Pandemia SARS-CoV-2 to „pandemia szpiegowania obywateli”. Ujawniamy jak Izraelska firma NSO przejmuje „rynek masowej inwigilacji”.

Udostępnij

Wydawało się, że państwom Unii Europejskiej, izraelskie programy szpiegowskie nie będą tak imponować jak Bahrajnowi, Kazachstanowi, czy Stanom Zjednoczonym, lecz dzieje się inaczej. Według Johna Scotta-Railtona, naukowca z Uniwersytetu w Toronto kierującego pracami Citizen Lab: „Chodzi o ekstremalnie cyniczną próbę ze strony NSO wejścia na rynek masowej inwigilacji”.

Pandemia COVID-19 inspiruje władze wielu krajów do wykorzystywania aplikacji na smartfony, by śledzić osoby zarażone i ich kontakty lub by ostrzegać zdrowych przed zarażonymi, gdyby się do nich zbliżali. Jedynymi dobrze sprawdzonymi i skutecznymi aplikacjami tego typu są produkcje izraelskie, gdyż Izraelczycy dysponują zniewolonym narodem – palestyńskim, który nieustannie śledzą na różne sposoby. Jest on idealnym, zbiorowym królikiem doświadczalnym, co zapewnia izraelskiej marce NSO zainteresowanie wielu dyktatorskich rządów i tajnych służb, w tym komercyjnych. Problem: zainteresowanie produktami NSO wyraża Unia Europejska.

Na Zachodzie padają najróżniejsze pomysły „wzmocnienia bezpieczeństwa epidemiologicznego”, np. łączenia smartfonowych aplikacji z obowiązkiem noszenia przez zarażonych elektronicznej opaski GPS, jakie niektórzy skazani muszą nosić nad kostką (np. rządy indyjski i francuski), a same aplikacje mogą służyć do przesyłania najróżniejszych danych, nie tylko tych, które mają być jawne dla użytkowników.

Naturalnie stosowanie GPS w aplikacjach śledzących zwykłych ludzi budzi kontrowersje, choć stosują to na razie tylko niektóre kraje azjatyckie, ale i aplikacje oparte na Bluetooth, teoretycznie bardziej anonimowe, mogą być dwóch rodzajów: działać w sieciach zdecentralizowanych lub centralizowanych. W tym drugim przypadku nie ma przeszkód, by efektywnie kontrolować ruchy tłumów lub jednostek oraz ich kontakty.

Na przykład armia szwajcarska wspólnie z firmą Ubique rozwija aplikację wykorzystującą Bluetooth pod roboczą nazwą „DP3D”, która ma być całkowicie anonimowa i zdecentralizowana. Telefony użytkowników mają ostrzegać, gdyby doszło do jakiegoś bliższego spotkania z kimś zarażonym i informować, co robić.

Inną drogę wybrali Niemcy i Francuzi: pracują nad aplikacją „StopCovid”, która miałaby jednak centralizować dane. Oczywiście mówi się ciągle o anonimowości, lecz będzie ona powiedzmy dość względna, bo w każdej chwili centralny operator będzie mógł dojść o czyj telefon chodzi, nawet, jeśli oficjalnie przed tym się broni. Minister cyfryzacji w rządzie Macrona zapewnia, że „nie ma co filozofować, bo chodzi o ludzkie życie”, co ma zamknąć usta opozycji.

Weźmy na przykład wielkie kraje, jak Indie i Brazylia. 1 maja 2020 roku, w dzień Święta Solidarności Ludzi Pracy, indyjski minister spraw wewnętrznych ogłosił dekret rządowy, według którego wszyscy pracownicy, bez względu na to, czy pracują dla przedsiębiorstw państwowych czy prywatnych, są zobowiązani do instalacji aplikacji, która ma notować wszelkie kontakty z osobami zarażonymi.

Jeśli brać pod uwagę realne dane, rozmiar Pandemii COVID-19 w Indiach jest mniej niż anegdotyczny, a jednak setki milionów pracujących zostaną poddane kontroli aplikacji łączącej wykorzystanie Bluetooth z GPS. Dyrekcje przedsiębiorstw i właściciele są z tego obowiązku zwolnieni, muszą tylko dopilnować, by „100 %” ich podwładnych załadowało „Aarogya Setu” („droga do zdrowia”), jak nazywa się owy programik.

Natomiast w samym Izraelu, tak zwane „sprawy ochrony zdrowia i życia” przekonały rząd państwa żydowskiego do masowej inwigilacji obywateli izraelskich, co spotkało się z kontrą dwóch środowisk. Z jednej strony organizacje ochrony praw człowieka podały rząd do sądu z powodu „zagrożenia totalitarnego” i pogwałcenia praw obywatelskich, z drugiej nacjonaliści są oburzeni, że aplikację przeznaczoną pierwotnie do śledzenia gojów, stosuje się wśród Żydów.

Sąd Najwyższy gra z Knesetem w rodzaj ping-ponga w tej sprawie, parlament musi przegłosowywać przedłużanie stosowania aplikacji. Oprócz ostrzegania, ma ona ciekawą funkcję: wyświetla zarażonym stopień ich zakażenia koronawirusem w skali od 1 do 10, dzięki współpracy z ministerstwem zdrowia. I teraz powracamy ponownie do kwestii Izrael – Palestyna. Szanowni Państwo: „To, co dzieje się w Palestynie, nie zostaje w Palestynie”. Głosi grupa badawcza Who Profits, zajmująca się zjawiskiem rozwoju inwigilacji elektronicznej przy okazji kryzysu epidemicznego, w kontekście zbrodniczej, izraelskiej okupacji Palestyny.

Wydawało się, że państwom Unii Europejskiej, izraelskie programy szpiegowskie nie będą tak imponować jak Bahrajnowi, Kazachstanowi, czy Stanom Zjednoczonym, lecz dzieje się inaczej. Według Johna Scotta-Railtona, naukowca z Uniwersytetu w Toronto kierującego pracami Citizen Lab: „Chodzi o ekstremalnie cyniczną próbę ze strony NSO wejścia na rynek masowej inwigilacji”.


Przeczytaj również:

Potęga Izraela i zasada: ,,Poznaj najskrytsze sekrety przeciwnika, a on stanie się twoim niewolnikiem.’’ W tle ,,Polin’’.


Autor. Zespół globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fot. pixabay.com


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.