Rosyjski eksperyment deprywacji snu: rozerwali swoje brzuchy i wypatroszyli się, podczas jedzenia własnego ciała.

Udostępnij

„Czy zapomniałeś tak łatwo? Jesteśmy tobą, jesteśmy szaleństwem, które czai się w tobie, w was wszystkich. Jesteśmy tym co czai się w tobie i chce być uwolnione. Jesteśmy tym przed czym tak bardzo się ukrywasz. Jesteśmy tym, co w sobie uspokajasz, uciszasz, jesteśmy tym co czai się w twojej mrocznej przystani.”

Raz na jakiś czas natrafiam na historię, która pozornie wydaje się być fikcją, ale do tego tak dziwaczną, że aż muszę się nią z Wami podzielić. Czy słyszeliście o rosyjskim eksperymencie snu? Znanym również jako: „Rosyjski eksperyment deprywacji snu”. Jest to eksperyment obejmujący pięć badanych osób, używających eksperymentalnego gazu stymulującego. Eksperyment polegał na stymulowaniu snu po przez zastosowany gaz a wszystko w celu poprawy sprawności bojowej żołnierzy w czasie II wojny światowej.

Raport opisujący przebieg tych testów, obejmuje przerażające wyniki i zwyrodnienie tych, którzy to wszystko wymyślili oraz przeprowadzili. Dziś przedstawimy wam co dzieje się z pięcioma mężczyznami, którzy zostają zamknięci w jednym pomieszczeniu bez możliwości zapadnięcia w sen. Przedstawimy wam rodzące się wówczas szaleństwo, i szeroko otwarte drzwi, przez które wchodzi na ten świat czyste zło.

Czy zastanawialiście się kiedyś na tym ile człowiek może wytrzymać bez snu? Mam świadomość tego, że to w znacznej mierze zależy od danej osoby, jednak rekord świata wynosi jedenaście dni i dwadzieścia pięć minut. Ten rekord został ustanowiony przez siedemnastoletniego Randy Gardnera. Gardner po pierwszych dwóch dniach bez snu, zaczął wykazywać oznaki ataksji, czyli jest to utrata koordynacji i świadomych ruchów.

Między dniem trzecim a piątym pojawiły się potężne halucynacje i paranoja. Dzień szósty to spowolnienie mowy. Dzień siedem i osiem to zaniki pamięci, agresja, bełkot zamiast wyraźnej mowy. Dzień dziewięć i dziesięć to nadal powiększająca się paranoja. Dzień jedenasty to praktyczny zanik mowy, brak koncentracji, zdolności umysłowe zredukowane do minimum. Wniosek jest jeden, otóż brak snu prowadzi do demencji umysłu. Co ciekawe, brak snu prowadzi również do wzrostu w organizmie ilości hormonu głodu (grelina), przy równoczesnym spadku ilości hormonu kontroli apetytu (leptyna).

Drodzy Czytelnicy, musicie wiedzieć, że w czasie II wojny światowej panował pewien nieznany wyścig, otóż pracowano nad wydłużeniem gotowości żołnierzy do bycia przydatnymi na polu bitwy. Zamierzano tego dokonać po przez redukcję potrzeby snu. Sowieci próbowali nadążyć za amerykanami czy brytyjczykami na tej płaszczyźnie badań, to też stworzono zespół, którzy wybrał pięciu więźniów, których umieszczono w hermetycznej komorze.

Następnie poddano te osoby działaniu gazu stymulującego (jego skład jest w zasadzie nie znany po dziś dzień). Celem eksperymentu było długotrwałe pozbawienie „obiektów” snu, docelowo na trzydzieści dni. W pomieszczeniu była żywność, woda, toaleta i kamery. Były też okna do obserwacji o grubości pięciu cali. Pierwsze trzy dni eksperymentu, przebiegły gładko, bez żadnych negatywnych zdarzeń.

W dniach cztery do pięć, badani zaczęli wykazywać drażliwość i niepohamowaną potrzebę rozmowy o wojnie i okropnościach jakich na niej doświadczyli. Dzień szósty do odizolowanie, nagłe zaprzestanie rozmów i szeptanie do mikrofonów, które mieli zainstalowane. Zaczęli również mówić sami do siebie. Później nadeszła paranoja, psychoza i potęgujący się stres, a wszystko to nasilało się jeszcze bardziej z dniem siódmym i ósmym.

