Dni gniewu na ulicach Francji. Blisko dwa miliony protestujących zalało największe miasta.

Udostępnij

Niezależne media coraz częściej donoszą, że we francuskich kręgach policyjnych panuje niezadowolenie i szerzy się bunt względem postępowania Macrona. Jak podaje telewizja ABC News, od początku roku we Francji samobójstwo popełniło dwudziestu ośmiu policjantów. Prezydent Francji nie chce rozwiązywać problemów zwykłych ludzi, lecz marzy mu się siłowe tłumienie narodu. To jest właśnie przejaw zagrożonej demokracji, jednak nikt w UE nie podnosi tego tematu, ponieważ UE to w gruncie rzeczy Niemcy a Niemcy to kanclerz Merkel.

,,Macron jest niebezpieczny, bo ma nieproporcjonalne mniemanie o sobie i nie będzie walczył o Francję czy cele społeczne, lecz wyłącznie o siebie, by podtrzymać swą kruchą tożsamość.”

Adriano Sagatori, włoski psychiatra.

W strajku uczestniczą między innymi kolejarze, nauczyciele, strażacy oraz lekarze pogotowia. Większość pociągów nie wyjechała na trasy, zamknięte są szkoły a w Paryżu nie działa metro. Związki zawodowe szacują liczbę protestujących na ulicach miast na blisko dwa miliony osób. W stolicy Francji doszło do zamieszek, policja użyła gazu łzawiącego. Strajk całkowicie sparaliżował Paryż oraz inne wielkie miasta.

Tworzą się tam gigantyczne korki, bo wobec strajku komunikacji publicznej, wiele osób zdecydowało się dojechać do pracy własnym samochodem. Niektórzy mieszkańcy wypożyczają samochody, ponieważ nie mają żadnych gwarancji, że dotrą do pracy właśnie za pośrednictwem komunikacji publicznej. Prezydent Emmanuel Macron za wszelką cenę forsuje reformę, która ma uprościć Francuski system emerytalny, który obejmuje ponad czterdzieści różnych planów, z różnym wiekiem emerytalnym i różnym poziomem świadczeń.

Obecny system pozwala między innymi pracownikom kolei i marynarzom przejść na emeryturę dziesięć lat wcześniej, niż większości innych grup zawodowych. Przy okazji jednak, ten sam prezydent lekką ręką podpisuje kolejne ustawy, które znoszą różnego rodzaju opłaty dla najbogatszych Francuzów, kosztem najbiedniejszych. Na ulicach Paryża kolejny raz zapanował chaos i anarchia, jednak głos obywateli również kolejny raz został zbagatelizowany i uciszony, tak działa niezagrożona demokracja we Francji.

Czy zatem można brać na poważnie Emmanuela Macrona, prezydenta kraju, w którym od wielu miesięcy trwa stan wyjątkowy, nie winni ludzie dosłownie giną na ulicach a poziom długu publicznego osiąga rekordy? Czy można wierzyć prezydentowi takiego kraju, który nie reaguje na patologie zżerające jego własną ojczyznę tylko atakuje nieustannie inny kraj w tym przypadku Polskę? Czy Macron nie ma pomysłu na Francję? A może George Soros zobowiązał się sfinansować jego kampanię, wylansować na Prezydenta i na tym koniec?

Francja dnia dzisiejszego kojarzy się przede wszystkim z nieudolnym prezydentem, niekończącymi się protestami żółtych kamizelek, których de facto ów nieudolny prezydent ignoruje, bo przecież we Francji wyborcy są potrzebni jedynie, aby głosować na figurantów wystawionych przez elitę finansjery. Przykładem może być połączenie Macrona i Georgea Sorosa. Co jeszcze? Pożar katedry Notre Dame, wszechobecna bezsilność wobec terroryzmu, żołnierze i policjanci na ulicach miast. Tak w XXI wieku wygląda obraz demokratycznej i liczącej się z głosem własnych obywateli Francji.

Wynikiem beznadziejnej polityki prezydenta Macrona i skrajnie służalczej postawy względem Niemiec, jest to, że Francja popadła w anarchię. Płonął samochody, na ulicach miast giną ludzie, dochodzi do grabieży i licznych aktów wandalizmu, żołnierze wysyłani są przeciwko własnemu narodowi. Obrazy ukazujące grupy policjantów pałujących starszych ludzi budzą grozę i zatrwożenie. Francja stała się krajem niebezpiecznym.

Niezależne media coraz częściej donoszą, że we francuskich kręgach policyjnych panuje niezadowolenie i szerzy się bunt względem postępowania Macrona. Jak podaje telewizja ABC News, od początku roku we Francji samobójstwo popełniło dwudziestu ośmiu policjantów. Prezydent Francji nie chce rozwiązywać problemów zwykłych ludzi, lecz marzy mu się siłowe tłumienie narodu. To jest właśnie przejaw zagrożonej demokracji, jednak nikt w UE nie podnosi tego tematu, ponieważ UE to w gruncie rzeczy Niemcy a Niemcy to kanclerz Merkel.

Zatem do póki Macron będzie posłuszny do póty będzie mógł robić, co chce. Tak brzmi najnowsza zasada praworządności w Komisji Europejskiej i dobrze jest zdać sobie z tego faktu sprawę. A zatem, ruch żółtych kamizelek powoli zostaje awansowany do rangi ruchu zagrażającego stabilizacji Francji. De facto pisanie o stabilizacji Francji jest dużym nadużyciem. Tak, więc ruch żółtych kamizelek, czyli ruch zwykłych obywateli, którym nie podoba się wieloletnia samobójcza polityka rządu oraz Macrona domaga się wysłuchania i realnej debaty.

Niestety, Macron bardziej zainteresowany jest sytuacją w Polsce aniżeli beznadziejną sytuacją we własnym kraju, co jeszcze bardziej obnaża wysoce ograniczony poziom intelektualny tego polityka. To wszystko powoduje wzrost frustracji i może w przyszłości doprowadzić do wewnętrznych walk, jeżeli wojsko w sposób notoryczny będzie wykorzystywane przeciwko obywatelom, których podstawowym prawem demokratycznym jest właśnie możliwość protestowania. Emmanuel Macron zapomniał o fundamentalnej zasadzie i nadal żyje w świecie paranoidalnej iluzji, w której to obywatele są dla władzy a nie władza dla obywateli.


Autor. Zespół globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fot. youtube.com