Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.26- Przyszłość nas oczekuje, nie dajmy jej więcej czekać.

Udostępnij


W przedziale siedział sam, cisza panująca w środku kojąco wpływała na jego zdezorientowany umysł. Mógł wreszcie skupić się na sobie i dokonać osobistej spowiedzi z dotychczasowego życia. Niczego nie żałował, to było jego życie, o które ostatecznie się nie prosił, ale skoro już je otrzymał to zrobił tyle ile mógł, był wdzięczny Bogu za ten dar, bo zrozumiał z czasem, że warto żyć i dawać z siebie tyle ile dać można.

Michał w skupieniu spoglądał za okno pospiesznego pociągu, w którym został umieszczony przez mamę tuż po ostatniej rozmowie. Jeszcze dziś wyruszysz na zachód by już jutro móc stać na froncie ostatecznych wydarzeń, przed jakimi stanie człowiek. Ostatnie słowa wypowiedziane przez jego mamę nadal pobrzmiewały w niezmierzonej otchłani myśli.

Kochał ją tak mocno, że nie zadawał zbyt wielu pytań tylko ruszył przed siebie na spotkanie tego, co ma nadejść a co najprawdopodobniej było mu pisane od dawien dawna. Zabrał kilka banknotów, ubranie na przebranie i najważniejsze, zabrał ze sobą ową kopertę, która odmieniła jego życie a jej moc mogła ocalić wiele istnień.

Spadająca gwiazda, meteor, coś dziwnego na niebie, wprawiło w ruch pradawne plany. Sen, który pamiętał widniał nadal przed jego oczami wyobraźni. Podniebna rysa, jedna z wielu w historii a mimo to wyjątkowa, bo jego.

Owa kometa przemierzająca kosmos od setek lat. Być może będzie mknąć przez wieczność pośród otchłani wszechświata, być może rozpadnie się w grawitacji otoczenia jakiejś gwiazdy. Niezbadana skała samotnie przemierza czas oczarowując swoim pięknem każdego, kto na nią spojrzy. Lśniący diament w koronie nocy, czy jeszcze kiedyś tu powróci czy odleci i zniknie na wieczność?

Do tej pory życie Michała upływało pod znakiem umiarkowanej stabilności i wolnego, ale konsekwentnego działania. Teraz wszystko przyspieszyło, wir wprawionych w ruch zapadni życia porwał Michała oferując odegranie ważnej roli w historii świata. Tak bywa, że czasem na oślep mkniemy do przodu, pośród wielu upadków i wzniesień. Czas nie dopytuje się o pozwolenie on kieruje się własnymi regułami.

Jeszcze przed paroma godzinami był w Polsce w swoim rodzinnym domu, który tak dobrze zna i w którym czuje się najlepiej, teraz jest tutaj w pociągu jadąc na spotkanie z człowiekiem, którego nigdy nie widział a mimo to musi mu zaufać. Jedyne, co pozostało Michałowi to cierpliwie czekać na kolejną wskazówkę na kolejny element układanki, aby móc odnaleźć pewną drogę pośród słabości.

Ciężko kroczyć ścieżką, której nie znamy. Jeszcze wczoraj wszystko wydawało się takie proste a dziś przeszłość pozostała w tyle ustępując miejsca przyszłej obietnicy. Michał zamknął oczy i mocno złożył obie dłonie. Zaczął modlitwę do Boga o siłę i opiekę, nie wiedział jak to wszystko się zakończy wiedział jednak jedno, musi powrócić żywy do swojej mamy i do życia, jakie dotychczas prowadził.

Nie mógł i nie chciał pozostawiać tego wszystkiego, tak wiele planów i marzeń pozostało do zrealizowania, tyle spraw do dokończenia, tyle gór do zdobycia, to nie mogło się zakończyć, po prostu nie mogło, nie w ten sposób. Z zadumy wyrwał go głośny dźwięk hamującej lokomotywy i syk wydobywającej się pary. Dojechali na miejsce.

Nie pozostało nic jak tylko wstać i zabrać, co swoje a później wysiąść, bo przecież ktoś na pewno na niego czeka. Kim był ów człowiek? Co wiedział i co zamierzał zrobić z tym, co wie? Delikatnie otworzył drzwi przedziału i ruszył wąskim przejściem ku wyjściu.

– Proszę tędy. – Ktoś z obsługi, ubrany w niebieski uniform, pokazał gestem dłoni, w którą stronę powinien skierować swoje kroki.

Jeden, drugi i trzeci stopień by wreszcie móc stanąć na stabilnej ziemi. No gdzie jesteś, pomyślał Michał. Nagle ktoś za jego plecami mocno odchrząknął.

– Witam nazywam się Rudolf. – Nieznajomy wyciągnął rękę na powitanie, miał silny i solidny uścisk dłoni. Konkretna osoba pomyślał Michał.

– Witam, miałem się z Panem tutaj spotkać.

Nieznajomy obdarzył Michała życzliwym uśmiechem.

– Po pierwsze nie jestem żadnym panem. Rudolf, po prostu Rudolf, a po drugie to nie ze mną miałeś się tutaj spotkać.

– Jak to? – Zapytał zdziwiony Michał. Był przestraszony, czyżby coś uległo zmianie.

– Mój pracodawca czeka na ciebie, to z nim masz umówione spotkanie. Moim zadaniem jest Cię do niego zawieść. – Rudolf rozglądnął się dookoła siebie. – Masz kopertę?

– Tak. – Odparł niepewnie.

– Dobrze, więc w drogę. Przyszłość nas oczekuje, nie dajmy jej więcej czekać.

Szybko opuścili dworzec centralny, wsiedli do czarnego mercedesa i odjechali pozostawiając za sobą trochę dymu i głośny warkot silnika.

***

Cień był szybki i nieustępliwy. Z łatwością nadążał za ciemnym mercedesem. Już od jakiegoś czasu podążał śladami Michała. Pierwszy raz spotkał go w ciemnej alejce, kiedy Michał wracał z pracy, od tamtej chwili nie opuszczał go ani na moment. Miał jasne zadanie do wykonania a stawką była wiedza. Cień mknął niezauważenie pośród mroku i dzikich zarośli, idealny zabójca, cicha śmierć czyhająca u progu i czekająca na zadanie ostatecznego ciosu.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.