Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.40- Nie chciałem was zabić, chciałem porozmawiać a później was zabić.

Udostępnij


Tom przez cały czas był schowany za ścianą. Słyszał wszystkie wypowiedziane słowa oraz na własne oczy mógł dostrzec niecodzienną rozmowę człowieka z wampirem. To trzeba było zobaczyć by móc uwierzyć, pomyślał i wszedł do środka pokoju, w którym przebywali Strażnik, Kate i Michał oraz dwa martwe ciała. Jedno należało do wampira a drugiego do lokaja, którego Tom jeszcze nawet nie zdążył dobrze poznać. Kiedy otrząsnął się z obrazu jaki w jednej sekundzie zmaterializował się przed jego oczyma pobiegł w kierunku Kate.

– Nic ci nie jest? – Zapytał patrząc w jej martwe oczy. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Widmo strachu zdążyło już przeniknąć w najgłębsze części duszy.

– Tom nic jej nie jest. – Wtrącił Strażnik. – Mnie zresztą również, dziękuję za troskę.

Kraver spojrzał w jego kierunku i z gniewem w głosie odpowiedział.

– Nie pytam ciebie. – Na nowo zwrócił swoje oblicze w stronę Kate chcąc za wszelką cenę usłyszeć jej głos.

– Nic mi nie jest. – Głowa Kate, jak gdyby prowadzona przez niewidoczna dłoń, lekko odchyliła się do tyłu. – Po prostu jeszcze nie wiem, co tu się wydarzyło.

Tom przepełniony gniewem, odwrócił twarz w stronę Strażnika.

– To tu się dzieje? Kim ty w ogóle jesteś Strażniku i kim jest ten chłopak? – Wskazał palcem na Michała.

Strażnik nie zdążył odpowiedzieć, ktoś mu przerwał.

– Co za miłe spotkanie, aż dziwne że mnie nie zaproszono. Tom… Tyle dla was zrobiłem a ty już mnie spisałeś na straty. Oj nie ładnie nie doceniać moich możliwości.

Kate szybko rozpoznała nieproszonego gościa.

– Tom to ten człowiek, który chciał nas zabić we Włoszech.

– Nie chciałem was zabić, chciałem jedynie porozmawiać a później was zabić, więc proszę o ścisłość panno Kate. Nazywam się Peter Wage i jestem z FBI, tak więc rączki w górę żebym je dobrze widział.

– Jesteś mordercą, pracujesz dla bractwa! – Wykrzyczała pełne złości słowa, Kate.

Nie zwracając uwagi na zebranych, Peter podszedł do leżącego na ziemi wampira. Nogą odwrócił jego ciało na plecy.

– Wysłali mordercę zwiadowcę? – Zapytał sam siebie.

Strażnik powoli zaczął orientować się w sytuacji.

– Jeżeli to prawda to i ciebie czekał ten sam los co nas, miałeś zostać zabity.

– Cicho starcze, nie będziesz mnie pouczał. – Skierował pistolet w kierunku Toma. – Ty zginiesz jako pierwszy, nie lubię cię, od samego początku mnie wkurzałeś.

– Cieszę się słysząc te słowa. – Tom nie miał już nic do stracenia. – Będę trzymał tak dalej, aż dostaniesz pierdolca.

– Odważny do samego końca, dobrze niech tak będzie. – Peter umiejscowił palec na spuście coraz mocniej na niego napierając. – Żegnaj klecho.

Wszyscy patrzyli na wylot lufy jak zahipnotyzowani, czekali na ostatni wystrzał, teraz wszystko miało się zmienić, cała misja dobiegała końca, przegrali, świat przegrał. Peter Wage uśmiechnął się na myśl o kolejnym zabójstwie. Ostatnie spojrzenie w oczy ofiary i upadł. Co się do kurwy dzieje, pomyślał.

Coś pociągnęło go ku ziemi z taką siłą, że upadł jak przecinek. Kiedy zorientował się co to było nie zdążył zareagować, ostatni raz spojrzał w oczy śmierci pogrążając się w mroku. Dalej pozostała już tylko nieprzenikniona czerń i cisza, błoga cisza.

– Szybko. – Krzyknął, co sił Strażnik. – Obezwładnijcie go. Trzeba dopełnić obrzędu.

Tom spojrzał na Strażnika a później na tego, kogo miał obezwładnić. Czy to żart, pomyślał.

– Tom nie stój tak! – Krzyki nie ustawały, a wręcz ulegały nasileniu. – Zrób coś, nim wstanie!

Było tak jak mówił Strażnik. Do niedawna powalony wampir zaczął podnosić potężne ciało z podłogi, był jeszcze bardzo osłabiony i zdezorientowany, ale szybko odzyskiwał pełnię władzy nad materią i umysłem. Nie czekając dłużej, Tom rzucił się na wampira chcąc uniemożliwić mu wykonanie, jakiegokolwiek ruchu. Złapał go od tyłu za szyję.

– Gdzie ci tak spieszno wampirze. – Wyszeptał mu do ucha ciche przesłanie i najmocniej jak tylko mógł trzymał niedoszłą ofiarę w mocnym uścisku.

Kate i Michał nieświadomie cofnęli się aż do samej ściany, przywierając do niej mocno plecami. Chcieli pomóc, ale strach był silniejszy. Każdy ruch mógł być ostatni, każdy kolejny oddech zwiastował coś niedobrego, ktoś zginie, pozostawało pytanie, kto?

– Nie puszczaj go pod żadnym pozorem! – Krzyczał Strażnik. – Już ci pomogę! Wytrzymaj jeszcze chwilę.

– Szybciej! – Wołał o pomoc Tom czując, że wampir lada sekunda wyrwie się z jego uścisku, a to nie wróżyło nic dobrego.

Strażnik oszalałym wzrokiem omiatał ściany pokoju. Doskonale go znał i wiedział, co znajdowało się, w którym miejscu jednak w tym momencie pod wpływem emocji stracił całkowicie orientację przestrzenną.

– Już nie daję rady! – Rozpaczliwie wołał Tom wisząc na szyi wampira. – Zaraz puszczę!

– Gdzie to jest! Przecież powinno być tutaj! – Strażnik objął obiema rękoma głowę. – Musi być tutaj!

– Przestań mamrotać coś do siebie, pomóż mi! – Nie ustawał Tom, było jednak za późno, wampir wyrwał się z jego uścisku powalając księdza na ziemię. Kraver wydał z siebie jedynie krótkie westchnienie uderzając o podłogę, w jednej chwili poczuł wszystkie kości. Nie długo jednak myślał o bólu, szybko całą swoją uwagę skoncentrował na postaci wampira, który nachylił się nad nim.

– Teraz umrzesz. – Wyszeptał wampir.

Tom zamknął oczy, nie chcąc oglądać paskudnego oblicza. W pokoju zapadła cisza. Tom usłyszał jedynie krótki okrzyk Strażnika.

– Mam!

Krótkie syknięcie przecinające powietrze i coś nagle opadło na tors Toma. Kiedy otworzył oczy zobaczył odciętą głowę wampira i stojącego nad nim Strażnika który trzymał w ręku miecz. Z końcówki ostrza kapała na podłogę krew, tworząc małe kałuże.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.