarniach.

– Tak, tak, ja też to słyszałam. – Lekka panika ogarnęła zgromadzonych. Kobieta widząc, że społeczeństwo jest po jej stronie postanowiła dodać trochę pikanterii.

– A później. – Uroniła kilka łez. – Dotykał moje piersi.

– Co?! – Posądzony policjant o mało nie omdlał.

Peter Wage spojrzał na ogromne piersi kobiety i aż wzdrygnął się na samą myśl o dotykaniu ich.

– To odrażające. – Stwierdził Peter. – Ale to nie moja praca, zboczeńcy i wyuzdani pedofile to zajęcie dla psychiatrów i innych takich. – Tłum oklaskami podsumował postawę i ocenę sytuacji wykonaną przez Petera. Jedynie niewinny policjant zastanawiał się czy za moment nie każą spalić go na stosie.

– Ale ja naprawdę widziałem parę wchodzącą do tej toalety.

– Powiedziałeś parę. – Zainteresował się Peter. – Jak wyglądali?

Oszołomiony i prześladowany policjant próbował zebrać do kupy rozsypane myśli.

– Mężczyzna był ubrany na czarno a kobieta szła blisko u jego boku.

Na czarno, pomyślał Peter, czyżby Kraver i Kate.

– Czy mógł wyglądać jak. – Na moment przerwał chcąc by zapanowała cisza. – Jak ksiądz?

– Tak mógł.

Oburzenie przetoczyło się niczym meksykańska fala. Ludzie zbulwersowani całym zajściem musieli wysłuchiwać nowych oszczerstw tym razem pod adresem kapłana. To było już za wiele. Peter spojrzał po zebranych. Widząc, co się dzieje wiedział, że nie ma wiele czasu, za moment tłum dokona samozwańczego linczu.

– Dokąd poszli? – Zapytał na koniec.

– Nie wiem. – Policjant odczuwał coraz większy lęk, jedyną nadzieję pokładał w agencie FBI, który spadł mu z nieba niczym anioł stróż, chociaż on go zrozumie, pomyślał.

– To odrażające. – Peter zgasił ostatni płomyk nadziei wystraszonego policjanta. – Chcąc obmyć się z grzechów zboczenia umysłowego, zwalił całą winę na błogosławionego księdza, tak dobrze słyszycie, błogosławionego, bo każdy ksiądz już za życia osiąga ten stan. – Dobry jestem pomyślał Peter jeszcze bardziej wczuwając się w rolę kaznodziei. – Odchodzę stąd, nie chcąc splamić swojej duszy błotem grzechu i zepsucia tego o to kłamliwego i zdradzieckiego węża.

Peter ruszył, mijając oszołomionych słuchaczy. Wiedział, że Kraver jest gdzieś nie daleko. Po kilku krokach usłyszał za sowimi plecami narastające okrzyki wzburzonego tłumu, który począł szturmować grupkę policjantów starających się osłonić tego jednego niewinnego a jednak w oczach wszystkich najbardziej winnego. Peter cicho zachichotał, dwie pieczenie na jednym ogniu, pomyślał. Trochę zamieszania jest mile widziane, do tego dał w kość grupie policjantów napuszczając na nich rozwścieczony tłum.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.