Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.4- Zabij wszystkich, nie potrzeba nam dodatkowych świadków.

Udostępnij


Peter Wage siedział w, ciemnym suwie zaparkowanym w pobliskiej alejce komisariatu policji, na którym panowało wyjątkowe ożywienie. Po brawurowej ucieczce domniemanych morderców Antonio Mazara i wysadzeniu części kompleksu, na komisariat zjechały siły specjalne, antyterroryści a także inne bliżej niezidentyfikowane jednostki.

Peter Wage w ostatniej chwili umknął, opuszczając tyły komisariatu. Gdyby pozwolił sobie na chwilę słabości prawdopodobnie siedziałby teraz zamknięty w celi nie mogąc nic zrobić. W prawdzie sytuacja była kiepska, ale nadal mógł jeszcze coś zrobić. Tom i Uriel uciekli z jakąś kobietą, której nie znał miał jednak zamiar szybko odnaleźć cała trójkę by zakończyć przeciągającą się farsę.

Na razie opatrzył odniesione rany a następnie chwilę odpoczął, własnoręczne wyciąganie kuli z lewego ramienia kosztowało masę sił. Czuł się niesamowicie wyniszczony po ostatnich zajściach, prawie jak niemiecki czołg po wojnie. Nie przypuszczał, że księżulek i zdrajca przyniosą tyle problemów a miało być tak ładnie i prosto.

Teraz pozostały dwie rzeczy. Pierwsza to jakoś odnaleźć drani a druga znacznie trudniejsza i przysparzająca więcej zmartwień to zawiadomienie o wszystkim mistrza. Z góry wiedział, że nie będzie zadowolony z przebiegu całej akcji. Nie miał jednak wyjścia musiał się zameldować takie były procedury. Sięgnął po telefon komórkowy, okazało się, że wyświetlacz jest pęknięty. Miał nadzieję, że telefon w ogóle odpali. Wykręcił numer mistrza. Czekał pierwszy sygnał, drugi sygnał.

– Ostatnia pieczęć. – Usłyszał standardowe powitanie w słuchawce. Nic więcej, nic mniej, tylko dwa tajemnicze słowa, których do końca nie rozumiał.

– Jest pośród nas mistrzu. – Łatwiejsza część rozmowy była już za nim teraz nadszedł czas na opisanie realnej sytuacji nieco wymykającej się z pod kontroli. – Mistrzu. – Zaczął otwarcie. – Oba cele zdołały uciec.

– Jak do tego doszło? – Mistrz od razu przeszedł do konkretów, ale taki właśnie był. Lubił krótkie i rzeczowe rozmowy.

– Jakaś kobieta pomogła im uciec. – Na swoja obronę dodał. – Nie znałem jej, zaskoczyła mnie.

W słuchawce panowała cisza. Mistrz myślał, co zrobić. Peter Wage obawiał się tylko jednego, by nie zostać odsuniętym od sprawy. Miał ogromną determinację do zakończenia tej eskapady. Wiedział, że po mimo drobnych komplikacji da sobie radę.

– Znajdź całą trójkę, dowiedz się, kim jest ta kobieta a następnie zabij wszystkich, nie potrzeba nam dodatkowych świadków.

– Tak Mistrzu. – Poczuł ulgę, dostał szansę doprowadzenia do końca tego bajzlu. – Dziękuję Mistrzu.

– Zrób to, co do ciebie należy.

Mistrz bez zbędnych słów przerwał połączenie pozostawiając Petera na linii frontu. Ten jednak na razie nie wiedział, jaki wykonać kolejny krok. Był w stanie przewidzieć następny ruch Kravera czy Uriela jednak nie znał tej kobiety nie wiedział, co zamierza.

– Cholera nieprzewidziana zmienna. – Warknął sam do siebie uderzając pięścią w kierownicę.

Uriel był ranny, więc być może pojechali do szpitala, pomyślał, czy jednak zaryzykowaliby nadrzędny cel dla nieznajomego? Co był gotowy powiedzieć Uriel by ocalić skórę? Kim była ta kobieta, jeżeli posiadała znajomości i przyjaciół w Foggi to z pewnością otrzyma schronienie a to utrudni poszukiwania.

Być może ta kobieta pracuje dla kogoś, więc powstaje pytanie skąd ten ktoś wiedział o całym zajściu w Foggi i o miejscu przetrzymywania Toma i Uriela, była to informacja tajna. Wiedzieli o niej tutejsi policjanci, siły specjalne no i ktoś w Watykanie, nie ulegało wątpliwości, że policjanci, gdy tylko dowiedzieli się, kim był Antonio Mazar niezwłocznie nawiązali współpracę z Watykanem a tam odpowiednimi kanałami informacja trafiła, do kogo trzeba.

Burza w mózgu Petera nabierała na sile, już sam nie wiedział, któremu kierunkowi rozumowania wierzyć a który odrzucić. Z wciągającego wiru myśli wyrwało go trzeszczenie policyjnej krótkofalówki, którą miał przy sobie, jako agent FBI pożyczył jedną na komisariacie.

– Mamy ich, odbiór. – Ktoś meldował nie kryjąc przy tym emocji w głosie.

Peter Wage sięgnął po krótkofalówkę, przekręcił pokrętło poziomu głosu ustawiając je prawie na maksymalnym poziomie. Zaczął nasłuchiwać, co dalej powie głos.

– Złapaliśmy zbiegów z komisariatu policji w mieście Foggia, jesteśmy na drodze numer cztery, około trzech kilometrów od hotelu Limo. – Jakieś sprzężenie zwrotne na moment zagłuszyło transmisje by po sekundzie powróciła dobra jakość odsłuchu. – Są ranni jednak ich zdrowiu i życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Proszę o przysłanie techników i wozu do transportu więźniów.

– Tu posterunek policji Foggia zrozumieliśmy, już wysyłam wsparcie. Bez odbioru.

Co za zrządzenie losu, pomyślał Peter uśmiechając się do siebie.

– Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. – Powtórzył fragment usłyszanej rozmowy. – Nie był bym tego taki pewny. – Wcisnął pierwszy bieg, koła zapiszczały. Był już w drodze dokończyć, to co zaczął.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.