Kto jest właścicielem Polski? Właścicielem Polski, z punktu widzenia ekonomicznego jest światowa oligarchia finansowa.

Udostępnij

Okazuje się, że setki przedsiębiorstw dokonujących przejęć kapitału w Polsce to są rzeczywiście przedsiębiorstwa zarejestrowane w różnych krajach (od Estonii do Brytyjskich Wysp Dziewiczych). Są one jednak również w przeważającej większości finansowane z największych amerykańskich funduszy inwestycyjnych. A zatem są one nie tylko finansowane przez wspomniane fundusze, ale też zorganizowane w zarządzane przez te fundusze sieci biznesowe.

Przyjrzyjcie się, kto jest właścicielem głównych sektorów gospodarki narodowej i wyciągnijcie jakieś wnioski. Dla zrozumienia, jak funkcjonuje gospodarka (i jakie przednią rysują się perspektywy) wyjaśnienie stanu własności i kontroli zasobów kapitałowych ma kluczowe znaczenie. Jeszcze do dziś po Polsce krąży powiedzenie: „kapitał nie ma ojczyzny”, które sugeruje, jakoby własność nie miała większego znaczenia.

Altria Group, Inc. (wcześniejsza nazwa to: Philip Morris Companies Inc.) – holding składający się z Philip Morris International, Philip Morris USA i Philip Morris Capital Corporation. 27 stycznia 2003 r. Philip Morris Companies Inc. zmieniło nazwę na Altria Group, Inc.

Jest to oczywiście oszustwo, które polega na dwóch kłamstwach. Pierwszym, że właściciele kapitału myślą jedynie o zysku, więc zupełnie ich nie interesuje władza polityczna. Rzekomo są to niewinne baranki, a nie głodne wilki. Drugim, że właściciele kapitału zawsze działają na korzyść społeczeństwa. Rzekomo zawsze przyczyniają się do pomnażania dobrobytu społecznego. Czyli nie istnieją powody do kontroli kapitału.

Oczywiście znaczenie własności i kontroli kapitału jest różne dla poszczególnych sektorów gospodarczych. W niektórych, takich jak finanse, infrastruktura, obronność, czy zasoby naturalne znaczenie własności i kontroli jest nadzwyczaj ważne, ponieważ ewentualne zakłócenia lub akcje dywersyjne mogą podważyć najżywotniejsze interesy społeczeństwa. Jest także wiele innych kwestii ekonomicznych, których bez rozpatrzenia struktury własności nie można rozwiązać.

We wszystkich krajach zachodnich funkcjonuje rozwinięte ustawodawstwo, które tworzy linię demarkacyjną między sektorami strategicznymi i ochroną zasobów naturalnych a pozostałymi obszarami gospodarki. Jest całkowicie zrozumiałe, że sektory strategiczne i zasoby naturalne nie mogą podlegać przejęciu przez zagraniczne korporacje lub agencje międzynarodowe, ponieważ jest to uderzenie w podstawowe warunki życia społecznego i gospodarczego.

Pod tym względem jedynie w krajach silnie uzależnionych od czynników zewnętrznych lub podporządkowanych rządom okupacyjnym dochodzi do rażącego ekscesu: forsowania obcej własności. Z reguły łączy się to z szeregiem „klauzul” ograniczających negatywne konsekwencje przejęcia, lecz nie ma wątpliwości, że są one formą kamuflażu braku kontroli. Prymitywna, posiłkująca się ignorancją polityka gospodarcza usiłuje zamazać wspomnianą linię demarkacyjną.

Strategiczne sektory gospodarki są wówczas „zawężane”, podobnie jak nieodzowność perspektywicznej i zgodnej z interesem publicznym ochrony zasobów naturalnych. Ów prymitywizm rozciąga się na kwestie otwarcia dla inwestycji zagranicznych. Oczywiście inwestycje zagraniczne mogą być czynnikiem pozytywnym, jednakże pod oczywistym warunkiem: otóż, że służą one rozwojowi, a nie ograniczają rozwoju oraz nie podważają bezpieczeństwa narodowego.

To jest minimum, gdyż w ocenie krajowej użyteczności inwestycji zagranicznych powinno być podstawowym kryterium akceptacji obcego kapitału. Następnym warunkiem jest dostosowanie się kapitału obcego do wymogów i norm krajowych (nie tylko prawnych, finansowych i rynkowych, ale także i przede wszystkim kulturowych). Jednak wielkie korporacje i sieci globalne mają to do siebie, że nie ograniczają się do strategii adaptacyjnych, lecz stosują strategie agresywne, czyli forsowanie korzystnych dla siebie reguł i wzorców.

To z kolei działa niszcząco na wszystkie podstawowe warunki społeczne. Niestety, takie strategie nie są współcześnie zjawiskiem ubocznym. Niestety, z przykrością musimy stwierdzić, że w Polsce niemal całość literatury ekonomicznej poświęconej inwestycjom zagranicznym (jak również publikacji rządowych agencji powołanych do realizacji polityki wobec tych inwestycji) ma charakter czysto apologetyczny, bezmyślnie pomocny względem korporacji zagranicznych, kosztem suwerenności kraju.

I teraz bardzo ważna kwestia, otóż nie chodzi o wywłaszczenie, lecz o wskazanie, kto został ostatecznie właścicielem zasobów majątkowych w Polsce, a wskutek tego uzyskał znaczne wpływy polityczne. Na ogół panuje przekonanie, podsycane przez media i ekonomistów, jakoby polska własność przeszła w ręce pochodzących z różnych krajów inwestorów, liczonych w setki, a może tysiące przedsiębiorstw i osób prywatnych. Takie przekonanie zdaje się potwierdzać statystyka państwowa, w której wymieniani są inwestorzy z różnych krajów.

Kłóci się to jednak z logiką, skoro już dobrze wiemy, że tak zwana transformacja ustrojowa w Polsce (i w innych krajach postkomunistycznych) była zaplanowana i zrealizowana z jednego „centrum”, to jest przez wpływowe kręgi polityczne Stanów Zjednoczonych.  Logicznie biorąc, jest mało prawdopodobne, aby działały one na rzecz interesów olbrzymiej rzeczy przedsiębiorstw ze wszystkich stron świata.

Okazuje się, że setki przedsiębiorstw dokonujących przejęć kapitału w Polsce to są rzeczywiście przedsiębiorstwa zarejestrowane w różnych krajach (od Estonii do Brytyjskich Wysp Dziewiczych). Są one jednak również w przeważającej większości finansowane z największych amerykańskich funduszy inwestycyjnych. A zatem są one nie tylko finansowane przez wspomniane fundusze, ale też zorganizowane w zarządzane przez te fundusze sieci biznesowe.

Ponad to są one własnością tych funduszy, które z kolei są własnością światowej oligarchii finansowej. To też konkluzja może być tyko jedna na dzień dzisiejszy i brzmi ona następująco: właścicielem Polski, z punktu widzenia ekonomicznego jest faktycznie światowa oligarchia finansowa. Pamiętajmy również o słowach wypowiedzianych przez Amsela Bauera Mayera Rothschilda: „Pozwólcie mi kontrolować podaż pieniędzy w państwie, a nie będzie mnie obchodzić, kto tworzy jego prawa.”


Przeczytaj również:

Międzynarodowy spisek Banksterów. Morganowie, Rockefellerowie i Rothschildowie rządzą pieniądzem, dlatego to oni są realnymi władcami.


Źródło: klubinteligencjipolskiej.pl

Fot. youtube.com