Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.8- Teoria chaosu.

Udostępnij


– Szybciej! – Krzyczał Tom. – Szybciej!

– Nie da się już szybciej. – Nie odrywając wzroku od drogi zawyrokowała Kate.

Już od kilku minut z zawrotną szybkością jechali przed siebie pozostawiając za sobą pustkę. Na razie nikt nie siedział im na ogonie, nie mieli jednak żadnych złudzeń, pościg już z pewnością został zorganizowany i ktoś depcze im po piętach a w zasadzie po oponach.

– Myślisz, że zgubiliśmy ich? – Tom cały czas spoglądał za siebie czując nieodparty napływ adrenaliny.

– Nie wiem, nie jestem wróżką. – Kate wyraźnie nie miała ochoty na spekulacje, wiedziała jedno. – Jedziemy na lotnisko, nie mamy wyjścia albo teraz albo nigdy.

– Nie przebijemy się, po okolicy z pewnością jeżdżą patrole.

– Mamy policyjny radiowóz, musimy to wykorzystać, koń trojański rozumiesz?

Koń trojański pewnie, może od razu teleportujemy się w czasie i przestrzeni, Tom przedrzeźniał w myślach zasłyszany pomysł, ale wiedział, że może być słuszny, nim policjanci dostaną informację o porwaniu radiowozu, oni spokojnie w tym czasie będą mogli dotrzeć na lotnisko. Chaos i dezorientacja to jedyna szansa.

– Teoria chaosu. – Powiedział.

– Słucham? – Kate nie wiedziała, co miał na myśli, nie miała nawet czasu się nad tym dłużej zastanowić.

– To proste popatrz. – Kraver przeniósł wzrok z tylnej szyby na Kate. – Teoria chaosu, czyli z pozoru seria niepowiązanych ze sobą wydarzeń ostatecznie łączących się w jeden wielki plan, plan ucieczki. – Kate na moment spojrzała na Toma, ten jednak wyczuł sceptycyzm w jej oczach. – Wiem, że brzmi to dziwnie, ale na razie jesteśmy wolni jadąc policyjnym radiowozem prosto na lotnisko. Wyszliśmy z pozornie beznadziejnej sytuacji cało a nawet powiem więcej, w lepszej pozycji niż dotychczas.

– Oglądasz za dużo filmów, a telewizja kłamie.

– No nie wiem. – Kraver ponownie spojrzał za siebie. – Fakty to fakty. – Zamknął oczy zanurzając się na chwilę w osobistej modlitwie. Panie dziękuję ci i proszę dopomóż nam bezpiecznie opuścić ten kraj.

– Tom…

Kraver otworzył oczy w momencie, gdy usłyszał swoje imię. Było wypowiedziane cicho i ledwo słyszalnie, ale wypowiedziane.

– Tak Urielu? – Zapytał, nie wiedząc, czego się spodziewać.

Kate spojrzała we wsteczne lusterko, dostrzegła posiniałą twarz Uriela. Zrozumiała, że pozostało mu już nie wiele czasu. Najprawdopodobniej wdało się zakażenie, do tego duża utrata krwi, to nie mogło mieć szczęśliwego happy end’u.

– Urielu musimy… – Kate nie zdążyła dokończyć zdania. Uriel wiedział doskonale, co chciała powiedzieć, ale szpital w tym momencie był ostatnim miejscem, do którego powinni pojechać, nie było czasu, a on i tak był skazany na śmierć, śmierć w mroku i osamotnieniu własnej wiedzy.

– Posłuchajcie…

– Nie to ty posłuchaj. – Tym razem to Kate przerwała Urielowi. – Umrzesz a ja nie mam zamiaru mieć cię na sumieniu.

– Czy wy nie rozumiecie, że szpital mi nie pomoże. – Przerwał na moment krztusząc się własną śliną. – Jedynie woda ze źródła życia mogłaby mnie uratować a do niej nie mam dostępu.

