Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.34- Czerwony dom łączący dzień i noc.

Udostępnij


Czerwony dom łączący dzień i noc. Tom i Kate dotarli na miejsce. Nie było to łatwe w ogólnie panującym chaosie, ale dzięki głośnemu kogutowi na karetce udało się dotrzeć do celu. Stali na poboczu drogi niczym dwoje zagubionych dzieci pośród zbożowego pola. Wiedzieli, że to tutaj, to ostatni trop, jaki mieli a który mógł wskazać, co robić dalej, w jakim kierunku skierować następne kroki i działania. A jednak nie wiedzieli dokładnie, do którego domu powinni zapukać, w którym domu znajduję się ów tajemniczy człowiek posiadający wiedzę, tak im teraz potrzebną.

– Dokąd teraz? – Zapytał Tom.

– Czekaj myślę. – Odpowiedziała Kate, jednocześnie w myślach powtarzając słowa Antonia: czerwony dom łączący dzień i noc. Nie wiedziała, od jakiej strony podejść do tej myśli, czy to jakaś przenośnia, synonim a może rebus. W jaki sposób dom może łączyć dzień i noc, pytała sama siebie. Dlaczego Antonio nie mógł powiedzieć tego w bardziej prosty sposób na przykład podając jego numer.

– Kate zamiast tak stać po prostu chodźmy wzdłuż tej ulicy i patrzmy, obserwujmy. Może uda nam się dostrzec coś, co nam pomoże. – Chociaż sam do końca nie był przekonany w to, co mówi to jednak wiedział, że to jedyne sensowne rozwiązanie.

I tak bez zbędnych słów ruszyli przyglądając się bacznie mijanym budynkom. Tom patrzył na te z prawej a Kate na te z lewej. Wszystkie były zadbane i odremontowane, na pierwszy rzut oka można było dostrzec przepych i bogactwo, które przepełniało całą okolicę. Z dużym zachwytem chłonęli krajobraz i rozmyślali.

Czerwony dom łączący dzień i noc.

– Być może ten dom stoi na jakimś wzgórzu, przez co… – Kate nie dokończyła zdania, zauważyła, że w okolicy nie ma żadnej górki ani nawet małego wzniesienia. – Dobrze, wiem, to błędny trop.

Tom jednak nawet nie słuchał, co do niego powiedziała, jego umysł pracował na pełnych obrotach i nie dopuszczał do siebie zbędnych informacji z zewnątrz. Teraz był to jednolity system zamknięty, pracujący systematycznie i wytrwale nad jednym zdaniem i jego interpretacją.

Czerwony dom łączący dzień i noc.

Słońce już zachodziło a oni nadal błąkali się po okolicy szukając jakiejś wskazówki pasującej do opisu. Gdyby, chociaż trafili na jakiś czerwony dom, ale nic w okolicy nie było czerwone.

– Tom to trochę bez sensu, nie powiem, że jest to nie wykonalne, ale mamy zbyt mało czasu, nie wiem czy możemy go trwonić na bezowocne spacery i poszukiwania czegoś, co może nawet nie istnieć. – Do tej pory Kate trzymała się dzielnie jednak teraz powoli popadała w stan przygnębienia i rezygnacji. Podeszła do pobliskiej ławeczki i usiadła chcąc nieco wypocząć i odsapnąć. Poklepała po drewnianej ławce dłonią i powiedziała. – Siadaj, należy nam się chwila wytchnienia.

Kraver nie protestował. Usiadł na ławce czując ogromną ulgę w nogach tak przemęczonych ciągłym uciekaniem. Uciekali… Uciekali… I nie wiadomo było jak długo jeszcze będą to robić.

– Nigdy nie jest za późno by stać się lepszym człowiekiem, Nidy nie jest za wcześnie by wejść na szczyt.

Tom spojrzał na zamyśloną twarz Kate.

– Skąd takie rozmyślania? – Zapytał zdziwiony.

– Tom nie jestem dobrym człowiekiem, ciągle próbuję być, ale upadam. Podnoszę się i znów upadam. Boję się, że mogę zaprzepaścić swoje życie. – Niewielka łza spłynęła po jej policzku. – Czy wiesz, w jakiej sytuacji dostałam telefon z informacją o śmierci Antonia? Leżałam nago obok mężczyzny, którego ledwo znałam. Antonio zawsze powtarzałbym szanowała siebie, swoja godność bycia człowiekiem a ja… – Jej głos załamał się na, tyle że nie mogła dalej mówić.

Tom wziął w ręce jej dłoń. Spojrzał na udręczoną postawę towarzyszki i przez moment poczuł coś, czego wcześniej nigdy nie doznał, dziwne uczucie. Chciał objąć Kate i mocno przytulić by ukoić cały jej lęk i żal. Był jednak księdzem, dlatego powiedział cicho.

– Wzburzona fala na tafli wody rozchodzi się we wszystkich kierunkach, wypełnia pustkę, pobudza do działania, oczyszcza i krzepi ciało. Kiedy czujemy że wszystko upada, kończy się pewien etap naszego życia a my nie wiemy czy będzie kolejny czy nastanie nowy świt także dla nas, możemy popaść w beznadzieję za którą czeka próba, kolejna próba, bo życie to ciągłe próby hartujące człowieka w ogniu i wirze życia. Kate spójrz na mnie, spójrz na otaczający świat i poczuj, że jest coś więcej ponad to, co możemy dostrzec, jest ktoś więcej, ktoś, kto to wszystko stworzył i podtrzymuje by pod wpływem ludzkiej głupoty nie zawaliło się na nasze głowy. Każdy człowiek posiada oczy by mógł nimi oglądać świat, by mógł dostrzec niebezpieczeństwo. Nasze czasy są pełne ślepoty, największą i najniebezpieczniejszą chorobą dzisiejszego człowieka jest ślepota ducha czyniąca z ludzi bełkoczących głupców. To straszne, co może stać się z człowiekiem, gdy ulegnie działaniu zła. Tylko wolność może nas wyzwolić, tylko Bóg daje pełnię wolności i tylko On może nas utrzymać blisko jej źródła. To, co martwe powraca do życia, zagubiony powraca na dobrą drogę a ślepy odzyskuje wzrok. Boska fala i dziś rozchodzi się po świecie a my powinniśmy dać się jej porwać. Święte i ostateczne oczyszczenie odnawiające każdego dnia naszego ducha.

