Krwawe zamieszki w Serbii, po tym jak rząd podjął decyzję o przywróceniu restrykcji związanych z koronawirusem.

Udostępnij

Zauważcie jeden aspekt polskiej pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. Otóż początkowo dzienna liczba zakażonych wynosiła średnio 250 nowych przypadków, to wówczas minister zdrowia Łukasz Szumowski podjął decyzję o dosłownym zamknięciu kraju. Dziś dzienna liczba nowych przypadków to momentami 400 do 500 i jakie jest stanowisko Szumowskiego? Otóż stwierdza on, że nic się nie dzieje. Dostrzegacie różnicę?

Kolejne tygodnie trwającej pandemii, której nie ma, a która jest, przynoszą nowe wiadomości i otwierają oczy coraz większej części społeczeństwa. Pandemia Koronawirusa SARS-CoV-2 charakteryzuje się tym, że ponad 95% chorych, nie posiada żadnych objawów a testy na obecność koronawirusa są zdolne wykryć go dosłownie wszędzie, ponieważ zachorował już olej silnikowy, koza czy mleko. Na podstawie tych jakże „niezawodnych” testów ogłoszono światowy lockdown.

Dziś mamy już świadomość tego, że koronawirus SARS-CoV-2 rzeczywiście istnieje i został powołany do istnienia w chińskim laboratorium w Wuhan, jednak zasięg pandemii w ogromnym stopniu przeszacowano, ponieważ osoby tak zwane bezobjawowe, są de facto zdrowe, a cały chaos podtrzymują nieprecyzyjne testy. Dlatego też, należy stwierdzić, że drugi lockdown już się nie powtórzy, ponieważ społeczeństwo nie wyraziłoby na to zgody.

Zamieszki w Serbii pokazują, co może się stać, jeśli władze państwa zdecydują się powrócić do restrykcji związanych z koronawirusem. W Belgradzie mają one dodatkowo polityczny kontekst, bo zostały ponownie wprowadzone tuż po wyborach wygranych przez rządzącą partię. A przed wyborami lockdown został zniesiony, by umożliwić i kampanię, i głosowanie, notabene rząd ogłosił definitywny koniec zagrożenia koronawirusem, oczywiście jak widzimy, do czasu.

Wybory parlamentarne w Serbii miały się pierwotnie odbyć 26 kwietnia tego roku. W związku z pandemią koronawirusa zostały one przełożone na 21 czerwca. Opozycyjne, prozachodnie partie już w 2019 roku zapowiedziały bojkot wyborów, uważając je za nieuczciwe. W wyborach wzięło udział nieco ponad 48% wyborców i zdecydowanie wygrała je rządząca partia SNS. Ugrupowanie prezydenta Aleksandra Vucica zdobyło 62 procent i 191 z 250 miejsc w serbskim parlamencie.

Tuż po wyborach dziennikarze Balkan Insight opublikowali wyniki swojego śledztwa, które wykazało, że rząd mocno zaniżał statystyki zakażonych i ofiar COVID-19. Nie minęło kilka dni, a oficjalne liczby zaczęły się powiększać. Aż pewnego dnia dzienny przyrost nowych przypadków sięgnął liczby 555. Wtedy serbskie władze zapowiedziały, że wrócić musi i zakaz zgromadzeń, i godzina policyjna. Mieszkańcy Belgradu musieliby siedzieć w domach od piątkowego wieczora do świtu w poniedziałek. Bo to w stolicy zakażeń jest najwięcej.

Serbowie zareagowali na to ogromnym oburzeniem. Wiele osób ma dość coraz potężniejszej, ignorującej demokratyczne zasady władzy, a wprowadzenie obostrzeń na nowo tylko jeszcze bardziej ich rozsierdziło. We wtorek udali się pod budynek parlamentu, który część z nich chciała nawet szturmować. Zareagowała policja, często bardzo brutalnie, światowe media obiegły filmy pokazujące funkcjonariuszy pałujących ludzi, również tych spokojnych, siedzących po prostu na ławce. Protest był kontynuowany w środę. A Vucic ostatecznie zapowiedział, że prawdopodobnie zrezygnuje z godziny policyjnej.

Sytuacja w Serbii pokazuje nam dwie rzeczy. Pierwsza to groźba nawrotu pandemii (przynajmniej nawrotu teoretycznego). Druga to reakcje ludzi na powrót do obostrzeń. Gdy władze państw na całym świecie wprowadzały je w marcu, większość ludzi zaakceptowała ten ruch, kierowana strachem i ufająca swoim władzom. Ale kryzys zaczął pukać do drzwi i wymusił poluzowanie obostrzeń. Dziś społeczeństwo na kolejny lockdown tak łatwo się nie zgodzi.

Na koniec Drodzy Czytelnicy, zauważcie jeden aspekt polskiej pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. Otóż początkowo dzienna liczba zakażonych wynosiła średnio 250 nowych przypadków, to wówczas minister zdrowia Łukasz Szumowski podjął decyzję o dosłownym zamknięciu kraju. Dziś dzienna liczba nowych przypadków to momentami 400 do 500 i jakie jest stanowisko Szumowskiego? Otóż stwierdza on, że nic się nie dzieje. Dostrzegacie różnicę?


Autor. Zespół globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fot. youtube.com


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.