– Jaka woda? – Kraver nigdy nie słyszał o czymś takim.

– Nie ważne, nie ma czasu na wyjaśnienia. – Złapał za dłoń Toma. – Koperta Antonia, nie zgub jej, rozumiesz?

– Rozumiem, rozumiem. – Tom ponownie trzymał tajemniczą kopertę pozostawioną przez Antonio Mazara. Zajrzał do środka chcąc upewnić się, że po tych wszystkich przejściach nie jest pusta. Na wstępie widniało to samo zdanie, które przeczytali po raz pierwszy jeszcze w mieszkaniu Antonia przed ich pojmaniem.

„Wampir, przebiegła istota demoniczna, nie posiada lustrzanego odbicia, gdyż jego widok jest obrazą Boga. Wampir zawsze stoi afrontem względem swego Stwórcy.”

Co do licha mogło oznaczać to zdanie? Do tego jeszcze podpis widniejący pod tajemniczym zdaniem. Podpis autora wypowiedzianych słów. Kardynał Liatori. Co wiedział Watykan, co wiedział Antonio? Co jeszcze znajduje się w mrocznej kopercie, mrocznym testamencie Mazara? Tom nie wiedział czy chce poznać odpowiedz, która dosłownie była na wyciągnięcie ręki. Przełamał lęk sięgając po następną kartkę. Lekko odchylił ją do tyłu i od razu ujrzał jakiś malunek, już miał go wyciągnąć by bliżej przyjrzeć się nieznanemu rysunkowi, kiedy całą ceremonię przerwała zaniepokojona Kate.

– Wybacz, że ci przerywam w… – Sama do końca nie wiedziała, co robił. – W tym czymś, co robisz, ale zbliża się do nas z naprzeciwka wóz policyjny.

Kraver spojrzał przed siebie, chowając kopertę do kieszeni czarnego płaszcza. W oddali zaczął powoli majaczyć lekko zarysowany kształt policyjnego patrolu. Jechali powoli, co świadczyło, że odbywają standardowy kurs.

– Spokojnie tylko bez fałszywych ruchów. – Zaapelował.

– Tom ja nic nie robię, cały czas jadę przed siebie.

– Doskonale. – Pochwalił Kate. – Tak trzymaj.

Zaczął rozglądać się dookoła po wnętrzu niedawno ukradzionego radiowozu szukając czegoś, co mogłoby być przydatne, czegoś, co uratuje im skórę. Spojrzał na tylne siedzenie był tam tylko zakrwawiony i umierający Uriel. Jego pasowałoby w ogóle wyrzucić z samochodu, pomyślał, szybko ganiąc się za takie myśli. Spojrzał na Kate i jej otoczenie, ale tam też nic. Pod siedzeniami pustka. Wyglądało na to, że nie ma nic, nawet jakiegoś pistoletu by postraszyć funkcjonariuszy. Ostania szansa schowek.

Sięgnął do schowka. To, co tam było zapaliło szybko lampkę w jego głowie, może nie jesteśmy na przegranej pozycji, pomyślał.

– Szybko ubieraj. – Zawołał do Kate. – A ty Urielu kładź się i nie podnoś głowy.

Uriel nie zadając zbędnych pytań z wielką ulgą posłuchał zasłyszanej rady i położył się na miękkim siedzeniu nie wypowiadając więcej ani jednego słowa.

– To może jednak nie wystarczyć. – Kate miała wątpliwości. – Włączę koguta to doda nam animuszu i pozwoli szybko przemknąć obok nich, zyskamy większe szanse, że nas nie zatrzymają i nie będą zadawać pytań.

Kobiety, pomyślał Kraver. Zawsze muszą dodać te swoje dwa niepotrzebne grosze.

– Dobrze niech będzie tak jak chcesz.

Kate spojrzała na Toma. Uśmiechając się ubrała ciemne okulary na oczy i cienką kamizelkę policyjną na ramiona.

