Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.3- Illuminaci to sekta o mrocznych korzeniach bazująca na okultyzmie i czarnej magii.

Udostępnij


Życie odbierane w wybranym czasie i miejscu w określony sposób staje się ofiarą. Wielka tajemnica streszczona w tym jakże banalnie sformułowanym zdaniu przeraziła Kate, która nie mogła uwierzyć by zrozumieć i w pełni pojąć, z czym przyszło jej się zmierzyć, dlatego zapytała.

– Jak to jest w ogóle możliwe? Nie dość, że ci ludzie to szaleńcy chcący wywołać apokalipsę to jeszcze do tego są okultystami działającym według pewnego ściśle ustalonego kalendarza?

– Niestety masz rację. Rivera i jego wybrani, są istotami, bo nie chcę nazywać ich ludźmi. – Sprostował Uriel. – Działającymi według ścisłych reguł, tajemnych obrzędów i rytuałów. Czczą symbol Uroborosa, ten symbol jest nie jako markerem, którego używają do zaznaczania ich własnych siedzib. – W tym momencie Uriel przypomniał sobie symbol Uroborosa w katakumbach pod Rzymem, jednak nie chciał wspominać tego faktu, przynajmniej nie teraz, co za dużo informacji to nie zdrowo, pomyślał.

Tom powoli zaczynał rozumieć, z kim ma do czynienia. Ci Illuminaci czy jak kto ich tam zwał, byli pradawną sektą o mrocznych i niejasnych korzeniach bazującą przede wszystkim na okultyzmie i czarnej magii. Takie grupy były niestabilne i wysoce nieprzewidywalne a do tego często doskonale zorganizowane.

– Nie będzie łatwo, mimo wszystko nie możemy popadać w tragizm sytuacji. – Tom próbował uspokoić towarzyszy a szczególnie Kate, dla której świat zakazanych i demonicznych rytuałów był przecież zupełną nowością. – Kate? – Starał się sprowokować ją do wypowiedzenia kilku słów by na ich podstawie móc zobaczyć, w jakim jest stanie i jak radzi sobie z nowo nabytą wiedzą. – Kate? – Cisza, żadne słowo żaden gest. Kate po prostu patrzyła prosto przed siebie a w jej oczach można było dostrzec lęk i przerażenie. – Kate. – Tom podjął kolejna próbę. – Wiem, że to całkowicie inny świat od tego, z którym miałaś dotychczas kontakt jednak…

– Tom! – Niespodziewanie wykrzyknęła spoglądając w jego stronę. – Mamy problem.

Tom spojrzał na Uriela, który od paru minut nie spuszczał wzroku z rany coraz bardziej zakrwawionej.

– Tom! – Ponownie wypowiedziała jego imię. – Nie mówię o nim, mówię o blokadzie. Przed nami policyjna blokada! – Uriel i Kraver jak poparzeni równocześnie spojrzeli przez przednią szybę dostrzegając kordon radiowozów policyjnych ustawionych w poprzek drogi. Nie było najmniejszych szans by przejechać niezauważenie. Stało się to, czego nie chcieli najbardziej, wjechali prosto w pułapkę.

***

Biało niebieskie radiowozy stały w zwartym szyku stanowiąc pierwszą linię blokady, dalej w drugiej linii schowani za pojazdami stali funkcjonariusze policji celując prosto w nadjeżdżający samochód.

– To na pewno oni. – Powiedział jeden z funkcjonariuszy.

– Skąd wiesz, nie podano jeszcze dokładnego rysopisu samochodu? – Zapytał drugi, ładując do pełna magazynek.

– Wystarczy spojrzeć na stan techniczny tego czegoś, co nadjeżdża. Do samochodu to coś jest już mało podobne. – Postawił do pionu niedowierzającego kolegę, który w porównaniu do niego był całkowitym żółtodziobem. Nikt nie zadawał więcej pytań by nie podpaść starszemu i bardziej doświadczonemu koledze. Jeżeli coś pójdzie nie tak będzie na niego oni wykonują tylko rozkazy.

– Strzelajcie w opony, jeżeli spróbują się przebić tak jak poprzednio. Nie możemy pozwolić im uciec, bo powieszą mnie za jaja rozumiecie a jeżeli to mnie spotka to zabiorę was ze sobą. – Grzmiał rzucając na lewo i prawo nieprzyjemnymi konsekwencjami. Wiedział, że trochę strachu zmobilizuje resztę do efektywnego działania.

Kiedy blokada i jej członkowie zostali postawieni w stan pełnej gotowości trójka uciekinierów do końca nie wiedziała jeszcze co robić. Ryzykować i jechać dalej czy zawracać?

– Kate raz ci się udało, ale drugi raz możesz mieć problem. – Zawyrokował Tom, nawet nie biorąc pod uwagę możliwego taranowania blokady.

– Mamy tylko dwa dni. – Wtrącił nadzwyczaj żywo Uriel. – Wróćmy znam kryjówkę Rivery, dopadniemy go i wyciągniemy potrzebne informacje. – Tom spojrzał na Uriela wyraźnie kiwając porozumiewawczo głową. Plan nie był głupi, ryzykowny, ale jednak istniał cień szansy. – To starszy człowiek damy mu radę bez problemu, zawsze możemy zaangażować policję, ktoś nam ostatecznie uwierzy. – Przekonywał Uriel.

Kate dodała gazu dając obu do zrozumienia, że ich propozycje nie wchodzą w grę i nie podlegają żadnej dyskusji. Wolała taranować blokadę niż stanąć oko w oko z Riverą.

– Kate oszalałaś. – Oboje krzyczeli jeden głośniej od drugiego. – Zabijesz nas!

