Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.27- Sąd Ostateczny: „Panie proszę Cię, nie poddawaj się w walce o mnie.”

Udostępnij


Często człowiek myśli, że na niczym mu nie zależy, popada w bierną postawę czekając na gotowe. Nie chce angażować swoich sił by w razie porażki nie doznać rozczarowania i nie poczuć smaku niepowodzenia. Wybiera rolę biernego statysty stojącego zawsze obok głównego nurtu wydarzeń, nigdy nie angażując się przedkłada istnienie nad prawdziwe i pełne życie.

Świadomość odgrywania życiowej roli w przedstawieniu świata pozbawia człowieka tożsamości. Przeciętność i chłodne podejście do codzienności przykrywa osadem gnuśności marzenia, idee, plany, wszystko to, co sprawia, że człowiek, każdy człowiek jest indywidualnością a nie tylko częścią bezkrytycznej i bezbarwnej masy.

Budowanie ścian dookoła swojego życia może zaślepić, wprowadzić na niebezpieczną drogę, której kres znajduje się w ciasnym i mrocznym zaułku, z którego wielu już nie wychodzi. Bo czy wyjściem jest samobójstwo lub popadanie w rozpacz? Tylko niezłomna walka o przetrwanie może coś znaczyć i znaczy. Walka o lepsze jutro może uratować życie każdemu. Ostatecznie, kim jesteśmy, aby decydować o swojej śmierci? Czy mamy w ogóle do tego prawo?

Kto zgodnie ze swoim sumieniem może powiedzieć, że jest gotów odbierać życie drugiej osobie? Jak można odebrać komuś coś, czego człowiek sam z siebie zaoferować nie może? Kto odbiera życie ten naraża siebie na utratę swojego życia, stając się nie jako żywym grobem. Nie można szafować wyższymi wartościami, jeżeli świat tego nie zrozumie wszystko zostanie zatracone, wszelkie granice zanikną a prawo będzie jedynie tym, co jednostka uzna za słuszne.

Panie wybaw mnie od ślepoty, zabierz mnie z mroku coraz bardziej ogarniającego moją duszę. Pokaż mi, kim jestem i dokąd zmierzam by znając cel swojej podróży życiowej, nigdy nie pobłądzić. Panie proszę Cię, nie poddawaj się w walce o mnie.

– Tom, co ty mówisz? – Kate przetarła jeszcze zaspane oczy.

Lekko zaskoczony Kraver spojrzał na twarz towarzyszki chcąc podzielić się swoim odkryciem. Nie wiedział jak Kate zareaguje, ale nie chciał przed nią nic zataić, w tej sprawie tkwili razem po uszy.

– Kate. – Zaczął powoli. – Coś właśnie zrozumiałem.

– Tak wiem słyszałam. Mówiłeś coś o walce. – Na moment zamknęła oczy, chcąc dokładniej przypomnieć sobie, co mówił. – Aha już wiem, powiedziałeś a w zasadzie prosiłeś Boga by nie poddawał się w walce o ciebie. Tak to zrozumiałam.

– Dobrze zrozumiałaś. – Pokiwał głową. – Czasem w życiu każdego człowieka zapada noc, przez którą ciężko coś dostrzec, ja obecnie stoję po środku mojej nocy licząc na promień, który oświetli mrok i wskaże, co robić dalej.

– Dostrzegłeś owy promień? – Wyraźnie zainteresowana, nie ustępowała.

– Myślę, że tak. – Tom pokazał kartkę, na której zapisał kilka słów chcąc coś dostrzec. Początkowo nie wiedział, czego szukać jednak to samo odnalazło jego.

Kate spojrzała na pomiętą kartkę.

Ultima Sigillum

Czas nie jest liczony indywidualnie dla jednostki, lecz wspólnie dla całego świata.

