Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.30- Nadciąga globalna hekatomba, a wiedzą o niej nieliczni.

Udostępnij


Zatrwożony płomień tańczył zahipnotyzowany na wierzchołku palącej się świecy. Czasem lepiej nie otwierać drzwi, jeżeli nie jesteśmy przygotowani na to, co za nimi możemy odnaleźć. I tak było tym razem. Dany i Rodeker przez dłuższą chwilę nie wypowiedzieli ani słowa, jedynie patrzyli na to, co zostało ukazane ich oczom. Dziwny prowizoryczny ołtarz uwieńczony zniszczonym przez starość krzyżem. Bliżej niezrozumiałe teksty wyglądające na jakieś przepowiednie, wszystkie ściany były nimi pokryte. Gęsto zapisane słowa nie wróżyły nic dobrego.

– Spójrz tylko na to wszystko. – Wymamrotał Dany. – Co to jest? Czy to zrobił ten twój pracownik NSA? Nie wiem czy to efekt psychozy czy bardziej zboczenie umysłowe na tle apokalipsy.

Rodeker jeszcze przez moment starał się dostrzec logikę w tym, co oglądały jego oczy.

– To zapowiedz nadchodzącej hekatomby. – Wypowiedział pierwsze słowa i podszedł do stołu, przewertował kilka kartek. – Tutaj jest wszystko opisane.

– Przecież to brednie szalonego człowieka, pewno tego agenta, którego ciało leży przed lotniskiem. Sądzisz, że treści tego typu mogą mieć w sobie, chociaż krople realizmu? Ja sądzę, że tak, ale nie w tak obłąkanej formie.

– Niestety nie masz racji, to wszystko jest niczym koszmar będący rzeczywistością. – Rodeker głęboko westchnął. – Nie powiedziałem ci jeszcze jednej rzeczy, nadciąga wielki kataklizm na nasza planetę, w zasadzie już trwa, to kwestia godzin. Wybrane rządy świata wiedzą o wszystkim, ale wolą milczeć w obawie o własne interesy. Dany wiem, że jesteś stary, i nie mówię tego, dlatego by cię obrażać, ale po to by jeszcze mocniej podkreślić to, co zaraz powiem. – Rodeker odwrócił wzrok na zapisane ściany, podszedł i kolejny raz przejechał dłonią po zapiskach. – Wiem o rzeczach, o których zwykli ludzie nawet nie śnią. Gdyby to, co wiem wypłynęło, wówczas wszystko runęłoby niczym domek z kart. Dany jesteś człowiekiem doświadczonym, ale tego, co dzisiaj robią ludzie za kurtyną. – Przerwał na krótką chwilę. – Nawet nie masz pojęcia, do czego są zdolni.

– Nie wierzę, jesteś pracownikiem rządowym a to by świadczyło, że także jesteś w to zamieszany.

– Do niedawna o niczym nie wiedziałem, a na pewno nie o tym, że nasz rząd zostawi na pewną śmierć swoich obywateli. Kiedy tylko zrozumiałem co się dzieje postanowiłem o wszystkim opowiedzieć ludziom, nie wiedziałem jednak od czego zacząć, komu zaufać. Dany takie rzeczy dzieją się jedynie w filmach lub największych koszmarach. Wszystko, w co wierzyłem, legło w gruzach.

Dziennikarz szczerze współczuł Williamowi, znał go zaledwie od kilku godzin a już zdążył go polubić.

– Rozumiem. Jednak bez dowodów nic nie zdziałasz, nikt ci nie uwierzy, a oskarżeni. – Dany odkaszlnął. – Jak rozumie w tym przypadku będzie to rząd USA. Oni zaprzeczą wszystkiemu, przez lata zdążyłem zauważyć, że stosuje się politykę zaprzeczania i przepraszania, przez co opinia publiczna jest zawsze udobruchana i co gorsza nieświadoma.

