Bractwo Apokalipsy Ks.II Roz.39- Nie wiesz, że wszystko zaczyna się od pojedynczego drzewa? Nie zdążysz się obejrzeć a będzie płonął cały las.

Udostępnij


– Sądziłeś, że pozwolimy ci na samowolne działanie? – Niski ton chrypiącego głosu niósł się we wszystkich kierunkach. – Jeden człowiek i jedna organizacja mogąca stawić czoło nieuniknionej przyszłości? Przeliczyłeś się a teraz zginiesz, za długo pozwoliliśmy ci żyć Strażniku Graala.

Strażnik spojrzał po zebranych w pokoju, jego umysł analizował sytuację szukając możliwie najbezpieczniejszej drogi wyjścia z zaistniałego kryzysu.

– Widzę, że nawet stojąc nad swoim grobem, myślisz o oszukaniu śmierci. – Kontynuował ochrypły głos. – Mam polecenie usunąć ciebie i twoją małą drużynę odważnych a zarazem naiwnych rekrutów. – Spojrzał na ciało leżące bezwładnie na podłodze. – Jak widzisz Strażniku jedna osoba już wysiadła z twojego statku, który zaraz cały zatonie. Chciałeś poruszyć jeden kamień a teraz cała lawina zasypie ciebie i twoją misję. Nadszedł nasz czas, już na zbyt długo czekaliśmy na realizację naszych zamiarów. Musisz wiedzieć, że nie staje się po między wygłodniałą zwierzyną a padliną a ty to zrobiłeś. Wiesz, jakie będą konsekwencje.

– Boisz się swojego Boga? – Zapytał strażnik przechodząc do kontrofensywy, tylko to przyszło mu do głowy, granie na czas.

– Milcz! – Warknął głos. – Ty nic nie wiesz prócz tego, co uważasz za prawdę a w gruncie rzeczy to zbieranina mitów i przekonań. Dawno temu, kiedy wszystko zostało zaplanowane dla człowieka my również ułożyliśmy nasz plan. Plan, przed którego mocą nikt nie umknie, to przemożna siła, która powali każdego gotowego stanąć jej na drodze. – Głos nasilił moc, jeszcze bardziej przenikając otoczenie. – Nie wiesz, na co się porwałeś i z kim stanąłeś w szranki, za tą niewiedzę zapłacisz życiem swoim i tych durni, którzy postawili nogę na tonącym okręcie, człowiek nie pokona paszczy piekielnych.

– Lucyfer nigdy nie wygra. Już raz przegrał, dlatego przegra ponownie a ty razem z nim.

– Ha… ha… ha… – Szyderczy śmiech przyprawiał o ciarki. – Mówisz prawdę, ja jednak żyję dzięki kłamstwu, zmienimy dzieje ludzkości, zmienimy odwieczne plany stwórcy. Nie wiesz głupcze, że wszystko zaczyna się od pojedynczego drzewa? Nie zdążysz się obejrzeć a będzie płonął cały las. Te dni nadchodzą, wielu poszło za nami i dla nich znajdzie się miejsce w szeregu zwycięzców.

– Zdrajcy, o nich mówisz, tak? – Strażnik zrobił krok w stronę pobliskiej komody. – Zaprzedali swoją duszę za garść mamony i nędznych zaszczytów. Wolę zginąć tu i teraz niż zaprzepaścić swoje zbawienie. Między nami jest jedna zasadnicza różnica wampirze. – Strażnik nie przestawał przemawiać i coraz bardziej zbliżać się do niewielkiej szuflady. – Ty wierzysz w zło a ja w dobro, a jak wiesz dobro zawsze ostatecznie wygrywa, taka jest natura stworzenia.

Po wypowiedzeniu ostatniego słowa sięgnął, szybkim ruchem ręki, uchwyt szuflady. Wysunął ją do oporu aż cała komoda zatrzeszczała. Włożył dłoń do środka wyciągając niewielki pistolet. Wycelował prosto w napastnika.

– Strażniku chcesz mnie zabić używając nędznej ludzkiej broni. Nie nauczyłeś się jeszcze przez te wszystkie lata, że mnie nie można w ten sposób zabić?

Nie zwracając uwagi na słowa wampira, Strażnik powiedział krótko.

– Rozpoczęło się w Vermont i tam też się zakończy tak?

Lekkie zaskoczenie przemierzyło oblicze napastnika. Czerwone przekrwione oczy na moment przystanęły i zastygły. Niestety kolejne sekundy na nowo przywróciły pewność i spokój spojrzeniu wampira, który bardzo szybko opanował swoje ciało nie chcąc zdradzić, co w tym momencie czuł. Wampir nie zdradza swoich uczuć, których i tak ma niewiele.