– Przed swoją śmiercią Antonio pozostawił po sobie krótki zapis dołączając do niego symbol nieskończoności. – Z dużą cierpliwością tłumaczył Tom. – Zastanawiałem się, co chciał przez to przekazać, co chciał powiedzieć i po sobie pozostawić. Myślę, że już wiem, dosłownie przez przypadek to odkryłem, ten ma związek z biblią i jej treścią.

– Co? – Kate wydobyła z siebie jedynie krótkie pytanie, czując załamujący się głos. Myśl o śmierci Antonia na nowo otworzyła świeżą ranę.

– Pewne rzeczy łączą się w całość. Ultima Sigillum, do którego należał Antonio, pewne teksty biblijne i sprawa, którą obecnie próbujemy rozwiązać.

Kate nic nie mówiła, nie chciała przerywać Tomowi by jak najszybciej poznać nowe informacje. Czuła ukojenie na myśl, że wreszcie coś się wyjaśni.

– Ultima Sigillum to po łacinie ostatnia pieczęć. – Spojrzał jej w oczy a później na kartkę trzymaną w dłoni. – Owy symbol widniejący poniżej tych słów to nie jest symbol nieskończoności tak ja początkowo myślałem. – Podniósł kartkę na tyle wysoko by ta znajdowała się na wprost oczu Kate, po czym delikatnie obrócił ją o dziewięćdziesiąt stopni. – Czy teraz widzisz?

– Tak. – Okazało się, że rzeczywiście nie jest to symbol nieskończoności, tak naprawdę to w ogóle nie był symbol a cyfra.

– Ósemka Kate, ósemka.

– Tak ale…

– Jestem przekonany, że chodzi o ósmy rozdział apokalipsy świętego Jana z nowego testamentu. Rozdział ten opisuje, czym jest ostatnia pieczęć, w pewnym sensie opisuje kulminację apokaliptycznych wydarzeń mających na celu oczyścić ziemię z grzechu i przygotować ludzi na sąd ostateczny. – Na chwilę przerwał i otworzył mocniej oczy. – Jasna cholera, to oznacza, że Antonio coś wiedział o zbliżającym się światowym kataklizmie. Wiedział coś, czego my dopiero się dowiemy.

– Tom… – Kate nie znała dobrze biblii, dlatego głupio było jej zadać kolejne pytanie. – Jeżeli jest ostatnia to, co jest później?

Chwila ciszy.

– Sąd ostateczny. – Odpowiedział Tom.

Sąd ostateczny. Ostatnie słowa rozbrzmiewały złowieszczym echem w głowie Kate, sąd ostateczny, sąd ostateczny.

Oboje milczeli pogrążeni we własnych myślach walcząc z powoli urzeczywistniającą się prawdą. Nazwa tajnego Watykańskiego stowarzyszenia nie była przypadkowa. Antonio zginął, ponieważ wiedział zbyt wiele o nadciągających wydarzeniach. Tom i Kate stanęli w obliczu nadciągającej apokalipsy, wypełnienia wszystkiego, co przed dwoma tysiącami lat zostało przewidziane a później zapisane.

Boże to nie może być prawda. Powtarzał w myślach Tom. Tyle jeszcze jest do zrobienia, tyle do odkrycia to nie może być koniec. Z zadumy wyrwał ich głos pilota samolotu.

– Witam, nazywam się Ted i jestem kapitanem tego rejsu. Za pięć minut będziemy lądować. Proszę o zapięcie pasów i zajęcie swoich miejsc. Dziękuję za uwagę i wspólny lot.

Tom spojrzał na Kate.

– Zaczęło się, jesteśmy bliżej prawdy niż kiedykolwiek. Musimy iść dalej nie ulegając zwątpieniu, zło będzie chciało nas złamać i zniechęcić. – Złapał jej dłoń. – Do tego nie możemy nigdy dopuścić rozumiesz? – Kate milczała. – Obiecaj mi. Obiecaj, że nie poddasz się chociażby ziemia pod nami rozwarła swoją otchłań.

– Obiecuję ci, ale ty obiecaj mi to samo.

– Nie poddam się do póki żyję i do póki mam, o co walczyć.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.