Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.17- Strach przed rozzłoszczeniem władz wymusił na społeczeństwie grupowe myślenie.

Udostępnij


Dany Krick od zawsze miał słabość do szybkich samochodów, teraz jednak, kiedy dobijał do emerytury zrezygnował z wartkich wrażeń prowadzenia samochodu z napędem na cztery koła. Wybierał miejski transport, najczęściej był to autobus bądź taxi. Uważał, że dzięki takiemu sposobowi podróżowania będzie bliżej ludzi i ich spraw.

To z kolei zwiększało szansę na zdobycie interesującego materiału do reportażu. W swoim przydomowym garażu na przedmieściach miasta Foggia zostawił ukochane cacko, o które tak dbał. Niebieski mini Cooper, który już nie jedno przeżył u boku dziennikarskiego życia Danego nadal się lśnił. Pościgi, ucieczki i infiltracje to wszystko miało miejsce na czterech kółkach niebieskiego pudełeczka. Dany był także wielbicielem postaci Jasia Fasoli, dlatego jego mini cooper nabierał dodatkowej wymowy.

Teraz siedział na tylnym miejscu autobusu, delektując się doskonale znanymi krajobrazami rodzinnego miasta. Dziś jechał do pracy na godzinę trzynastą, dlatego autobus był stosunkowo pusty, co podnosiło komfort jazdy. Będąc samemu łatwiej jest o skupienie i koncentrację. W takich chwilach Dany zastanawiał się gdzie dziś powęszyć i jaki obrać temat do materiału reportażowego.

Miał kilka pomysłów, między innymi: coraz wyższe podatki lub po prostu XXI wiek, będący wiekiem rozwoju a może upadku? Nie był do końca zdecydowany, ale bardziej skłaniał się do drugiego tematu. Na początek oferował on wiele możliwości pociągnięcia głównego wątku oraz masę dodatkowych informacji, które powinny trafić do każdego.

Spojrzał na swój złoty zegarek lekko połyskujący w słońcu, miał jeszcze sporo czasu. Wolał jednak zawsze być nieco za wcześnie niż za późno. Wyjrzał za okno, okolica w całości była skąpana w promieniach słońca. Krzątający się ludzie na chodnikach, budynki, liczne reklamy i sklepy. Ocean kolorów i zachęcających sloganów, w których łatwo było stracić głowę.

Początkowo wszystko wyglądało tak jak zwykle, standardowo. Jednak na kolejnym skrzyżowaniu stał nowy baner z napisem Patriotyzm i wiara sensem życia. Niby wszystko ładnie i zachęcająco a mimo to na twarzy Danego pojawił się grymas zniechęcenia. Wiedział, że źle pojmowany patriotyzm i wiara oznaczają ślepe posłuszeństwo. Szczególnie dziś, gdzie tak łatwo manipulować wartościami, upadek moralny jest największy.

Obecnie za herezję lub brak patriotyzmu uważa się kwestionowanie słów lidera. Więc strach przed rozzłoszczeniem wyższych władz wymusił na społeczeństwie grupowe myślenie bez względu na to, do czego ono będzie prowadzić. Lęk i zasady dziedziczone od pokoleń uległy wpływom grupy liderów wymuszających poddaństwo na całej reszcie.

Jednym z ulubionych przykładów grupowego myślenia, jaki lubił przytaczać było piętnowanie teorii spiskowych. U przeciętnej osoby fraza ta wywołuje charakterystyczne skojarzenia, na przykład zamach na World Trade Center z jedenastego września, zabójstwo JFK, Roswell czy strefa 51. Takie tematy zapewne wydają się przeciętnej osobie zwykłymi fantazjami i to zrozumiałe, bo tak się mają kojarzyć.

Z powodu złego podejścia i nadmiernego ubarwienia tych historii fakty dodawano lub pomijano. Niektóre mogą być prawdziwe inne fałszywe, ale pewne jest jedno, jeśli sekret ma zostać ukryty a zaczyna wychodzić publicznie na jaw to najlepszym sposobem na jego ukrycie jest ubarwienie lub zmiana historii tak, że zabrzmi ona niedorzecznie.

Dany ubolewał nad tego typu sposobem życia. Wiedział i miał świadomość, że dziś garstka ludzi stojąca za kurtyną rządzi światem. Czarnoksiężnik z krainy Oz podejmuje kluczowe decyzje a kartele bankowe są głównym narzędziem w jego rękach. Dany kiedyś nawet napisał artykuł na ten temat chcąc nie, co obudzić społeczeństwo, ale wydawca nie zgodził się na jego publikację. Po dziś dzień kilka spisanych kartek drobnym drukiem leży w szufladzie biurka. Dany na pamięć znał zakończenie tamtego na cenzurowanego artykułu.