– Wiem, z kim mam do czynienia, dlatego mam dowód. – Rodeker wyciągnął z kieszeni niewielki dyktafon. – Moją ostatnią rozmowę z Prezydentem nagrałem, padają tutaj stwierdzenia szokujące, których nie można podważyć. To mocny dowód. – Nie czekając dłużej Rodeker wcisnął przycisk play, padły pierwsze słowa a następnie kolejne. Wszystko było jasne. Mieli niepodważalny dowód, teraz tylko od nich zależało jak go wykorzystają.

– Od zawsze wiedziałem, jakie cele przyświecają politykom i rządom, ale nie sądziłem. – Dany otarł pot z czoła. – Nie przypuszczałem, że ktoś może być tak nieludzki i bestialski.

– Dany mam dziwne przekonanie, że to wszystko łączy się w jakąś całość, to nie może być przypadek. Agent NSA ginie przed lotniskiem, świadkowie mówią, że był z nim jakiś ksiądz, teraz kwestia nadciągającego kataklizmu. Czuję, że to ma jakiś związek.

– Nie wiem. – Odparł krótko Dany. – Poszukajmy czegoś pośród tych wszystkich papierów, może coś będzie przydatne.

Nie zważając na mroczny wystrój wnętrza obaj zaczęli przewalać stosy różnego rodzaju kartek pełnych wykresów, symboli i dziwnych formuł.

– Czy to nie wykres populacji ludności? – Zapytał Dany, pokazując skrawek kartki.

– Tak, można przypuszczać, że chodzi o najnowsze dane, które wskazują na dramatyczny wzrost populacji do ośmiu miliardów. Ale zaraz. – Rodeker nachylił się by lepiej dostrzec lekko zatarty wykres. – Przecież owa linia momentalnie opada, w naturalnych warunkach takie rzeczy są niemożliwe. No chyba, że wydarzy się coś nienaturalnego.

Teraz obydwoje stali nachyleni nad wykresem zastanawiając się czy to faktycznie może chodzić o to, o czym właśnie zaczęli powoli myśleć.

– Will, jeżeli to, co mówiłeś o nadciągającym kataklizmie jest prawdą, a nie mam na razie powodów by w to wątpić to w ich ostatecznym rozrachunku na ziemi pozostanie. – Spojrzał ponownie na wykres. – Pięćset milionów ludzi. Jak to możliwe? Czy ów kataklizm będzie aż tak morderczy?

– Ostatnie informacje, jakie posiadałem nie mówiły o tak drastycznym spadku populacji, jednak obecnie spodziewam się po nich wszystkiego. Dany, jaką mamy pewność, że naturalny kataklizm nie będzie zaczątkiem czegoś sztucznego, czegoś, co oni sami chcą wywołać?

– Im więcej nad tym rozmyślam tym bardziej zastanawiam się nad słusznością kontynuowania tego, nazwijmy to, śledztwa. Rodeker przecież stajemy naprzeciw rządowi i Bóg wie, komu jeszcze, wystawiamy się jak kury na odstrzał. – Dany rzucił kartki na stół. – Ja mogę załatwić jedynie aparat a ty już nic nie możesz, praktycznie już jesteś skończony. Prezydent na pewno nakazał cię odszukać i nie gra roli czy będziesz żywy czy martwy, a jeżeli odnajdą ciebie to i mnie, a wówczas nie sądzę by zadawali jakieś pytania.

– Dany dziękuję ci za te słowa otuchy, ale ja już wybrałem, to droga w jedną stronę a ja nie mam zamiaru z niej zbaczać. Ty masz jeszcze szanse by się wycofać jednak czy będzie, do czego? Zrozum, ktoś chce przejąć kontrolę nad całą populacją na ziemi i czy to się nam podoba czy nie my musimy działać, bo bezczynność zabije nas od środka.

