Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.31- Spojrzał w górę myśląc, że sam Bóg zstępuję na ziemię, niestety to nie był Bóg.

Udostępnij


Tom i Kate wygodnie usadowieni w fotelach pospiesznego pociągu już od ponad dwóch godzin podróżowali w kierunku Berlina na spotkanie nieznajomego, od którego mieli nadzieję otrzymać kolejne informacje. Kiedy ich samolot wylądował na płycie lotniska Magdeburg- Cochstedt niezwłocznie skierowali swoje kroki w poszukiwaniu jakiegokolwiek środka transportu.

Najchętniej skorzystaliby z czegoś naprawdę szybkiego jednak jedyne, co udało im się znaleźć to pociąg jadący bezpośrednio do Berlina, nie zwłocznie wykupili dwa bilety i wsiedli na pokład pociągu, który miał ich zawieść na spotkanie przyszłości. Jechali przez Magdeburg, Moser, Ziesar, Potsdam by ostatecznie osiągnąć cel swojej podróży. Pociąg zajechał na peron, głośno syknął ogłaszając wszem i wobec wielki trud pracy, jaki wykonał. Tom i Kate wysiedli razem z falą innych podróżujących.

– Co teraz? – Zapytał Tom.

– Musimy znaleźć jakąś taksówkę. – Kate rozglądała się dokoła by wzrokiem wyłowić, chociaż jedną. – Ona podwiezie nas bezpośrednio pod wyznaczony adres.

– Czyli dokładnie gdzie? Bo jak na razie wiedziałem tylko o Berlinie nic więcej.

Kate spojrzała na Toma uświadamiając sobie, że jeszcze w tym całym zamieszaniu nie zdążyła mu podać dokładnego adresu.

– Może i nie powiedziałam, ale i ty nie pytałeś. – Zmrużyła oczy. – Nasz cel to dom na ulicy Spandauer.

– Tam z pewnością jest wiele domów. – Zauważył. – Czy aby na pewno wiesz, dokąd mamy się udać?

– Antonio podał mi jedynie nazwę miasta, nazwę ulicy i powiedział: czerwony dom łączący dzień i noc. Nie dopytywałam o szczegóły, ponieważ nie sądziłam, że Antonio zostanie zamordowany a ja będę musiała ciebie odnaleźć i ruszyć w drogę, która od samego początku jest bardzo niebezpieczna. Tom. – Spojrzała mu prosto w oczy. – Ja po prostu nie przypuszczałam, nie wierzyłam i nadal ciężko jest mi w to wszystko uwierzyć.

Kraver widząc wielki żal i smutek w oczach towarzyszki objął ją, chcąc ukoić, chociaż na moment jej rozdarte serce tak mocno powiązane z sercem Antionio Mazara. Stali tak przez kilka sekund czując własne bicie serc. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale tak nie było. Głośny grzmot rozdarł powietrze, następne sekundy zaczęły rozbrzmiewać sygnałem alarmów i odgłosem jadących karetek.

– Co to było? Wojna? – Kate wyrwała się z objęć Toma rozglądając się i widząc pędzące na oślep tłumy.

Siła kolejnego grzmotu, tym razem jakby silniejszego, spowodowała wypadnięcie wszystkich szyb w okolicy. Wielkie kawałki tłuczonego szkła spadały na głowy uciekających ludzi a mniejsze niczym latające noże cięły wszystko, co stanęło im na drodze. Wiele zakrwawionych osób leżało na ziemi. Część była nieruchoma być może już martwa inna część krzyczała i wiła się z bólu.

Zapanował całkowity chaos przesiąknięty ciągłymi wybuchami, unoszącym się pyłem oraz krzykiem cierpiących ludzi. Tom przez moment pomyślał, że to musi być rzeczywiście wojna. Szybko jednak otrząsnął się z pierwszego szoku. Sprawdził czy on i Kate są cali, później powiedział.

– Musimy uciekać być może to jakiś atak terrorystyczny albo Bóg wie, co jeszcze! – Krzyczał starając się przebić przez ścianę narastającego huku, nie było to łatwe, ciągłe eksplozje i szum w uszach utrudniały wszelką komunikację.

Ona jednak nie odpowiedziała ani słowa tylko kiwnęła głową potwierdzając słuszność zaproponowanego działania. Tom złapał za rękę Kate by nie zgubić jej w panującym szaleństwie i ciągnąc za sobą biegł manewrując pomiędzy leżącymi ciałami i walącym się gruzem.

– Tędy! – Krzyknął, wymachując rękoma i odpędzając tumany nieczystości. Był niczym mucha wijąca się w lepkiej i wszechobecnej pajęczynie.

Pajęczynie chmury pyłu, przez którą nie było nic widać, do tego szczypiący w oczy pył wdzierał się przez usta do płuc jeszcze mocniej utrudniając oddychanie. Kiedy wydawało się że zostaną tutaj pogrzebani żywcem Tom dostrzegł lekko majaczący jasny punkt przed sobą. Nie zastanawiając się, co to może być skierował swoje kroki ku owemu punktowi. Z każdą kolejną sekundą punkt początkowo słaby i mały powiększał się a jego blask wzmagał.

– Wyjście! – Zawołał. – To wyjście!

Kiedy wybiegli na zewnątrz czuli tak ogromną ulgę jak gdyby przed chwilą opuścili wybuchający wulkan. Przystanęli i zaczerpnęli powietrza. Tom chciał powiedzieć coś do Kate jednak nie zdążył. Przeszywający świst rozdarł niebo. Spojrzał w górę myśląc, że sam Bóg zstępuję na ziemię. Okazało się, że niestety to nie był Bóg. Ogromna i gorejąca kula ognia przeleciała nad ich głowami znikając za wysokimi wieżowcami. Dalej był już tylko kolejny grzmot i silna fala uderzeniowa, która rzuciła ich o ścianę. Zapadł mrok. W jednej sekundzie wszystko znikło.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.