Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.25- W jednej chwili wszystko stało się jasne i proste.

Udostępnij


– Może coś panu podać, sir? – Uprzejmym, a nawet lekko troskliwym tonem w głosie, zapytała hostessa.

– Nie dziękuję. – Tom spojrzał na urodziwą i młodą przedstawicielkę personelu. – Jeżeli będę czegoś potrzebował to już wiem, do kogo zwrócić się o pomoc. – Mrugną delikatnie okiem wzbudzając szczery uśmiech na twarzy kobiety.

Hostessa odeszła na odległość kilkunastu metrów, kiedy niespodziewanie Tom zmienił zdanie.

– Przepraszam. – Wychylił się i pomachał. – Halo, przepraszam.

Kobieta odwróciła głowę i dostrzegła wychyloną postać.

– Przepraszam. – Powtórzył Tom, dodając lekki ruch ręki, coś na wzór machnięcia. Zaciekawiona hostessa nie zwłocznie ruszyła w stronę potrzebującego pasażera.

– Czyli jednak będę mogła w czymś pomóc.

– Tak, tak. – Tom lekko odkaszlnął przykładając dłoń do ust. – Czy mógłbym prosić o czystą kartkę papieru i długopis?

Młoda dama zmierzyła spojrzeniem Toma, liczyła na bardziej ambitne zadanie.

– Oczywiście. Myślę, że coś znajdę, ostatecznie samolot nie jest taki mały. – Odeszła zostawiając Kravera samego.

Tom chciał coś sprawdzić, nie posiadał zbyt dobrej pamięci fotograficznej, dlatego potrzebował do swojego planu długopisu i kartki, aby móc na niej zapisać różne kombinacje.

– Proszę. – Czysta kartka zafalowała przed oczami Toma.

– Dziękuję, nie spodziewałem się, że tak szybko pani wróci.

– To mój samolot. – Położyła dłoń na ramieniu Toma. – Wiem jak się po nim efektywnie poruszać.

Wszystko było jasne. Tom dostał to, o co prosił jednak hostessa nie odchodziła wyraźnie dając znak, że na coś czeka.

– Dziękuję. – Nie wiedząc, co może jeszcze odrzec powtórzył. – Bardzo dziękuję, uratowała mi pani życie.

– Podróżuje pan sam, czy z siostrą? – Hostessa kiwnęła głową w stronę śpiącej Kate.

Aha… wszystko jasne, pomyślał Tom. To podpucha, sprawdza mnie. Cała ta sytuacja wydała się Tomowi mocno zabawna. Coś wierciło go od wewnątrz by poflirtować z wyraźnie zainteresowaną hostessą, jednak fakt, że był księdzem i z tej dwójki tylko on o tym wiedział, sprowadzał Toma na ziemię.

– Nie, nie. – Zaczął delikatnie. – To moja narzeczona, lecimy w podróż poślubną.

– Poślubną? – Kobieta ostentacyjnie otworzyła usta. – W podróż poślubną nie leci się czasem po ślubie? Sama nazwa wskazuje odpowiedz czyż nie?

Cholera… Tom zdał sobie sprawę, że przeholował.

– Tak, ale my chcemy sprawdzić jak to jest już przed ślubem. – Dość ironicznie uśmiechnął się do stewardesy dając w ten sposób znak by dała mu wreszcie spokój.

– Hmm… – Długie tajemnicze westchnięcie i nic po za tym. Kobieta odeszła nie spoglądając więcej w stronę Toma.

Dzięki Ci Panie, Tom poczuł głęboką ulgę, miał świadomość, że hostessa posiadała duży urok osobisty, ale to była zbyt wysoka cena za jej upierdliwość. Niech sobie idzie, dodał w myślach, z kobietami nigdy nic nie wiadomo, a kombinacja napalona hostessa i ukrywający się ksiądz to nie zbyt dobre połączenie.