„Jest metoda na ich szaleństwo, ale nie ma zbyt wielu metod na wasze, ponieważ działacie z punktu ignorancji i dopóki tego nie zmienicie to będziecie potykać się o siebie nawzajem mówiąc i robiąc nie to, co trzeba i nie rozumiejąc natury wroga. Jeśli nie rozumiecie natury wroga to nie możecie z nim walczyć. Nie powinniście być nawet na polu walki.”

To smutne jak człowiek łatwo zaprzedaje swoją wolność, stworzony do wielkich i wzniosłych rzeczy sam siebie upodlił tworząc na ziemi piekło innym ludziom. Ze społeczeństwa naszych ojców wyrosło pokolenie upadłych moralnie ludzi, jakie więc wyrośnie z obecnego?

Hamulce miejskiego autobusu zapiszczały zatrzymując pojazd, z głośników padło nagrane zdanie z informacją o aktualnym przystanku. Dany podniósł się, z wolna ruszając w stronę otwartego wyjścia. Pomachał na obchodne do kierowcy, który od lat jeździł tą linią. Mieli czas by się zaprzyjaźnić i wzajemnie poznać. Wreszcie wysiadł i spojrzał w górę na gmach lokalnej telewizji i gazety.

Reportaż przed kamerami czy krótki wpis do popołudniówki? Sam jeszcze nie wiedział, co dziś go czeka. Wszedł po schodach przechodząc przez główne wejście, nie był zaskoczony, że nikt go nie powitał. Fala młodych wilczków jak ich nazywał nie zwracała uwagi na starszego kolegę. A on też nie miał zamiaru być nadgorliwy względem nich.

Wszedł do swojego biura chcąc na dzień dobry zrobić sobie małą kawkę skutecznie pobudzającą zastałe zmysły. Otworzył okno zaczerpując haust świeżego powietrza. Chwilo trwaj, pomyślał, ale błoga chwila nie trwała długo, sekretarka szefa bez pukania wpadła do środka obrzucając dzikim spojrzeniem wnętrze pomieszczenia.

– Tu jesteś? – Od niechcenia rzuciła zdanie na początek jak gdyby w ogóle nie chciała znaleźć starszego kolegi. – Szef chce cię widzieć.

– Dobrze tylko…

– Już chce cię widzieć. – Zmarszczyła brwi kładąc nacisk na słowo: już.

– Dobrze dziękuję już idę. – Spokojnie i bez cienia emocji odparł Dany. Oddał tej redakcji swoje życie, jedno jedyne, jakie miał, ale widać to tutaj nie miało swojej wartości. Starość przekreślała nawet największe osiągnięcia i ofiary. Spojrzał smutnym wzrokiem na nietkniętą kawę i wyszedł.

– No nareszcie ile mam czekać? – Szef nie okazał cienia dobrego humoru, jak zwykle zresztą.

– Przyszedłem od razu, gdy tylko otrzymałem informację… – Dany stał na baczność recytując usprawiedliwienie.

– Dobrze, już dobrze. – Machnął ręką najwyższy prezes. – Jest dziwna sprawa do zbadania i chciałem abyś się tym zajął.

Dziwna sprawa do zbadania, pomyślał Dany. Ostatni wielki hit jego dziennikarskiej kariery, bo cóż innego?

– Nikt jej nie chce, dlatego wysyłam ciebie. Zobacz czy warto się nad tym rozczulać, jeżeli nie to umieść krótką wzmiankę o całym zajściu na naszej stronie internetowej.

Wszystko jasne, jakiś bliżej niezidentyfikowany ochłap został rzucony pod nogi Danego. Najchętniej powiedziałby szefowi wal się, ale powstrzymał się.

– Czego dotyczy owa sprawa? – Zapytał udając zaciekawienie.

– W okolicy lotniska Foggia doszło do morderstwa, czy po prostu naturalnej śmierci, sam nie wiem. Weź samochód służbowy i para na tłoki.

Dany bez słowa odwrócił się i opuścił gabinet szefa, który ani raz nawet na niego nie spojrzał podczas żenującej odprawy. Zniechęcony ruszył ku być może ostatniej nędznej sprawie, jaką mu wciśnięto.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.