Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.38- Wiedział, że musi coś zrobić, nie wiedział jednak co.

Udostępnij


Tom i Kate prowadzeni długim korytarzem, w którym zalegał lekki mrok, maszerowali w ciszy i zamyśleniu. Co jakiś czas wymieniali skryte spojrzenia, chcieli przekazać sobie wzajemnie uczucia i obawy zalegające w ich głowach, był to ten moment w którym cisza rozbrzmiewała mocniej, docierając do najgłębszych zakamarków umysłu.

W momentach zagrożenia, kiedy organizm odczuwa nadciągające niebezpieczeństwo, cała praca naszego ciała przeistacza się w bardziej tajemniczą i z pozoru bierną, a tak naprawdę w środku naszego organizmu zostają zapoczątkowane mechanizmy wszelkiej możliwej obrony.

Osoba opanowana myśli, analizuje, porównuje i wreszcie działa, niczym wykwalifikowany program. Gorzej jest, kiedy człowiek popada w histerię, wówczas nie ma koordynacji po między ruchami ciała a wskazówkami instynktu przetrwania. Na szczęście Tom i Kate jak na razie nadzwyczaj dobrze znosili wszelkie niebezpieczeństwa, byli silni bądź też po prostu w pełni nieświadomi tego, z czym przyszło im walczyć.

– To tutaj panno Kate. – Lokaj wskazał ręką drzwi. – Pokój pana Kravera będzie tuż obok.

Tom podszedł do Kate, uśmiechnął się i powiedział.

– Będzie dobrze. – Objął ją nie zbyt mocno. – Damy sobie radę, zaszliśmy tak daleko, więc zajdziemy jeszcze dalej. – Puścił lekkie oczko i odszedł pozostawiając Kate stojącą przed otwartymi drzwiami sypialni.

>Weszła do środka i cicho zamknęła je za sobą. W głowie panował chaos, czarna dziura pochłaniająca wszelkie próby poukładania tego, co przed momentem dowiedziała się od Strażnika. Nie zasnę tej nocy, pomyślała. Natłok myśli napierał coraz mocniej, im bardziej napierał tym panował większy zamęt a nicość pochłaniała wszystko niczym coraz bardziej głodny potwór. Zamknęła oczy. Mrok w jednej sekundzie okrył spojrzenie. Co teraz? Dokąd? Nie zdążyła odpowiedzieć na postawione pytania, szybko zasnęła pokonana zmęczeniem organizmu, pozostawiając zapaloną lampkę nocną, która delikatnie oświetlała jej zmęczoną i zatroskaną twarz.

– Życzę udanej nocy panie Kraver. – Uprzejmie zakomunikował lokaj odchodząc na zasłużony wypoczynek.

Nareszcie sam, pomyślał Tom. Chwila spokoju i odosobnienia, bezludna wyspa leżąca po środku wzburzonego oceanu. Najprawdopodobniej ostatni taki moment przed, no właśnie sam nie wiedział, co jeszcze go czeka. Wampiry, źródło życia, walka dobra ze złem w najczystszej postaci prowadzona od zarania dziejów. To wszystko połączone ze sobą tworzyło jeden wielki koszmar, z którego nie można się przebudzić. Raz rozpoczęta książka musi zostać przeczytana do ostatniej strony.

Obecnie jego książka życia pisana była w czasie rzeczywistym i nie było wiadomo jak długo jeszcze potrwa ani jakie będzie zakończenie. Tom cały czas liczył na happy end, ale z upływem kolejnych godzin narastała w nim postawa niedowierzająca w powodzenie misji, jakiej się podjął. Być może Antonio przecenił jego możliwości albo po prostu nie miał nikogo innego tylko jego.

Tom podszedł to łóżka umiejscowionego w centralnym punkcie sypialni, odwrócił się plecami do frontowej części i bez żadnej asekuracji opadł do tyłu niczym powalone drzewo. Nie wiedział, czemu ale jego myśli powróciły do wydarzeń, jakie miały miejsce jakiś czas wcześniej. Powrócił do roku dwa tysiące dwunastego, kiedy to wieszczono koniec świata lub, jak kto woli nowy początek. Nieznana planeta o nazwie Nibiru miała w sposób destrukcyjny wpłynąć na słońce, które w nagłym szale zwiększając swoją aktywność mogłoby dosłownie spalić ziemię bądź doprowadzić do zamiany biegunów ziemi a w konsekwencji unicestwić życie na naszej planecie.

Filmy, reportaże, wydane książki o tej apokaliptycznej wizji biły wszelkie rekordy popularności, groza nadchodzącego końca dosłownie pochłonęła umysły ludzi. Nie pochłonęła jednak umysłu Toma, który doskonale wiedział, że tylko Bóg wie, kiedy nadejdzie koniec i nikt więcej. Ponad to zdawał sobie sprawę, że przed owym końcem musi wypełnić się wszystko, co zostało przepowiedziane w Biblii. Tom był doskonałym interpretatorem przepowiedni, dlatego dostrzegał znaki czasu, które wypełniały się zwiastując koniec, jednak nie wypełniły się jeszcze wszystkie.