Rozprostował białą kartkę papieru na kolanie. Nie było to zbyt idealne rozprostowanie, ale jakoś trzeba sobie radzić. Niezwłocznie przystąpił do realizacji swojego pomysłu. Nie wiedział czy coś z tego wyniknie, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi. Ostatnie przesłanie Antonia, swoisty testament pozostawiony chwilę przed śmiercią, czas bliżej mu się przyjrzeć. Starannie kreślił kolejne litery tworzące krótkie zdanie, na końcu dodał niewielki znak będący zwieńczeniem całego przesłania.

Ultima Sigillum

Ultima Sigillum. – Cicho wyrecytował, wpatrując się w dwa tajemnicze słowa.

Ultima Sigillum, tajne stowarzyszenie, do którego należał Antonio. Poniżej znak nieskończoności. To dwa fakty, na których mógł oprzeć swoje dochodzenie. Jednak, co to oznacza? Czy może chodzić o nieskończoność owej organizacji? Wydawało się to niemożliwe, w końcu nic nie trwa wiecznie, przynajmniej nie na tym świecie.

Kolejnym krokiem, jaki chciał wykonać Tom, była próba ułożenia innych słów zawierających się w Ultima Sigillum. Kraver chciał potraktować ową nazwę jako anagram, jednak po kilku minutach prób poświęconych na łamanie szyfru poddał się stwierdzając, że nic logicznego z tego nie wynika.

– Co chciałeś powiedzieć, Antonio?

Tom był skłonny powiązać znak nieskończoności z informacjami, jakie usłyszał od Kate. Zdanie, które dość dobrze zapamiętał, teraz starannie napisał kilka centymetrów od dolnej krawędzi kartki. Czas nie jest liczony indywidualnie dla jednostki, lecz wspólnie dla całego świata.

Czas, może wszystko dotyczy czasu, pomyślał Tom. Czas, którego mieli już tak nie wiele. Być może Rivera znał sposób na długowieczność? Ale to nie to samo, co wieczność i nieskończoność. Myśl Tom, myśl, poganiał się chcąc za wszelką cenę dojść do czegoś konstruktywnego. Tyle pytań pozostawało bez odpowiedzi.

Tesla i jego badania, wspomniany przez Antonia projekt HAARP, niewyjaśnione rysunki, wzmianki o wampirach, złowieszcza data zwiastująca globalny koniec, bliżej nieokreślony grobowiec. Jak to wszystko powiązać w całość? Akurat na to Tom Kraver jak na razie nie miał pomysłu. Dlatego chciał od czegoś zacząć, odnaleźć swoisty punkt zaczepienia, od którego drobnymi krokami będzie mógł zdecydowanie ruszyć dalej. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w kilka słów które przed chwilą wypisał na kartce papieru.

Ultima Sigillum

Czas nie jest liczony indywidualnie dla jednostki, lecz wspólnie dla całego świata.

Musi dojść do rozwiązania, teraz albo nigdy. Przecież to nie mogło być takie trudne. Muszę… Muszę… Powtarzał w myślach. Jednak nie da rady. Niepowodzenie. Jeżeli kryło się tu jakieś przesłanie to on nie był w stanie do niego dotrzeć. Zrezygnowany opuścił dłoń, w której trzymał kartkę, rozluźnił palce upuszczając zapisaną stronę papieru. Najchętniej pozostawiłby ją tam gdzie opadła, ale wiedział, że wcześniej czy później ktoś zwróci mu uwagę, nie chciał zostać posądzony o śmiecenie.

Wypuścił powietrze z ust i sięgnął po upuszczoną kartkę, która leżała cały czas tam gdzie opadła. Wówczas stało się coś, czego się nie spodziewał, doznał olśnienia. W jednej chwili wszystko stało się jasne i proste. Nie mógł uwierzyć, że wcześniej tego nie zauważył. Zrozumiał, że na część przesłania patrzył dosłownie pod złym kątem.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.