W dniu dziewiątym zaczęły się przerażające krzyki. Jeden z badanych zaczął krzyczeć, następnie kolejny i kolejny. Potrafili tak godzinami biegać po pomieszczeniu i krzyczeć. Dochodziło do sytuacji w której badani rozmazywali na ścianach własne odchody. Zaczęli również zamazywać okna, tak aby ukryć swoje działania przed obserwatorami z zewnątrz. Po tym wszystkim krzyki nagle ustały i zapadła całkowita cisza na trzy dni.

Po upływie długiej ciszy, badacze powiedzieli badanym, że zamierzają otworzyć komorę aby wejść do środka i przetestować mikrofony. Kazano obiektom odejść od drzwi i położyć się na podłodze twarzą w dół. W przeciwny razie zostaną rozstrzelani. Niestety badani nie poddali się zaleceniom, nawet w obliczu gróźb, to też badacze nie weszli do środka. I tak minęły kolejne dwa dni bez dalszego kontaktu z badanymi.

Wreszcie podjęto decyzję o definitywnym zakończeniu eksperymentu i wypuszczeniu badanych. Wpuszczono do komory świeże powietrze w miejsce gazu stymulującego. W tym momencie mężczyźni w komorze zaczęli krzyczeć z bólu, błagając badaczy aby ci zawrócili gaz. Jednakże badacze zamiast tego postanowili wysłać uzbrojonych żołnierzy, aby ci wydobyli badanych za wszelką cenę.

Niestety żołnierze nie byli przygotowani na okropności, których mieli zaraz być świadkami. Na środku pokoju, leżał twarzą w dół w kałuży krwi, jeden z badanych obiektów. Był martwy, prawdopodobnie z powodu dużej utraty krwi. Pozostali badani nadal żyli, ale byli poważnie okaleczeni obrażeniami jakie zadali sobie sami. Rozerwali własne brzuchy i wypatroszyli się, podczas jedzenia własnego ciała.

Po badaniu ustalono, że zrobili to nie po przez gryzienie, ale gołymi rękoma. Części ciała i skórę, odrywano systematycznie od ciała. Miejscami wystawały odsłonięte kości. Podczas interwencji jeden z żołnierzy w czasie ataku badanych, ucierpiał w taki sposób, że obiekty rozdarły mu gardło. W ciągu następnych kilku dni wszyscy mężczyźni poddani eksperymentowi albo zostali rozstrzelani albo zmarli.

Nieoficjalnie wspomina się jednak, że jeden z mężczyzn ostatecznie został uratowany. W prawdzie miał już połamane kości i rozerwane mięśnie, jednak intensywna hospitalizacja pomogła utrzymać go przy życiu. I ten właśnie mężczyzna, zapytany już kilkanaście dni później, od daty zakończenia eksperymentu, o to kim jest, odpowiedział z dziwnym uśmiechem na twarzy, z szalonym uśmiechem na twarzy:

Czy zapomniałeś tak łatwo? Jesteśmy tobą, jesteśmy szaleństwem, które czai się w tobie, w was wszystkich. Jesteśmy tym co czai się w tobie i chce być uwolnione. Jesteśmy tym przed czym tak bardzo się ukrywasz. Jesteśmy tym, co w sobie uspokajasz, uciszasz, jesteśmy tym co czai się w twojej mrocznej przystani.”

Po tych słowach obiekt zaczął się śmiać w sposób obłąkany, dlatego też badacz strzelił mu prosto w serce. Interesujące jest to, że obiekt mówił o sobie: „jesteśmy”. Zatem albo miał rozdwojenie jaźni, albo też został opętany przez demony. Dlaczego? Dlatego, ponieważ tego typu postawa odpowiada dwóm tym przypadkom. I jestem pewien że z czasem historia przekazywana z ust do ust, mogła ulec pewnym zniekształceniom, ale ja uważam, że prawda może być o wiele bardziej straszna aniżeli to, co przetrwało w opowiadaniach po dziś dzień.

Na koniec zamieszczamy zdjęcie, które ma być autentyczne i jest dołączone do tej historii. Przedstawia ono jednego z badanych. Czy ta twarz przypomina wam twarz człowieka? W pewnym sensie tak, jednak jest to twarz zniekształcona, wynaturzona. Jest to twarz, która często pojawia się w czasie opętania demonicznego. Oczywiście nie mam na myśli, że to właśnie ta twarz się pojawia, ale to zniekształcenie, wyraz i deformacja.


Przeczytaj również:

Zło nie śpi. Publikujemy prawdziwą historię o szaleństwie, satanizmie i magii. Brookey Lee West, amerykańska wiedźma.


Autor. Zespół globalne-archiwum.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fot. youtube.com


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.