Postanowił sobie by jak najszybciej zerknąć na ósmy rozdział apokalipsy świętego Jana, ostatni rozdział Biblii, miał wewnętrzne przekonanie, że tam należy szukać odpowiedzi i wskazówek. Antonio pisząc przed śmiercią owe przesłanie, nie zrobił tego od tak sobie, ostatnie przesłanie człowieka musi mieć ogromne znaczenie, Tom był tego pewien. Ale teraz, ogarnięty zmęczeniem i całkowitym wycieńczeniem leżał bezwładnie na łóżku, miał totalny mętlik w głowie, wyglądało na to, że przepowiednie dopełniają się a ów koniec faktycznie stoi u drzwi czekając by zapukać.

Sięgnął do kieszeni po kopertę, która zawierała klucz do zrozumienia całej sprawy, wystarczyło pojąć jej zawartość, po części to już się udało, ale nadal to, co już wiedzieli nie wystarczało do zrozumienia całości. Musi być coś jeszcze, pomyślał Tom i delikatnie wyciągając całą zawartość koperty położył ją przed sobą na posłaniu, kolejna próba odczytania tego, co być może zostało zapisane między wierszami.


Wampir, przebiegła istota demoniczna, nie posiada lustrzanego odbicia, gdyż jego widok jest obrazą Boga. Wampir zawsze stoi afrontem względem swego Stwórcy.”

Kardynał Liatori.


Raziel, Lucius, Verdus, Vidor, Samiel, Kasius, Belezur, Dol’ur, Xawedes, Mizardi, Fel’ur, Giszal, Oman.


„Nawet na biegunach ziemia wrzeć będzie i bulgotać. Wody oceanów zakolebią się i wyleją wielkimi falami ku niebu. Wówczas to ziemia zmieni swoje miejsce, góra będzie w dole, a dół u góry.”

Zofia Nosko 21.Sierpień.1983 Rok.



Zdanie z pierwszej kartki potwierdzało istnienie wampirów oraz to, że Watykan o tym wie, ale woli milczeć. Obraz z drugiej kartki nadal pozostawał zagadką podobnie jak ostatni przedstawiający kalendarz majów oraz dziwne dodatki, ale w tym wszystkim najbardziej nurtowała Toma przepowiednia Zofii Nosko przedstawiająca, jak się mogło wydawać, ostateczny kataklizm mający nawiedzić ziemię.

– To nie ma sensu. – Powiedział sam do siebie jak gdyby chcąc potwierdzić własnymi słowy własne wątpliwości.

Z tego, co do tej pory dowiedział się o planach Verdusa mógł z pewnością wysnuć jeden wniosek. Nie doprowadzą one do tego, co jest opisane w tej przepowiedni, owa tajemnicza częstotliwość mająca w jednym momencie zabić miliardy ludzi na ziemi nie dokona tego, co przepowiada Zofia Nosko.

Czy istnieje coś jeszcze, drugie dno, ukryta tajemnica jeszcze bardziej przerażająca niż plany Verdusa? Tom upadł na kolana. Rozpoczął modlitwę wieczorną, nie trwała ona jednak zbyt długo, szybko ogarnął go sen pozostawiając Toma w pozycji klęczącej z głową opartą o krawędź łóżka. Jedynie wskazówka wiszącego nad wejściem do sypialni zegara niestrudzenie poruszała się po tarczy odmierzając upływający czas.

Wypatruję Ciebie a Ty mnie w kręgu niekończących się wspólnych myśli. Trzymasz moje marzenia na szlaku życiowego sekretu. W poszukiwaniu lepszego jutra otwieram się na Ciebie. Nawet, jeżeli zatracę swoje ja, to nadal wierzę, że Ty mnie odnajdziesz. Zmierzam na przód ku kresowi obranej drogi z myślą oczekującą czegoś lepszego.

Tom Kraver nawet w snach cały czas gdzieś podróżował, poszukując czegoś więcej, kogoś więcej, poszukując Boga. Nie udało mu się jednak nigdzie dotrzeć, ponieważ w jednej chwili obudził go głośny grzmot. Tom podniósł ciężkie powieki, nie wiedział ile czasu minęło i jak długo spał. Spojrzał na zegar, była godzina druga w nocy. Nie zdążył jeszcze podnieść się z pozycji, w jakiej zasnął, kiedy usłyszał ponowny grzmot, tym razem wyraźniejszy i bardziej donośny.

– Ktoś strzela. – W jednej chwili uświadomił sobie, że to odgłos wystrzału z pistoletu.

Zerwał się na równe nogi. Wiedział, że musi coś zrobić, nie wiedział jednak co…


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.