Tom w przypływie adrenaliny zakrztusił się własną śliną zaczynając mocno kaszleć. Jego twarz przybrała kolor czerwieni a z oczu popłynęły łzy. Gestem dłoni pokazywał Urielowi by ten nadal naciskał na Kate w obecnej chwili niemocy.

– Zawróć! Rozbijesz samochód albo, co gorsza po prostu nas zastrzelą. – Uriel już nie wiedział, co mówić, wszystkie argumenty pozostawały bez reakcji, a każdy wysiłek kończył się paraliżującym bólem, którego źródło miało miejsce w kolanie a promieniowało na całe ciało.

– Oszaleliście do reszty! – Kate przystąpiła do kontrnatarcia. – Chcecie sami powstrzymać Rivere? Człowieka, który jest rzekomym demonem? Chcecie poprosić policję o pomoc? I co powiecie, że ratujecie świat przed apokalipsą sił piekielnych czy wy w ogóle myślicie. – Kate poczerwieniała bardziej od Toma. – Jeżeli zawiedziemy, śmierć Antonia pójdzie na marne a ja do tego nie dopuszczę. Przed nami droga w jedną stronę, przekroczyliśmy rubikon nie ma odwrotu, więc zamiast panikować weźcie się w garść!

Nie było więcej czasu na dalszą dyskusję, ponieważ Kate była już pięćdziesiąt metrów od blokady. Z tej odległości dostrzegli wycelowaną prosto w nich broń i jakiegoś dobrze zbudowanego funkcjonariusza stojącego po środku i trzymającego duży biały megafon. Wyraźnie krzyczał coś a wzmocniony dźwięk było słychać w promieniu kilkudziesięciu metrów.

– Natychmiast się zatrzymajcie! – Krzyczał. – Albo otworzymy ogień!

– Czy on powiedział otworzymy ogień? – Krzyczał Tom. Wiedząc jednak, że to nic nie zmienia a ich droga jest już obrana, sięgnął do kieszeni sprawdzając czy koperta pozostawiona przez Antonio Mazara jest bezpieczna. O ile można w obecnej sytuacji mówić o jakimkolwiek bezpieczeństwie.

Na odpowiedz nie było czasu, dziesięć metrów przed blokadą, Kate ostro skręciła na pobocze wzbijając tumany kurzu. Chciała bokiem ominąć stojące przeszkody. Policjanci patrzyli z niedowierzaniem na umiejętności i szaleńcze zapędy kierowcy kobiety. Ryzykując życie mknęła wyboistym poboczem rozlatującym się złomem trzymając mocno w dłoniach kierownice jak gdyby od tego zależało czy samochód pozostanie w jednym kawałku.

– Na co tak patrzycie, otworzyć ogień! – Wydał rozkaz starszy funkcjonariusz.

W jednej sekundzie rozbrzmiała nieustająca salwa z broni palnej. Seria kul w linii prostej przeszyła bok samochodu pozostawiając idealną kreskę.

– Strzelajcie w opony!

Jeden i drugi huk. Stracili przednią i tylną lewą oponę. Zarzuciło samochodem, którego dwie felgi wryły się w ziemię znacząc pobocze dwiema rysami. Auto wyraźnie zwolniło, lecz przy powrocie na drogę felgi zawadziły o bok grubej warstwy asfaltu powodując przekoziołkowanie o trzysta sześćdziesiąt stopni. Tom pomyślał, że tak musi wyglądać świat od środka wirującego bębna pralki. W jednym momencie wszystko ucichło. Strzały, krzyki i ryk silnika. Okolica tonęła w chmurach wzbitego kurzu. Nie było nic widać prócz kilku lekko majaczących postaci i płonącego samochodu.

– Wezwijcie karetkę a reszta za mną. – Warknął starszy policjant ruszając w stronę rozbitków.

Kurz zaczął się rozwiewać, powoli ukazując wszelkie szczegóły ostatnich sekund. Z pod maski silnika wyraźnie ulatniał się czarny dym i szalejące płomienie.

– Wyciągnijcie tylko tych, co przeżyli i dawajcie ich tutaj ten złom zaraz wybuchnie!

Nikt nie miał zamiaru ryzykować życia funkcjonariuszy w obliczu tykającej bomby, która w każdej chwili mogła eksplodować.

– Wszyscy żyją. – Krzyczał jeden z policjantów machając ręką do pozostałych by mu pomogli.

– Niech to szlak! – Warknął do siebie starszy policjant. – Dalej, na co czekacie pomóżcie mu! – Sam nie chciał narażać swojej utytułowanej dupy.

Kate i Tom sami wyczołgali się z płonącego auta. Uriela wyciągnęło dwóch funkcjonariuszy. Całą trójkę zabrano na bezpieczną odległość. Po chwili rozległ się ogromny grzmot wybuchającego zbiornika z paliwem rzucając wszystkich na ziemię. Gruby i masywny słup czarnego dymu zapewne można było wyraźnie dostrzec z odległości kilku kilometrów.

Kate i Tom mieli liczne zadrapania i potłuczenia jednak obyło się bez trwałych uszkodzeń ciała. Uriel również nie odniósł poważniejszych obrażeń, jedynie duża utrata krwi ze świeżej rany osłabiła mocno jego siły fizyczne. Mieli szczęście, że przed samym koziołkowaniem samochód wytracił prędkość, bo w przeciwnym wypadku mogli zginać na miejscu. Gdy tylko policjanci zrozumieli, że nic poważnego nie grozi uciekinierom zadecydowali niezwłocznie umieścić ich na tylnym siedzeniu radiowozu. Tam też mogą zaczekać na karetkę, pomyślał starszy funkcjonariusz.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.