– Mam rację tak? – Naciskał Strażnik.

– Bractwo Cieni. – Warknął wampir. – Tak powinno brzmieć zadane przez ciebie pytanie Strażniku. To jedyny złoty środek do rozwiązania tej zagadki. Czy jesteś gotów otworzyć drzwi, za którymi nie wiesz, co się znajduje?

– Za nimi ukryta jest prawda, która pozwoli ocalić ludzkość. – Z przekonaniem odpowiedział Strażnik.

– Nie! – Syknął głos. – Za drzwiami jest piekło, które pochłonie w swoim ogniu ziemię.

– Kłamiesz, jak zwykle.

– Strażniku Graala. – Głos miał dość gierek, nadszedł czas na podsumowanie. – Myślisz, że nas przejrzałeś? Pragnę cię poinformować, że to kolejna fatamorgana na twojej drodze ułudy. – Uśmiechnął się pokazując białe zęby. – Dominico Tarvage.

– Co powiedziałeś? – Strażnik pragnął aby to było jedynie złudzenie.

– Dobrze wiesz, co powiedziałem. Odnalazłeś jego rodzinę. Dawno temu Dominico Tarvage spisał pewien list i przekazał go swojemu bratu Giovano. Dziś ten list znajdował się w rękach chłopaka z polski o imieniu Michał, który jest potomkiem Giovano. Wezwałeś go do siebie, stoi pośród nas razem z tą kobietą o imieniu Kate i tym księżulkiem, który nic nie podejrzewając śpi teraz smacznie na górze, jednak nim też się zajmę, kiedy tylko skończę z wami.

Strażnik spojrzał na twarze Kate i Michała, którzy nic nie rozumieli, wiedzieli tylko, że ich też czeka śmierć.

– Dominico Tarvage został zwerbowany do Bractwa Cieni przez swojego przyjaciela, który później został zamordowany, jego głowę znaleziono odrąbaną od reszty ciała, jak klejnot w koronie, została nabita na pal, w ustach można było odnaleźć srebrną monetę. Doskonała robota, nie jakieś tam zwykłe morderstwo, ale morderstwo z kunsztem i wyrafinowaniem.

– To wy go zamordowaliście. – W jednej chwili Strażnik poznał odpowiedź na kolejne pytanie nurtującego go od lat.

– Tak. Co mogliśmy zrobić innego, zdradził nas po mimo tego co otrzymał od Bractwa. Zapłatą za zdradę jest śmierć.

– Sposób jednak, w jaki zginął. – Naciskał Strażnik. – Świadczy o tym, że…

– Przerażająca prawda, co? – Głos ponownie kilkukrotnie wydał z siebie coś w rodzaju śmiechu. – On też był wampirem, dlatego jego śmierć wyglądała tak a nie inaczej.

– To nie może być prawda. – Zaszokowany Michał po raz pierwszy przemówił nie mogąc dłużej milczeć.

– To prawda, jak mawiają chrześcijanie, święta prawda. – Wampir oblizał wargi, ukazując białe zęby. – Od tamtego czasu Bractwo uważnie śledziło losy wszystkich krewnych Dominico. Nie dawno odkryliśmy, że w Polsce żyje rodzina posiadająca pewną kopertę, spuściznę po Dominico, która w odpowiednim czasie ma zostać ujawniona. Michale śledzę twoje poczynania już od dłuższego czasu. Czekałem w ukryciu aż do dziś. Doprowadziłeś mnie do Strażnika, on cię wezwał tym samym wydając na siebie i na ciebie wyrok śmierci. Umrzecie a razem z wami umrze prawda, którą tak pragnąłeś przywrócić do życia Strażniku.

Wampir skończył przemawiać i ruszył w stronę strażnika. Wyciągnął przed siebie szpony chcąc zatopić je w ciele ofiary. Wówczas padł pierwszy strzał, później drugi, ale bez skutku, wampir nadal szybkim krokiem maszerował w kierunku swojej ofiary, chcąc wydrzeć z niej ostatnie pierwiastki życia.

Strażnik zrobił kilka kroków w tył a następnie wystrzelił kilka kolejnych kul, opróżniając cały magazynek. Kiedy wydawało się że to już koniec, wampir upadł na ziemię uderzając z całą siłą o podłogę.


Autor. Tomasz Magielski.

Fot. Pixabay.com / globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.