Rodeker nie czekając na odpowiedź dziennikarza szybko zaczął przeszukiwać dalsze zakamarki dziwnego i mrocznego pomieszczenia. Świeca wypaliła się już do połowy a to znaczyło, że lepiej przyspieszyć ruchy, bo w całkowitych ciemnościach nie znajdą nawet własnego nosa.

– Spójrz. – Zawołał Rodeker. – Tutaj jest jakaś wzmianka o tym, że czas liczony jest wspólnie dla ludzkości.

– Jaki czas?

– To nie wszystko, są też informacje o wielkim znaku, jaki pojawił się na niebie w 2013 roku, powrocie Judasza i sądzie ostatecznym.

– Powrocie Judasza? Tego apostoła? – Dany podszedł do Rodekera. – I o jaki znak chodzi?

– Nie wiem, ale mam zamiar się tego dowiedzieć.

– Tak dowiedzieć… – W głosie dziennikarza pobrzmiewało niedowierzanie. – Ciekawe jak, na razie nie mamy żadnego tropu nic, co by wskazało nam, jaką obrać dalszą drogę, jaki wykonać kolejny krok.

– Może coś mamy.

Rodeker wyprostował się jak w chwilach tryumfu, spojrzał oczami przepełnionymi dziwnym blaskiem. Dany nie wiedział czy to świeca, czy oczy Rodekera tak błyszczą.

– Spójrz. – Rodeker podsunął bliżej niewielki artykuł umieszczony w jakiejś miejscowej gazecie. Pisano w nim o międzynarodowej konferencji do spraw walki duchowej we współczesnym świecie. Na końcu niedługiego artykułu widniało zdjęcie starszego księdza szczerze uśmiechającego się do obiektywu.

– Konferencja, ksiądz. – Tryby w dziennikarskiej głowie Danego zostały wprawione w ruch. – Ksiądz, konferencja, śmierć agenta NSA i obecność księdza przy jego śmierci. Rodeker czy to przypadek?

Rodeker głośno burknął.

– Jesteśmy w jakiejś norze należącej do agenta NSA, który posiada wzmiankę o księdzu, po czym dowiadujemy się, że przy śmierci naszego agenta był jakiś ksiądz. – Rodeker spojrzał na dziennikarza. – To nie może być przypadek, to kolejna wskazówka.

– Być może to ten sam ksiądz. – Dany przechylił głowę w prawo robiąc przy tym dziwny grymas twarzy. – Albo okaże się, że to po prostu gówno prawda a my stracimy czas na płowe poszukiwania.

– Nie mamy innego wyjścia, to jedyny trop, musimy go podjąć, bo w przeciwnym wypadku nigdy nie dowiemy się czy był słuszny czy może błędny.

W powietrzu wisiała niepewność, jak gdyby zaraz mieli przejść przez pole minowe nie wiedząc gdzie znajdują się miny, każdy fałszywy krok mógł być ich ostatnim.

– Dany spójrz, w artykule piszą, że ów ksiądz ze zdjęcia to niejaki Antonio Mazar, ponadto pada jeszcze jedno nazwisko. – Rodeker zbliżył kartkę papieru do płomienia świecy by móc dokładnie odczytać lekko zamazany artykuł. – Pan John Rayes. Dany czy wiesz, co to oznacza?

Na twarzy dziennikarza pojawił się kolejny grymas, tym razem jednak był on bardziej szelmowski i zadziorny.

– Tak wiem, czas odwiedzić tego Johna i zadać mu kilka pytań.

– Dokładnie. W drogę przyjacielu czas powęszyć tam gdzie czuć swąd przeznaczenia.

Czując ulgę z faktu opuszczenia mrocznego pomieszczenia szybko zamknęli za sobą stare drzwi i po schodach wybiegli na zewnątrz. Nie zdążyli nawet zagasić palącej się świecy, która nadal oświetlała tajemnicze teksty wypisane na ścianach i dziwny ołtarz.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.