Komisja Europejska chce cenzurować Internet. W tle niemieckie koncerny informacyjne.

Prześlij dalej:


Wolność w Internecie jest czymś szalenie istotnym, jest to wartość XXI wieku, która w znacznym stopniu pozwala utrzymywać kurs obecnej cywilizacji w torach racjonalizmu, tak by nie doszło do ostatecznego wykolejenia się. Nie potrzeba tutaj przytaczać doniosłych przykładów, wystarczy spojrzeć na ostatnie wybory Prezydenckie w naszym kraju, gdzie murowany kandydat Bronisław Komorowski, za którym stały media głównego nurtu przegrał ostatecznie wybory ze względu na spontaniczną falę prawdy, jaka przelała się przez Internet. Dlaczego jednak o tym dziś piszemy? Otóż już niedługo wszystko może ulec zmianie.

Komisja prawna Parlamentu Europejskiego przyjęła stanowisko proponowane przez Komisję Europejską w sprawie reformy prawa autorskiego, która ma regulować oraz monitorować treści zawierane w Internecie. Specjaliści podkreślają, że jest to kolejna próba po ACTA mająca na celu wprowadzenie cenzury w świecie WWW. Co ciekawe projekt ten zaakceptowała już większość eurodeputowanych w komisji prawnej, w tym także poseł PO Tadeusz Zwiefka.

Dziś już wiemy, że w komisji prawnej Parlamentu Europejskiego budzący skrajne emocje i kontrowersje artykuł numer 13 dotyczący filtrowania linków został przegłosowany. Z kolei inny równie niebezpieczny pomysł, czyli artykuł numer 11 dotyczący wprowadzenia podatku od linków został również przegłosowany stosunkiem głosów 13:12. Dlaczego dziś media nie nagłaśniają tego problemu? Wielu obserwatorów mówi, wprost że obecne pomysły Komisji Europejskiej to nic innego jak próba wprowadzenia nacjonalizmu informacyjnego w Internecie.

UE ingeruje w sprawy suwerennych państw. To zagraża elementarnym założeniom wolności.

Coraz mocniej do świadomości Europejczyków przebija się fakt, że obecne działania Komisji Europejskiej są w gruncie rzeczy działaniami na rzecz i na zlecenie niemieckich koncernów informacyjnych, które chcą odzyskać monopol w tym zakresie a Internet skutecznie w tym przeszkadza. Dodatkowo podkreśla się, że w obecnym świecie za wszelką cenę próbuje się zepchnąć a najlepiej całkowicie usunąć myśl konserwatywną z obiegu informacji na rzecz hegemoni myśli liberalnej oraz skrajnie lewicowej.

,,Próba ingerowania w strukturę internetu budziła i nadal budzi liczne kontrowersje. Przerabialiśmy to już w przypadku próby forsowania zapisów ACTA. Jak się okazuje teraz pomysł wprowadzenia unijnych regulacji obejmujących Internet wraca jak bumerang. Tym razem podnoszą się głosy sugerujące, że nowe zapisy mogą w konsekwencji stanowić próbę wprowadzenia do internetu cenzury. Cenzurowanie medium, jakim na przestrzeni lat stał się Internet samo w sobie zdaje się być irracjonalne.

Problem polega jednak na tym, że dotąd prace nad regulacjami prowadzono bez większego medialnego rozgłosu. Opinia publiczna o planowanych zmianach dowiedziała się w zasadzie w ostatniej chwili. To całkowite zaprzeczenie idei transparentności. Warto także zwrócić uwagę, że rykoszetem ewentualnego przyjęcia nowych zapisów zostaną ugodzone media. To właśnie one w dużym stopniu ucierpią po wprowadzeniu przepisów najbardziej.’’

Dr Piotr Łuczuk, medioznawca z Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW.

W obliczu proponowanych zmian należy jasno stwierdzić, że w XXI wieku dwie rzeczy stały się cenniejsze aniżeli pieniądze. Otóż jest to władza a także kontrola nad obiegiem informacji. Ten, kto posiada władzę i możliwość wypływania na obieg informacji, ten w gruncie rzeczy kontroluje poglądy wielu narodów i w realny sposób wpływa na kształtowanie się nie tylko globalnej ekonomi, kultury, ale także i polityki.

Powróćmy jednak do kwestii artykułu 11 zakładającego opodatkowanie linków oraz odpowiednie licencjonowanie udostępnianych w Internecie treści. Otóż obserwatorzy podkreślają, że jednym ze skutków artykułu 11 będzie chociażby wywrócenie do góry nogami obecnego systemu dystrybucji, a także wykluczenie z internetu na przykład serwisów z tak zwanymi memami lub stron agregujących informacje z najpopularniejszych serwisów.

To jednak nie wszystko. Artykuł numer 13 w skrócie oznacza tyle, że nakłada obowiązek filtrowania poszczególnych treści zamieszczanych na łamach portali i serwisów na barki wydawcy oraz dostawcy usług internetowych. Mało tego, owe filtrowanie czy też cenzura ma obejmować nie tylko publikacje, ale także komentarze czytelników. Wielu ekspertów alarmuje, że już sam artykuł 13 wyraźnie zagraża idei otwartego internetu.


Autor. Zespół globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fot. youtube.com


 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.