Mocniej ścisnął dłoń Kate chcąc pokrzepić i dodać jej sił.

– Zawsze możemy zacząć od nowa i to jest piękne. Dzisiejszy świat próbuje wmówić nam, że każdy ma tylko jedną szansę i jedną drogę by pokazać, na co kogo stać, ale mój Bóg cały czas wierzy we mnie i po mimo moich licznych upadków i błędów zawsze jest gotów dać kolejną szansę i kolejny kredyt zaufania. Chwała mu za to.

– Tom masz to coś, co sprawia, że nawet największy mrok może ulec działaniu światła. Im dłużej z tobą przebywam tym doskonalej dostrzegam, kim jest kapłan. Dziękuje ci.

Na moment oboje doznali dziwnej ulgi i ukojenia. W oddali kłębiły się chmury dymu wydobywającego się z pobliskich pożarów wywołanych przez deszcz kosmicznego gruzu to jednak nie zakłóciło tej chwili dziwnego wyłączenia. Wpatrzeni w zachodzące słońce zapomnieli na moment o całym szaleństwie i bólu dręczącym współczesny świat. Kończący się dzień rzucał czerwoną poświatę, która okryła okolice. Tom wstał, rozprostował ręce i powiedział.

– Nie wiem, co tu jest grane, skąd to całe zamieszanie i krajobraz wojny, ale na przekór wszystkiemu ruszajmy dalej, akumulatory naładowane przynajmniej na razie. – Uśmiechnął się do Kate i pociągnął ją za sobą. Kate ostatni raz spojrzała na gorejące domy w oddali, odwróciła wzrok i zapytała.

–  Dobrze, w którą stronę teraz?

– Obróć się. – Wskazał palcem coś za jej plecami. Kiedy tylko odwróciła głowę zamarła.

– Tom udało się, znaleźliśmy.

Oboje stali wpatrzeni w duży dom, który cały czas tam stał, ale wcześniej nie zwrócił ich uwagi. Był biały jednak teraz pod wpływem zachodzącego słońca nabrał czerwonej, krwistej barwy. Posiadał również na ścianie frontowej dużą zaszkloną przestrzeń, w której odbijało się zachodzące słońce jak i wschodzący księżyc. Kate nadal nie mogła uwierzyć, tak łatwo mogli przeoczyć ten dom i pójść dalej, tak łatwo.

– Chodźmy nie ma czasu, zobaczmy, kto w nim mieszka i co ma nam do powiedzenia. – Tom nie chciał tracić więcej czasu.

Ruszyli długimi i wąskimi schodami w kierunku drzwi wejściowych. Nie było dzwonka, wisiała jednak metalowa kołatka w kształcie liczby trzydzieści trzy. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej Tom złapał za liczbę i kilkukrotnie uderzył nią mocno o drewniane drzwi. Po drogiej stronie dało się słychać kroki, ktoś nadchodził.

Klucz zazgrzytał wydobywając z siebie metaliczny dźwięk przeskakującego zamka. Klamka opadła a drzwi stanęły otworem. Osoba, która ukazała się ich oczom szybko przeszła do rzeczy.

– Czekałem na was. – Po krótkim powitaniu nieznajomy skierował spojrzenie w kierunku chaosu rozgrywającego się kilka kilometrów dalej. Zamknął oczy, coś sprawiało mu widoczny ból. – Zaczęło się, krew płynie na naszych oczach, wchodźcie nie mamy czasu.

W tym samym czasie Peter Wage, chowając się za pobliskimi zaroślami, zsiadał z motoru. Był zadowolony, że akurat w momencie, w którym jego dwa cele odjechały karetką on w porę dopadł jakiegoś chłopaka i używając siły wydarł mu jego lśniący motor i ruszył w pościg za odjeżdżającym pojazdem. Nie okazując żadnego szacunku dwukołowej bestii wepchnął ją do krzaków a sam wyciągnął z pod ubrania ciemny pistolet i sprawdził czy jest naładowany.

– Czas zakończyć te szaradę raz na zawsze. – Powiedział i ruszył wolno, lecz zdecydowanie.

Całą sytuację uważnie śledziła jeszcze jedna postać. Postać, której nikt nie dostrzegł a która miała zamiar zabić całą piątkę. Toma, Kate ich informatora, Petera oraz jeszcze kogoś.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

This article has 1 Comment

  1. Czy każda zła rzecz jaka nas spotyka, każdy błąd, złe doświadczenie musi mieć taki koniec iż mamy chęć dzięki temu czynić dobro, powiększać pole widzenia do Boga i zauważać go w takich sytuacjach? Dlaczego przez zachłanność samych siebie jesteśmy samolubni? Pokusy krążą wokół nas, ciągle.. Nie potrafimy sobie odmawiać. A potem chcemy więcej i więcej. Aż spadamy na dół razem ze swoimi pragnieniami.
    PS. Bardzo fajny cytat z książki, zmuszający do myślenia 🙂 Można byłoby roztrząsać go na wiele sposobów 😛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.