Dla Kravera nie było drugiej kamizelki, w schowku znalazł jedynie dwie pary okularów przeciwsłonecznych oraz jedną kamizelkę. Ubrał okulary licząc, że to wystarczy.

– Świetnie wyglądasz komisarzu. – Żartowała.

– Proszę wieść mnie na lotnisko. – Wtórował Tom udając szlachcica.

Cała trójka mknęła niebiesko białym radiowozem na włączonym sygnale udając funkcjonariuszy prawa w akcji. Tom siedział wyprostowany patrząc przed siebie, nie odwracał głowy i nie wykonywał zbędnych ruchów. Starał się wyglądać na ważną osobistość w świecie stróżów prawa. Kate natomiast lekko wyluzowana odsunęła szybę wystawiając i opierając rękę na drzwiach tak, aby łokieć wystawał po za obręb samochodu.

– Kate albo się uda albo zaliczymy cholerne niepowodzenie. – Powiedział podekscytowany.

– Co ty nie powiesz Kraver. – Prychnęła pogardliwie, powoli wczuwała się w rolę.

Byli już w takiej odległości, że dostrzegli, iż w nadjeżdżającym radiowozie siedzi tylko jeden policjant.

– Tylko kierowca. – Nerwy nie pozwoliły Tomowi na całkowitą ciszę, musiał cos powiedzieć. – To dobry znak.

Mijając funkcjonariusza Kate machnęła do niego lekko dłonią.

– Co ty wyprawiasz? – Warknął Kraver, po co prowokować. Jednak ku jego zdziwieniu policjant również pomachał pokazując białe zęby. Najwidoczniej Kate wpadła mu w oko. Oba radiowozy minęły się w parę sekund. Koń trojański na razie zdawał egzamin.

– Widzisz. – Z dumą spojrzała na nieufnego towarzysza. – Trochę kobiecego wdzięku a faceci przestają myśleć.

***

Samotny jeździec policyjny nie odjechał daleko a z naprzeciwka jechał kolejny radiowóz na sygnale.

– Co to kurwa. – Zaklął pod nosem. – Zjazd weteranów policji?

Zatrzymał radiowóz chcąc dowiedzieć się, o co chodzi. Być może potrzebna jest pomoc i on też będzie mógł dołączyć do jakiejś akcji.

– Przejeżdżał ktoś tą drogą? – Starszy policjant nie oszczędzał gardła wypowiadając te słowa.

– Tylko radiowóz na sygnale, kilka minut temu.

Starszy policjant dziwnie poczerwieniał.

– Kto jechał w środku? Szybciej nie mamy całej wieczności! – Krzyczał pospieszając pogrążonego w myślach policjanta.

– Jakaś policjantka prowadziła i chyba… – Nie był pewien, ponieważ całą uwagę skupił na uroczej kobiecie. – I chyba jakiś człowiek na miejscu pasażera, wysoki ubrany w czarny płaszcz. Pewno jakaś szycha z wyższych sfer. – Dodał.

Starszy policjant odwrócił się do reszty funkcjonariuszy w samochodzie.

– To na pewno oni, udają jednych z nas by nie wzbudzać nadmiernego zainteresowania. – Klepnął kierowcę w bark zdecydowanie nakazując. – Jedziemy i tak straciliśmy cenne sekundy.

– A co ja mam robić? – Zapytał zdezorientowany policjant, wiedział, że zawalił, powinien te kobietę zatrzymać a jednak pozwolił jej odjechać.

– Jedz za nami, dodatkowego wsparcia nigdy za wiele. – Oba radiowozy ustawiając się jeden za drugim pomknęły nie szczędząc sygnału koguta.

***

Peter Wage spojrzał na licznik. Jechał grubo ponad dwieście na godzinę. Świetnie na pewno jadę szybciej niż te rozlatujące się wozy policyjne, pomyślał. Chwila moment a dostrzegę Kravera i spółkę albo grupę pościgową.


Autor. Globalny Anonim.

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.